URODZINOWE ZAMYSŁY U WYBRZEŻY BRIGHTON

20180714_132010

20180714_131735Urodziny, urodziny, urodziny…

to najpiękniejszy dzień każdego z nas.

To nasz pierwszy dzień zaistnienia. Pierwszy dzień naszego pojawienia się na ziemi.

Cud życia.

Dlatego mimo coraz większej ilości lat, świętuje ten dzień wyjątkowo.

Rozwijam moją księgę życia i planów.

I nie mogę się nasycić .

To tak jakbym każdorazowo się naradzała i dostawała nowej energii na przyszły rok.

To dlatego nie z końcem roku, ale z dniem moich urodzin spisuje nowe postanowienia i plany oraz rozliczam minione.

 

Jest on tez dla mnie o tyle szczególny,

IMG_6275

Iż to właśnie w tym dniu kontaktuje się z osobami, które rzadziej się w nim pojawiają, a są ważne dla mnie i dla mojej inspiracji życiowej.

Tym razem zostałam zaproszona do  Brighton, miasta w południowej części Anglii, w księstwie East Sussex,

które słynie z klimatycznych angielskich kurortów i stanowi bazową kulturę architektoniczną w dziejach kurortów w dobrym smaku.

Otóż ja też należę do grona twórców wnętrz, inspirujących się tym namacalnym zjawiskiem.

I gdy dotarłam na miejsce, przekonałam się bezpośrednio dlaczego Brighton urosło do rangi kolebki nadmorskiego kurortu architektury.

Jako że dzień był ogniście wręcz upalny, całe wybrzeże, rozciągające się pomarańczowymi kamienistymi plażami, było jakby jedną wielką imprezą

spragnionych latem bywalców różnych ras i krajów.  Cała promenada zasiana była pełnymi knajpkami, lodziarniami, koszykówką uliczna, klubami, które już od południa zapraszały na lunch.

 

 

Molo zbudowane w jednej z najciekawszych odsłon jakie doznałam – jakby statek w stylu lat 20go XIX wieku,

na którym znów była cała aranżacja wypoczynkowa, od restauracji, poprzez miejsca rozrywek i innych sklepów, z kortami i karuzelami.

 

Wszystko sprawiało atmosferę jakby z planu filmu Woody Allena, gdzie rzeczywistość przeplata się z irracjonalnym światem i fantazją.

Dokładnie tak jak lubię. Miksowanie świata rzeczywistego z magią wyobrażeń.

Mnogość stylizacji ludzi kręcących się po plażach i plantach to jak wybieg mody dla odważnych prekursorów i możliwości pochwalenia się swym ciałem.

Było na co patrzeć ;), co jest rzadkością w jakichkolwiek innych kurortach, gdzie większość ludzi na wakacjach niedbale się nosi.

 

Ja uwielbiam gdy jest wokół mnie jakiś styl, a atmosfera ma swój sens. Nie znoszę niedbalstwa i bezguścia w jakichkolwiek działaniach.

Wiec jakby to co tam doznałam, utwierdziło mnie w tym co lubię.

Na co dzień przebywamy wśród różnych ludzi, miejsc i wnętrz. Ale są dni i dążę do tego, by była ich przewaga, by przebywać tylko tam,

gdzie zechce i z kim zechcę.

To jest dla mnie luksus ówczesnych czasów.

 

I tak tez miałam okazję spędzić mój dzień urodzin.

Moim cudownym miejscem noclegowym był brightoński hotel Hilton położony tuż przy promenadzie, z widokiem na morze i całą miejsko kurortową

zbyteczność.

IMG_6264

Obudziwszy się wczesnym porankiem, bo już o 5tej czasu angielskiego, rozpoczęłam dzień od wspaniałego joggingu …

By delektować się jego dalszym rozwojem… który zachowam dla siebie … ale wnioski i przemyślenia, jakie stamtąd wywiozłam,

wycisnęły magię pomysłów na przyszły rok.

Jestem wdzięczna za możliwość przebywania na ziemi i sprawdzania swoich umiejętności

IMG_6400

Wizytując  w drodze powrotnej urokliwe miasteczko Arundel z jego niezwykłą budowlą zamkową, rozmyślałam o bogactwach rodzin od pokoleń.

To tak jak firmy, które gromadząc majątek, urastają do rang przedsiębiorstw. Z czego to się bierze?
Wielopokoleniowe dobrodziejstwa wynikają po prostu z przedsiębiorczości.
Na pewno nie z lenistwa, piękna czy obłudy.
Każda osada, zamek czy pałac jest wynikiem niesamowitej smykałki, wyjątkowości w działaniach biznesowych członka lub członków ów rodziny.

Dlatego tez majestatyczność jaką wokół roztaczają, jest nie tylko wielka ale  i ucząca, snując wnioski.
Możemy czerpać z tego po n-kroć, znajdując we wszystkim pomysł dla nas samych. Oczywiście, że nie każdy dąży do zbicia fortuny,

ale na pewno do samorealizacji siebie. A takie odkrywania różnych odsłon świata, jest jedną ogromną nauką ,

która pozwala na odkrywanie swoich własnych, indywidualnych talentów.

Każdy więc wyjazd, każde miejsce i charyzmatyczni ludzie, wpływają na Twój własny rozwój. To największa zdobycz i majątek, jaki nigdy nie ulegnie krachowi 😉

 

Jest wśród nas wielu ludzi, którzy dzięki ruszeniu się z miejsc, w których się urodzili  i rozpoznaniu świata i w nim siebie, odkryli w sobie geniusz

lub zostali za nich uznani, robiąc coś , co okazało się dla nich naturalne. Nigdy by tego nie wiedzieli, gdyby nadal siedzieli w jednym miejscu.

Czy Elon Musc czy Virgil Abloh, mogłabym wymieniać bez końca. Virgil to moje ostatnie odkrycie i taka lekka nowoczesna dawka  inspiracji.

Jako pochodzący z Afryki czarny dzieciak, niewiele go oczekiwało w życiu. Aż zaczął identyfikować siebie i poprzez działania w strefie architektonicznej

i designu oraz muzyki, doszedł do ikony swego bytu. Nie dlatego że jest wyjątkowy.

Dlatego, że robi w to co wierzy i z czym się identyfikuje. Jego niszowa  marka Off-White, niekonwencjonalnie przecinała wszelkie powielane standardy.

Jeśli sklep- to nie sklep, tylko miejsce, w którym sie relaxujesz i odnajdujesz siebie. ( off-white concept store in Milano or Hongkong),

jeśli projektował model Nike X – „the ten”, to kosmicznie spersonalizowany – , jeśli pokaz mody, to np.w lesie.
I dlatego jedna z najbardziej luksusowych marek, jak Louis Vuitton poprosiła go na  głównego dyrektora artystycznego,

odpowiedzialnego za linię mody męskiej.
A on nadal mówi, że nie jest nikim wielkim, tylko robi to co uwielbia i czym oddycha co dnia i co noc.

Znaleziony obraz
Takie przykłady zawsze mnie podbudowują i kręcą. Obejrzałam wiele konferencji z nim i wywiadów i z każdego z nich wynika jedna super myśl.

Bądź sobą. Odkryj swój talent lub daj odkryć go w sobie innym i działaj, działaj, działaj … rozwijając na potęgę swe możliwości.
Ta naturalność i prawdziwość w tym co się robi, jest fantastyczną cechą największych ludzi sukcesu.

Celebrując więc moje urodziny, celebruję i myśli, które budują i mnie.
Do własnego dzieła 🙂

ps. pod moim energetycznym zdjęciem, znajduje się jeszcze jeden dopisek w postaci wiersza, który dostałam od przyjaciela, co prawda sporo starszego ode mnie, ale jakże inspirującego

do tego, by wyciągnąć wnioski na swe życie  ( dla wtajemniczonych po niemiecku 😉

20180714_133549

Gedicht von Mario de Andrade (San Paolo 1893-1945) Dichter, Schriftsteller, Essayist und Musikwissenschaftler.

Einer der Gründer der brasilianischen Moderne.

__________________________

 

Meine Seele hat es eilig.

 

Ich habe meine Jahre gezählt und festgestellt,  dass ich weniger Zeit habe, zu leben, als ich bisher gelebt habe.

Ich fühle mich wie dieses Kind, das eine Schachtel Bonbons gewonnen hat: die ersten essen sie mit Vergnügen, aber als es merkt, dass nur noch wenige übrig waren, begann es,  sie wirklich zu genießen.

Ich habe keine Zeit für endlose Konferenzen,  bei denen die Statuten, Regeln, Verfahren und internen Vorschriften besprochen werden, in dem Wissen, dass nichts erreicht wird.

Ich habe keine Zeit mehr, absurde Menschen zu ertragen , die ungeachtet ihres  Alters nicht gewachsen sind.

Ich habe keine Zeit mehr, mit Mittelmäßigkeiten zu kämpfen.

Ich will nicht in Besprechungen sein, in denen aufgeblasene  Egos aufmarschieren.

Ich vertrage keine Manipulierer und Opportunisten.

Mich stören die Neider, die versuchen, Fähigere in Verruf zu bringen, um sich ihrer Positionen, Talente und Erfolge zu bemächtigen.

Meine Zeit ist zu kurz um Überschriften zu diskutieren. Ich will das Wesentliche, denn meine Seele ist in Eile. Ohne viele Süssigkeiten in der Packung.

 

Ich möchte mi Menschen leben, die sehr menschlich sind. Menschen, die über ihre Fehler lachen können, die sich nichts auf ihre Erfolge einbilden. Die  sich nicht vorzeitig berufen fühlen und die nicht vor ihrer Verantwortung fliehen. Die die menschliche Würde verteidigen und die nur an der Seite der Wahrheit und Rechtschaffenheit gehen möchten. Es ist das, was das Leben lebenswert macht.

Ich möchte mich mit Menschen umgeben, die es verstehen, die Herzen anderer zu berühren. Menschen, die durch die harten Schläge des Lebens lernten, durch sanfte Berührungen der Seele zu wachsen.

 

Ja, ich habe es eilig, ich habe es eilig, mit der Intensität zu leben, die nur die Reife geben kann.

Ich versuche, keine der Süßigkeiten, die mir noch bleiben, zu verschwenden. Ich bin mir sicher, dass sie köstlicher sein werden, als die, die ich bereits  gegessen habe.

Mein Ziel ist es, das Ende zufrieden zu erreichen, in Frieden mit mir, meinen  Lieben und meinem Gewissen.

Wir haben zwei Leben und das zweite beginnt, wenn du erkennst, dass du nur eins hast.

 

 

 

JEJ royalna majestica leona u progu WINDSOR

20180715_132945

Mogłabym wczuwać się bezceremonialnie acz z dosyć obszerną wiedzą  w królewskie podwoja, historie, dziedzictwo…

Jednak czym one, gdy ówczesny świat – głównie wśród chińskich i amerykańskich turystów, sprowadza całość dorobku do : pic tap go

Jakże marne to postaci ludzkie, nie doznawszy głębi wielorakich kultur.

Jest jednak takie naręcze ludzi, w których znakomity dorobek emocjonalny, historyczny, a także materialny wytwarza pewien rodzaj inspiracji.

Niesie ze sobą naukę i poskromienie wobec ogromu możliwości.

Tak czy inaczej zaczynając moją krótką opowiastkę a raczej zapisek, ku niezapomnieniu doznań w Windsorze,  zacznę od strategii bytu.

Otóż  po dziś dzień królewski zamek w Windsorze, będący prywatną i oficjalną rezydencją, w której Królowa Elżbieta II spędza najwięcej wolnych weekendów oraz przyjmuje prywatnych i oficjalnych gości , przywołuje na myśl babciny dom. Dom, do którego chce się wracać, skrojony na miarę potrzeb i wyposażony w wysokowartościowe dzieła sztuki, meble, dekoracje…

Ktoś będzie śmiał się z mojego myślowego wybryku, ale zaiście ja poczułam się tam jak w domu😊

Dzień to był upalny, niezwykły jak na angielskie warunki. Już w drodze wśród jednej z najbogatszych dzielnic domów, położonych w lasach nieopodal zamku, czy mijając po drodze  słynny tor wyścigowy Ascot, a obok totalnie naturalne farmy… bawołów , czułam bezkresne podekscytowanie.

 

20180715_125218

A gdy pojawiłam się w maleńkim miasteczku u podnóża ów niebywałego królewskiego zamczyska, mój zmysł estetyczno-architektoniczny połechtał mnie z rozkoszy po zakamarkach mózgu, odpowiedzialnego za pomysłologię.

Minąwszy maleńką stylową stację pociągową, rząd angielskich domków i restauracyjek oraz wreszcie fosę główną,

 

 

skierowałam się do bram, prowadzącej na główny dziedziniec  zamkowy– i  doznałam oblężenia. Pierwszy raz w życiu, tuż przy wejściu, poczułam zimne, lekko ciężkawe bombardowanie na głowę. Nic w tym dziwnego, ale to jakiś ptak narobił mi swojej białej kupy prosto na włosy. Namaścił moje przekroczenie królewskiego progu. Cóż za wyśmienity i wyjątkowy sposób na powitanie?  Być może to również  królewski znak na szczęście 😉

 

 

Tak czy inaczej zaczęło się!

Wkroczyłam niczym pląsem zachwytu w te królewskie podwoja. Miejsce, które od ponad tysiąca lat zachwyca i jest rezydencją angielskich królów.

To najstarszy i największy zamek na świecie, po dziś dzień prywatnie zamieszkany.

Czułam niezwykłą jego wzniosłość, jego ogrom i jakby przelot wszystkich znanych mi wydarzeń, jakie miały tu miejsce.

Parę dni temu, sam Donald i Melania Trump byli tu na spotkaniu z królową, a teraz ja mogę doznać tego miejsca.

Niby majestatyczne, a jednocześnie utkane ciepłem pięknego domu.

20180715_143022

W Sali porcelanowej mogłabym spędzić połowę dnia, a drugą połowę w Sali balowej

Uwielbiłam jednak też miejsce, gdzie król podpisuje „dekrety” i inne dokumenty, sypialnię i „przebieralnię”

Całość wywarła na mnie takie naturalne wyrazy świetnego samopoczucia, do tego stopnia, że przeszłam zamek 2 razy 😊 z szczegółowością doglądając wszystkiego po kolei.

Niestety wewnątrz przyłapano mnie 3 razy, jak chciałam zrobić zdjęcia.

Ale nic się wielkiego nie stało, bo zdążyłam już w mózgu stworzyć własną bibliotekę wspomnień, w katalogu Windsor.

Kto wie, może kiedyś jeszcze głębiej go doznam.

A dziś, delektowałam się również zabawą w super czas również wokół zamku.

Zwiedzając kaplicę czy spacerując niesamowicie prostą i długą drogą podjazdową, uzmysłowiłam sobie taką żywą prawdę.

Tak jak Megan, zwykła amerykańska dziewczyna weszła w podwoje królewskie, biorąc ślub z najprawdziwszym księciem Harrym,

Tak do każdego z nas los może przynieść niezwykłe dary.

Czasem trzeba zasugerować, czego się pragnie, mówić o tym, opowiadać, przeżywać, a będzie czas, gdy nasze marzenia się ziszczą.

Kiedyś ktoś podsumował moje cele, że nie są to cele – tylko w większości MARZENIA.  Więc są nierealne.

Czy to żle spytałam?  Ale mimo to, że odpowiedzi konkretnej nie usłyszałam, to nadal kieruję się marzeniami i wymyślam sobie przyszłe sytuacje.

To takie naturalne ukierunkowywanie siebie na przyszłość.

Ponieważ tak często być może, że to co wykreujemy sobie w głowie, a nagle się nam rzeczywiście przydarzy, to jesteśmy w stanie bardziej z tego skorzystać, będąc mentalnie przygotowanym.

To tak jak ludzie, którzy nigdy nie mieli pieniędzy, a wygrali w jakiejś loterii, albo w jakiś łatwy sposób zaczęli mieć więcej pieniędzy, niż wcześniej potrafili o tym marzyć.  Oni nie są gotowi na to by je posiadać i zachowują się dziwnie, obleśnie i prześmiewczo, sami gubiąc się w swych nagle zdobytych „możliwościach”.

Inaczej sprawa wygląda, gdy wywodzisz się z pewnej świadomości, a Twoja wyobrażnia przygotowała cię na różne odsłony twojego życia i jesteś w stanie więcej z niego skorzystać.

Dlaczego więc nie być kreatorem swojego własnego szczęścia i obrazu życia?

JA maluję sama swoje obrazy i dzięki temu mogę zawsze coś zamalować, domalować albo przemalować czy wymazać.

I choć wiem, że poszukując prawdy, nigdy jej nie znajdę, to chcę otaczać się tylko prawdziwymi ludżmi.

Sam przecież zamek Windsor, kryje również okrutne historie rodzinne, które nigdy oficjalnie nie ujrzały światła dziennego.

A jednak przetrwał w swej majestatyczności.

Nie odrzuca, tylko przyciąga.

Reguły i przepisy, którymi kieruje się rodzina królewska, są wręcz zatrważające.

A jednak, cały świat podziwia tę rodzinę, mając przed nią respekt.

Wygląda więc na to, iż powinniśmy właśnie tak czynić, ukazując te strony, które chcemy i kierując się tymi celami- marzeniami, które dla nas stanowią największą wartość            i wyzwanie.

Have a lovely time in your life 😊

…  i sięgaj po koronę, gdy tylko nadarzy się okazja 😉

 

20180715_183010

 

MROCZNA POKUSA CZY WYBITNA WŁADCZOŚĆ – Transylwańska historia nieludzka

Tuż nieopodal karpackiego podgórza Transylwanii, w okręgu Brashow, a dokładnie w cudnie urokliwym miasteczku Bran, znajduje się zamek Draculi.

 

Jakże to proste i niczym nieskalane pojęcie, kojarzące się raczej ze sfilmowanym horrorem, niż rzeczywistością.

20180703_175448[1]

A jednak działy się tu naprawdę rzeczy, których nie sposób ujarzmić w dzisiejszych okolicznościach.  Hospodarz ów Drakula, czyli najpierw  ojciec  Vlad Dracul  ( Wład Diabeł )  a potem jego syn Vlad Palownik , który z czasem uzyskał przydomek Draculea – czyli syn Diabła,  krwawie i okrutnie odznaczyli się w swojej historii. W ów czasach XV wieku Transylwania prowadziła niezliczone walki w obronie przed Tureckim Sułtanem i austriackimi Węgrami. Vlad Palownik zwykł zabijać swoich jeńców poprzez palowanie ich ciał wokół wsi. Takie krwawe finisze więc tylko podkręciły jego przydomek, lecz czy miały też rzeczywisty diabelski oddźwięk?

Jest prze wiele różnych historii, które opisują życie samego Drakuli, jego walki, zarządzanie Państwem, potem żona i dzieci…

I choć trudno to sobie nawet uzmysłowić, jak krwawe i wręcz rzeźnicze były kary Vlada, to na ten czas, w którym żył, było to rodzaj walki , w swej prymitywnej i strasznej odmianie.

 

Ale choć w  dzisiejszym czasach  jego zamek stanowi turystyczną  gratkę, wystawiony nieoficjalnie na sprzedaż w prywatne ręce,  to podjeżdżając w kierunku słoniących się  na ciemno grafitowy kolor  Karpat, czuje się  odzew ciemnej przeszłości, ziemię nasączoną litrami krwi,  jakby pamiętającej okrutne  rzeżnie, jakie miały tam miejsce.

Legendy przytaczają, że sam Vlad Palownik był tak okrutny, że potrafił ucztować wśród tysięcy nabitych jeńców na pale, słuchać ich jęków, bałamucić jakąś młodą córkę rodziców, którzy już konali na palach, a potem zabić ją i wypić jej krew ze złotego kielicha, jako uczczenie własnego zwycięstwa.

Wyobrażnia pozwalająca na wydobycie tej atmosfery aż przytłacza, lecz gdy wejdziemy świadomie w dzieje ówczesnych czasów XV wieku, możemy doznać zupełnie innego oświecenia myśli.

 

Otóż będąc pod permanentną wojną z Turkami i Węgrami, Vlad prowadził niezwykle skuteczną politykę wewnątrz państwa  i okazał się niezwykle przebiegłym                      i bystrym strategiem. Metody jakie podejmował miały na celu odstraszenia kolejnych napaści wrogów, ale jak na tamte czasy widać i tak nie przeszkadzały, by dokonywać kolejnych napadów z nienacka.  Gdy po 14to letniej niewoli i wygnaniu schwytany przez Węgrów, w końcu wrócił na swe wołoskie włościa jako zdobywca i wielki władca, założył nawet rodzinę, poślubiając niejaką Justynę Szilagyi de Horogszeg, która urodziła mu dwóch synów. Ostatecznie więc wspierany  militarnie przez  Węgrów i Mołdawów, dostąpił też pokonania Turków.

Ta niezwykła, wydawać by się mogło wręcz straszna historia napawa do myśli o naturze ludzkiej i jej pochodzenia. Dlaczego był taki okrutny?

Żył jak normalny człowiek, w zamku wybitym na skale, posiadał komnaty dzienne, sypialnie, biblioteki , a jednak dokonywał tak krwawych czynów.

Zawsze musimy wiedzieć, że robimy coś w imię czegoś.

Podczas gdy ów Wlad robił to w imię utrzymania swej władzy i Państwa.

Podążając dzisiaj jako turystka w stronę jego zamku, roztaczają się wzdłuż drogi herby z wizerunkiem nadzianych na pale jeńców.

Jednak nie odczuwa się przy tym nienawiści do Drakuli, a raczej małość w stosunku do jego wielkości.

Okala tu taka atmosfera, jakby sam Drakula pilnował twojej wizyty i sam wybierał sobie towarzysza/ towarzyszkę odwiedzin, wokół których roztacza swój czarny płaszcz.

Jako że dotarłam pod zamek dość póżnym popołudniem , nie spodziewałam się, że do niego jeszcze wejdę… ale jak to na moc moją szczęśliwą przystało, weszłam w 2wie godziny po oficjalnym zamknięciu zamku dla zwiedzających!

Jakże niezwykłe doznanie, gdy ma się świadomość uczestniczenia w czymś, co niedostępne dla innych.

Doznałam więc zamku niezwykle głęboko, w towarzystwie mojej towarzyszki podróży i nieznużonej orędowniczki sesji zdjęciowych 😊

Co się potem okazało, setki ujęć wykonanych wokół mojej osoby, ukazały niesamowite zawirowania czegoś.

Robiąc zdjęcia, towarzyszka moja wiedżmińska  ( naprawdę ma takie umiejętności i dar). Zauważyła że krąży wokół mnie jakiś duszek.

Poruszał się za mną w różnych miejscach zamku. A najlepiej widoczne jest to na zdjęciach z tajemniczego przejścia między salonem do biblioteki, gdzie to pomarańczowe światełko widać jak lata wokół mnie.

 

Coś poczułam jakby nie z tej ziemi. Lecz nie sądzę by był to sam Drakula, raczej to jego żona, która opatuliła mnie swą  kobiecą mięciutką troską.

IMG_5403

Jakby przekazała mi swoje berło, bym czuła się tu dobrze i bezpiecznie.

I tak też było. Wędrowałam po największych zakamarkach zamku, wgłębiając się w jego historię, a duch nałożnicy Drakuli wodził mnie za ramię i umilał mój czas.

Jako delikatna białogłowa czułam zimną moc, która rozpierała się wokół mnie niezwykłym ciepłem.

Stąpając po kilkusetletnich kamiennych i drewnianych posadzkach, doznawałam mrocznego natchnienia.

IMG_5496

 

Dziwnym trafem, choć działanie to było zamierzone z mojej strony, znikła z mojej ręki czerwona bransoletka ze sznurka, którą przywiozłam z Meksyku i założyłam ją jako amulet na odstraszenie złych duchów, kajających się po zamku.

Miałam ją na sobie , oprócz srebrnej biżuterii ( między innymi krzyżyka – też z Meksyku). Czyżby Duch Pani Domu   zabrał ją sobie ode mnie jako podziękowanie za pozaziemską „ochronę” i tym samym przeniósł moc z jednej półkuli na drugą?

To wydaje się tak nierealne, a jednak się wydarzyło. Bransoletka znikła, a raczej sama spaść nie mogła, gdyż była mocno zaciśnięta wokół mojego nadgarstka.

Po wizycie  wzdłuż i w szerz  Transylwanii, śmiem jednak twierdzić, iż takie rzeczy się zdarzają. Tym bardziej w miejscach, które nasączone są tak niezwykłą historią.

Ja jako osoba z siódmymi zmysłami, łatwo w to wchodzę, bez strachu ale z wielkim zainteresowaniem. By korzystać z tych zmysłów na co dzień, w podejmowaniu szybkich i strategicznych decyzji, wiary w siebie, w swoją moc i wybicie się do kosmosu.

Tak jak las magiczny nieopodal Kluj Napoka, bezkresy krętych dróg wśród pagórów niezmierzonych, tak magia  i tego bardziej mrocznego miejsca uświadomiły mi jedną ważną rzecz:

Gdy wierzysz w swoje siły, jesteś wewnętrznie silna, nie ma takiej opcji, by ktoś Cię powalił niepostrzeżenie.

Stare duchy i siły będą Ci pomocne, by przezwyciężyć nawet przedwieczne mamroki złej magii.

Zawsze na drodze stają nam takie „potwory”, które są dla nas wyzwaniem, ale dzięki samoświadomości, jesteśmy je w stanie pokonać i umocnić się bardziej.

IMG_5668

 

 

Dziś jestem nadal nowoczesną białogłową, która cieszy się każdym odkryciem, nawet tym małym, które składa się jak puzel w całość życia naszego układanki.

Może na koniec okazać się bardzo wiele. Jeszcze więcej, niż teraz jesteśmy tego świadomi.

Także warto budować swoje doświadczenia, stawiać czoła niezwykłym możliwościom, przezwyciężać strach i iść naprzód.

Natchnione pozdrowienia z Bran, urokliwego miasteczka, gdzie dusza Drakuli i jego bliskich wciąż hula i ma się lepiej niż kiedykolwiek.

A takie pozaziemskie przyjażnie też mogą się kiedyś przydać 😊

20180703_175449[1]


IMG_5394

 

 

MOC I NIEMOC OTO JEST ZAGADKA – TRÓJKĄT BERMUDZKI W SIEDMIOGRODZIE

IMG_5243

 

Po strudzonej drodze przybyłam wreszcie do jednego z większych miast w Transylwanii, dzisiejszej Rumunii o nazwie Kluj Napoca.

Była godzina ok.1:30 w nocy i świadomość  wylądowania w tym miejscu napawała mnie dziwnym przeświadczeniem.

Stawię czoła siłom nieczystym.

Choć sam cel mojej podróży to spotkania biznesowe i wizyty w fabrykach, to bezwiednie połączyłam mój pobyt z tym, co okala to miejsce.

Jadąc w towarzystwie koleżanki wynajętym samochodem do hotelu położonego poza miastem, w środku lasu porastającego ogromne pagóry, dotarłyśmy do ogromnej polany, na której wybudowano cały resort wellness&spa, mający dać znużonym gościom ukojenie.

Świadomość jednak, iż nieopodal, bo  8 km od hotelu, znajduje się  magiczny las Hoia Baciu , słynącego z paranormalnych zjawisk, świadomość moja przenikała myśl, czy podołam ? To tutaj zdarzają się rzeczy niewytłumaczalne, jakieś siły porywają ludzi, słyszy się przenikliwe głosy kobiece wołające o pomoc, jakaś inna siła dotyka cię, by potem z potężną siłą odrzucić w dal, albo spotykasz na drodze osobę, która wydaje się nią być, a jest tylko widmem kuszącym.

IMG_6048

Las w pewnym momencie zaczął się zmieniać , dosłownie historie opowiadane przez miejscowych mówią o tym, że dopiero w latach 60tych naszego stulecia, zaczęły się tam dziać rzeczy niezwykłe. Drzewa dotychczas rosnące prosto, wygięły się w tych samych kształtach pod wpływem jakiejś przepływającej siły, znikły zwierzęta i ptaki. Całe runo porósł mech. Zdarza się, że śmiałkowie widzą tam jakieś istoty, poruszające się  przedmioty, albo doznają postradania zmysłów. Najczęstrzym objawem pierwszych dolegliwości są mdłości i zawroty głowy i migreny.  Jak więc można przypuszczać, miejscowi nie radzą udawać się tam na przechadzki.

Zjawisko to jednak do dzisiaj nie zostało wyjaśnione , ale mroczna sława lasu nadal niepokoi odwiedzających to miejsce.

Niektórzy przechodzą obok tej historii obojętnie, ale coraz więcej prowadzi się tu badań ufologicznych, po tym jak wielokrotnie widziano tu przemieszczające się świecące kule obok łysej polany lub ślady na śniegu, należące do czegoś, co nie żyje na ziemi.

Twierdzi się też, iż łysa polana, która znajduje się w środku lasu, jest jakby przejściem do innego, równoległego świata i kto do niej dotrze w odpowiedniej konstelacji nocy, wpada w nią niejako i znika bez śladu. Rzekomo las ten ma powiązanie z życiem hrabii Drakula, który lubił tam polować.

Nieczysta i mroczna energia zamku hrabii Drakula ma  bowiem rzekomo powiązanie mocy z lasem Hoia Baciu i odgrywa się  negatywną energią, stanowiąc jednocześnie portal między naszym światem a innymi światami równoległymi.

Ok, dość tych legend… pomyślałam, ale nie sposób tak lekko przejść koło tego obojętnie.

IMG_5250

Po krótkiej nocy obudziłam się w idyllicznym, cudownym miejscu, budzącym się słońcu

okalającym przepiękną polanę w dolinie otaczających górzystych lasów.

IMG_5253

 

Strumyki i stawiki grały cichutko wodną melodię, a budzące się żaby i ptaki, pojedynczo skrzeczały na powitanie, gdy wstałam prosto z łóżka i wyszłam na taras.

IMG_5293

 

Czy tak wygląda idylla za zasłoną mrocznego lasu? Czy tak przyciąga zło, ukazując swoje prześliczne oblicze, by w nie wpaść niewinnie?

To także taka przenośnia życia. Bo przecież łatwo jest ulec czemuś pięknemu, czemuś nadzwyczaj cudownemu i niepostrzeżenie zapomnieć się.

Konsekwencje ponosimy my, więc dobrze jest kierować się jednak odrobiną rozumu 😊

Podczas śniadania i porannej jogi, jaką przywitałam dzień i moje biznesowe cele , postanowiłam z rozwagą podejść do tematu i kierować się swoimi celami, respektując moce, jakie tutaj świat okalają.

joga

Wybrałyśmy się w niezmierzoną wydawać by się mogło drogę do producentów, jadąc setki kilometrów po niezmierzonych pagórkach, przełęczach, wśród pastwisk, łąk i

plantacji słoneczników i kukurydzy, czułam ogrom tego kraju.

Czułam jego surowość. Jego byłą świetność. Wszystkie domy bowiem na wsiach są murowane, z glinianymi dachówkami, a w miasteczkach część pozostałości to piękne kamienice, które zachwycają swą byłą świetnością.  Rumunia jako kraj jest bardzo dumnym zjawiskiem, a ludzie w nim żyjący, są niezwykle zacięci i ostrzy.

 

 

IMG_5813[1]

 

IMG_5860[1]

IMG_5897[1]

Są dumni ze swego walecznego pochodzenia, z wyzwolenia Siedmiogrodu spod najazdów Węgierskich, Tureckich, Saskich i Tatarskich. Nękani przez wieki przez inne Państwa, dziś charakteryzują się własną, niezbitą dumą.  Jakby te wszystkie doświadczenia ukształtowały ich mocne charaktery.  Z dotychczas odwiedzonych 40tu państw ( nie miast) , po raz pierwszy spotkałam się z taką ogromną determinacja  bycia sobą. To ludzie głęboko osadzeni w swej sile i bezwzględnej dumy. Większość ludzi mówi tu takim językiem, który jest mieszanką ekspresji włoskiej i tureckiej ostrości, duża społeczność też swobodnie porusza się językiem węgierskim. To wszystko wpływa na ogólny obraz narodu, który jest dumny z siebie. To kraj, w którym widziałam dużo ludzi bez uśmiechu na twarzy, ale z zaciętością w oczach. Nikt mi nie podskoczy, zdawałyby się przekazywać.

Gdy dotarłam do firm, różnorodnej produkcji, zwiedzając je i poznając tamtejszych ludzi, czułam do nich respekt. Walczą o swoje, swoimi siłami. Nie korzystają z łatwej pomocy, takiej jak przynależność np. do Unii Europejskiej, ale sami chcą osiągnąć swój cel.

Oczywiście wśród ludzi biznesu, którzy jeżdżą po świecie, uczą się jak może być , widać tę nadrzędną świadomość. Oni wiedzą do czego zmierzają i zakorzeniają te cele wśród swych pracowników.  Ta niezwykła samodzielność jednak, walka o swoje, zainspirowała mnie niesamowicie.

A gdy odwiedziłam jedną z moich niedawno poznanych producentek o imieniu Narcisa i jej matki Eleny, które prowadzą  prężnie rozwijającą się produkcję ( …), doznałam uwielbienia w ich stronę. Jak dwie kobiety rządzą  ponad 300ma facetami, czują się silne i wierzą w siebie.

IMG_5964[1]

Zainspirowały mnie obie do wewnętrznego utwierdzenia siebie, że to co robisz, rób z przekonaniem. Wierz w to i w siebie.

Wracałam od nich jak zaklęta i jak po najlepszym spotkaniu motywacyjnym.

Drogi kręte i wąskie, miejscami totalnie bezkresne i zniszczone upływem czasu, potem przelot awionetką nad górkami,  zawiodły mnie w kolejne niezwykłe miejsce —- środek Siedmiogrodu, miejsca rządów Drakuli.

Do zobaczenia w czarnej magii przesilonej białą 😊

 

IMG_6053[1]

 

MI AMOR WIANEK NA PORANEK

Godz. 4:05, świta.  jadę nad jezioro na wschód słońca … by doświadczyć budzącej się natury.
Jakże dziewicze to doświadczenie. Gdy wstajesz o wczesnym poranku i zmierzasz tylko w jednym celu, by poczuć się prawdziwie.
Tafla wody niczym nie zmącona jest jak ta „tabula rasa”, która daje Ci szansę                         na kreowanie własnych myśli na nowo, na czysto.
Spróbuj jakie to wyzwalające.
Nic nie jest w stanie cię ograniczyć w tym momencie. Zetknięcie w przestrzeni ciszy pobudza bardziej niż zgiełk i natłok informacji.
Stajesz się nowym zarodkiem siebie.
Możesz zrobić z tym co zechcesz.
Zapisać swoje myśli, co jest dla ciebie ważne, do czego zdążasz, czego pragniesz.
Takie uświadamianie siebie podczas naturalnej medytacji jest jak najlepszy afrodyzjak. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie pokłady w tobie drzemią.
Nadchodzi zmierzch.
I gdy wydaje ci się, że wszystko idzie spać,kończy się nieprzaśnie…
Jutro znów czeka nas soczysty poranek
Zakładam wianek
Taki z kwiatów,  zrobiony na łące w kraju rumiankiem kwitnącym,
20180622_211058

 

20180622_211112

lub egzotyką pachnącym.
IMG_5202[1]
Za każdym razem intensywnie się z radością kojarzącym.
To taka dewiza do krainy marzeń.
Takie intro do nowych wydarzeń.
Bo czyż małe gesty nie cieszą, czy spotkania i lekki czas emocjonalnej więzi nie budują       i oblicza przyjaciół kształtują.
Tworzymy chwile, które chcemy pamiętać.
Odnajdujemy w sobie radość i przyciąganie.
Namiętne współgranie.
IMG_5203[1]
Gdy kogoś darzymy wyjątkowym uznaniem,
Chcemy za nim podążać
Chcemy wyznaczać swoje ścieżki
I z natury do „fury”
przenosić wartości, które nie tracą na swoim znaczeniu.
Opowiedziałbym anegdot parę w nawiązaniu do tego prostego ujęcia pochodzenia nas.
Ale zostawię to w obrazach, w mojej głowie i na zdjęciach.
Niechaj się ziszczą w swej wielkości bladej.
20180617_103318[1]

SIŁA SAMOODRODZENIA

Dzisiejsza podróż otworzy nam szersze spojrzenie wokół siebie, na siebie , na świat, na ludzi …

LXAQ2357[1]

Otóż zabieram was dziś w podróż do naszego mózgu

 

IMG_3781[1]

Niesamowite w tym jest to, że podróż ta owiana tak ogromną niedostępnością,

Już na jej progu objawia się jako niezwykle fascynująca, nie można się jej doczekać, przyprawiająca o bicie serca i ogroooomne zaciekawienie, cóż oto przyniesie.

 

Doznałam dziś samoświadomego, bardzo silnego olśnienia😊

Na przestrzeni ostatnich miesięcy, tygodni przeszłam osobiście swego rodzaju stąpanie po grząskim podłożu. Tak jak wmawiano mi przy różnych okazjach ,

że życie zawsze będzie niepewne, tak w ostatnim czasie otarłam się o to doświadczenie namacalnie.

Kumulacja wielu zdarzeń, tych mniejszych i większych.

W strefie prywatnej i ogromnie dynamicznego rozwoju biznesowego, doprowadziła do nazwałabym to punktu zero. Orbity poza ziemskiej, z której możesz lepiej przypatrzeć się wszystkiemu z góry, pod każdym kątem i różnymi punktami odniesienia.

Nastał więc czas, gdy w biegu i euforii działań, zatracasz ziemskie przyciąganie.

Stajesz się samotnikiem, wśród milionów ludzi.

Największym zaś uświadomieniem jest to, że utracasz bliskie osoby.

Tracisz przyjaciół, którzy znają cię lepiej niż samych siebie.  Kochają Cię, ale przez brak czasu, zanika związek wspólnych doznań. Ba, również doznajesz, że nie tylko ich tracisz, ale oni sami cię niejako …porzucają.

Osobiście doznałam takiego „bliskiego” porzucenia,

W efekcie braku poczucia, że jest się dla kogoś ważnym,

I gdy stajesz boso na zroszonej trawie , uzmysławiając sobie samoistnienie,

 

IMG_4267[1]

Bez możliwości ucieczki, bez możliwości liczenia na drugą osobę w sytuacjach trudnych, krytycznych, niefajnych …

To w pierwszym momencie dopada cię  załamanie, żałość, ból

DLACZEGO?

Dlatego że w biegu i obliczu różnorodnych zainteresowań, nie jesteś w stanie utrzymać fundamentów.

A fundamenty, które nie są dobrze zgrane, rozpadają się szybciej, niż je budowano.

Po niezwykle motywujących konferencjach biznesowo – napędzających, a ostatnio po wykładzie jednego z super motywatorów Simon Simek, ukształciła mi się  ważna myśl.

Najpierw za pomocą jednego słowa : DLACZEGO? – które Simek stosuje w całej diagnozie swych działań, na różnych polach egzystencji, zaczęłam zadawać SOBIE SAMEJ to pytanie: DLACZEGO?

DLACZEGO ktoś mnie opuścił?

DLACZEGO nie mam motywacji?

DLACZEGO żle się czuje?

DLACZEGO nie mogę być szczęśliwa?  Itd.

NAJNIEZWYKLEJSZE BYŁY MOJE odpowiedzi DLA SIEBIE SAMEJ:

Nie będę ich tu przytaczać w całym kontekście, ale w całym tym zawieruszeniu, zaskoczyłam siebie, że na każde z tych pytań odpowiadałam jakby na wspak i z pozytywnym tchnieniem.

Czyli np.

Dlaczego żle się czuję?

Moja odp:  generalnie czuję się bardzo dobrze. Ale gdy boli mnie głowa, wykonam odpowiednią jogę i mi przejdzie, a gdy czuję się żle, bo tak – to jestem sama temu winna, więc jeśli tak nie chcę, to dlaczego w to brnę?

 

Dlaczego ktoś mnie opuścił, nie chce być już moim przyjacielem, nie lubi mnie tak bardzo

— to jest też moja sprawka: bo jeśli nie leżę w kręgu jego zainteresowań, nie jestem odpowiednio otwarta na niesamowite zmiany, jakie odbywają się w jego życiu,

bo jeśli ktoś jest ode mnie lepszy, piękniejszy, kochańszy

bo jeśli ktoś wybiera i stawia na inne priorytety,

to  muszę SAMA spojrzeć na swoją wartość od własnej, czystej strony.

Muszę uwierzyć, że po prostu i tak dam radę!

Poza różnymi takimi życiowymi smutkami i trudnymi sytuacjami, na domiar złego, zostałam też doszczętnie okradziona z ważnych rzeczy osobistych, w tym wszystkich dokumentów.

Po szoku i totalnym załamaniu, jakże niesamowitą była droga do „uratowania” sytuacji.

Na  każdym kroku spotykałam się z ludzką wiarą w dobro i chęcią bezkompromisowej pomocy.

Czy to w policji kryminalnej, czy w urzędach, bankach, znajomych, którzy oferowali pomoc,

wszyscy nagle stali się nośnikami szczęścia.

A DLACZEGO?

Dlatego że pozwoliłam sobie na pozytywne myślenie, na otwartość, że zwracając się do kogoś, ten ktoś mi pomorze.

Następnie ważne też były kolejne inwazyjne badania lekarskie, które zaglądały w najgłębsze zakamarki mojego ciała, mimo lęku przed nimi, okazały się również perliście czyste!

Doznałam więc samo odrodzenia w obecności i podczas rozmowy z moim lekarzem.

Choć wykonujemy pewne czynności wielokrotnie, za każdym razem podchodzmy do nich inaczej.

Ta świeżość spojrzenia, otwartość umysłu – wręcz siła dokonania tej zmiany, sprawi,

że odkryjemy w sobie tą niesamowitą pozytywną i napędzającą wiarę w siebie

Za każdym razem.

IMG_4224[1]

Bo każdy człowiek ma taki zarodek, który „samosięodradza”.

Ale musi on ten zarodek uruchomić, podlać siłą własnej osobowości i odwagą poniesienia porażki.

To właśnie ta podróż poprzez różnorodne zdarzenia i obserwowanie swoich reakcji, poprzez zadawanie sobie pytania DLACZEGO, otwiera nasz mózg na szersze drogi.

IMG_4215[1]

Gdy zostajemy sami – kochajmy siebie. Ponieważ sami jesteśmy dla siebie uczynić cuda

TAK – CUDA!

Własną siłą, nieskalaną przewrotnością myśli, możemy być kim chcemy i robić to co chcemy.

Gdy tacy jesteśmy, przyciągamy do siebie cudowne osoby.

Nie mogę obyć się ze szczęścia w tej konkluzji i  dlatego , spontanicznie chciałam to w skrócie zapisać.

Ciekawe jest również to, że wiele osób nie widziało we mnie słabości i smutku.

Wręcz przeciwnie, ostatnie moje spotkania z ludzmi sukcesu, rozwijającymi swoje biznesy w sposób wydawało mi się lekki, a mimo to  z ogromnymi zyskami, uświadomiło mnie w tym, że potrafię walczyć. Że jest to zakorzenione w moim pierwiastku naturalnego odradzania się pozytywnego myślenia.

Trzeba tylko nieustannie być ze sobą w zgodzie. Wierzyć sobie i cieszyć cię wszystkim, co nam się przytrafia.

20180220_115518

A inwestycja w działania i doświadczenia, będąca bezcenną mocą, zwróci się wielokrotnie i na każdym, zaskakującym kroku.

20180220_115537(0)

Cudownego dnia 😊

 

IMG_3779[1]

 

 

 

 

CZY BALI SIĘ ZAWALI czyli BAŃKA SPEKULACYJNA LEONY

20150129_113831

 

Skoro ten blog jest o fantazji, o pasji i podróżach w realu i …snach, chcę wymiksować możliwości na skalę maksymalną. Uwielbiam wprost mieszanie snów z tym, co dzieje się podczas świadomości namacalnej. Wyobrażnia jaką się kieruje, już nie raz doprowadziła mnie do rozkoszy zmysłów, dodała pomysłów na real i uświadomiła, że trzeba cieszyć się tym, co sami sobie kreujemy.

Bo to jak ułożymy sobie dzień, miesiąc i całą przyszłość zależy tylko od nas.

Tylko my sterujemy naszym nastawieniem, naszą wizją świata, postrzeganiem i oczekiwaniami.

20150128_114713.jpg

W świecie opartym na spekulacjach, ba nawet w gigantycznym tempie rozwijających się potencjałach w bańkach finansowania spekulacyjnego, musimy znaleźć sobie swoje własne ujście.

20150126_154538

Obracając się w świecie różnorodnych ludzi, z jednej strony finansistów, bazujących na namacalnych kapitałach na bazie jakiejś produkcji, czy wydobywania surowców takich jak złoto, diamenty itd., a z drugiej zaś  strony  ludzi, którzy spekulują i inwestują w kryptowaluty, jest się jako wizjoner namacalny, stojącym okrakiem jakby pomiędzy dwiema górami, między którymi ogromna jest przepaść.

Jako osoba pracująca na bazie namacalnych biznesów, produkcji, ludzkiej unikalności, obserwuję rozwijający się rynek kryptowalut i technologii blockchain z otwartymi oczami i ogromnym zaciekawieniem. Jednak jako entuzjastka a jednocześnie sceptyk, chciałoby się od razu tego dotknąć, poczuć fizyczną wartość tych spekulacji. To proste, nie nadaję się pewnie do tego, bo gdy obserwuję z kolei działania Billa Gates’a ( założyciela Microsoftu), który będąc jednym z ojców sukcesu tej firmy krytycznie wypowiada się na temat nowoczesnych technologii, a stawia nadal na Apple, która nie byle jak, ale generuje niesamowite zyski na swoich produktach – 61,1 mld  usd,  z czego 13,8 mld zysku w ostatnim kwartale, a kapitalizacja na poziomie 937 mld usd –   to w prostym skojarzeniu, bardziej zawierzam mu. To jest jak wierzyć w coś, co się rozumie albo nie.

Gdy patrzę jak żyje przykładowy Bill Gates, w jakich spektakularnych wnętrzach się obraca, jakie technologie i nowoczesne urządzenia tworzą jego otoczenie, nieprzeciętny gust w tzw wyposażeniu życia, to wierzę jemu. W prostym zwyczajnym skojarzeniu. Jeśli on będąc matematycznie rozwiniętym człowiekiem ponad przeciętną tak mówi i dowodzi temu co robi, przykładem swojego życia, to wydaje się proste, że powielając schematy jego działań, też odniesie się taki lub większy sukces 😊

A jednak chcemy odkrywać zawsze coś nowego. Bo czy scentralizowane banki dają nam pewność? Ale może czy zdecentralizowane  nam ją dają?

Otóż nie. NIC NIE DAJE NAM PEWNOŚCI.

Po krótce konkludując, nie warto wierzyć w czyjeś słowa.

Warto słuchać i poszukiwać różnych opinii,

Ale ZAWSZE wyciągać swoje wnioski, swoje własne cele i je realizować po swojemu.

Bo tylko gdy jesteśmy czymś osobiście zafascynowani, uwielbiamy coś robić ponad wymiar czasu, który jest najcenniejszą wartością, to wtedy możemy mieć pewność, że szczęście będzie podążało z nami w realizacji naszych wyzwań i marzeń.

Powracam myślami do odbytej podróży na BALI. Urokliwa to i niezwykle ezoteryczna wyspa w Indonezji.

Będąc w jej sercu, UBUD  i słuchając odgłosów dżungli rozpościerającej się niemalże tuż o krok w każdym miejscu, nawet okalającego miasteczka, czuje się niezwykłe połączenie z egzotyczną naturą i jednocześnie przenikającą magią.

20150128_082304.jpg

ja pod bananowcem20150128_105234

20150128_105333

20150127_123053

magia krajobrazu

 

Nie sposób jest nie czuć tutaj wszechogarniającej nuty czarów, zapachu kadzideł z niemal każdego domostwa i niezwykłej urody plaż.

Tutaj jakby zstępuje się na ziemię bosa stopą, w zapomnieniu rzeczywistości i pędzącego rozwoju.

plaza

plaza z leżakami

ja z plazy

kąpiel

A jednak natchniewa się siłą, która daje moc do działań po powrocie do życiowego super zgiełku.

Czy uścisk miłosny węża dusiciela,

waż boa 2waz boa 5waz boa 4

czy kąpiel w basenach królewskich, balansowanie na odległych pałacach wodnych, nic z tych rzeczy nie wytrąca z równowagi. Niby jest to doznawanie odlegle od codziennego, ale jakże pobudzające zmysły i rozwój wewnętrznych doznać. A czy to nie one wpływają również na nasze póżniejsze postępowania?

widok na pałac

baseny królewskie 2baseny królewskie 1

leona widok z gory

leona w pałacu

taniec tryumfalny

Jakim cudownym darem jest więc podróżowanie do tak odległych i innych zakątków świata.

Rozbudzającym namiętności i wielbienie życia.

Niesamowity czas opętuje nas podczas porannej jogi, cudownego biegania czy po prostu spektakularnego zachodu słońca.

joga

leona i małpa

bieganie na plaży

zachód słońca

I wracamy do realu. Czy kryptowaluta da nam takie doznania?

Spoglądając jeszcze inaczej przez pryzmat matematyczny rozwijający się w filozofię, jest to możliwe.

Ale na ten moment myślę, że tylko dla najlepszych uzdolnionych matematyków, dla wizjonerów z mega szerokimi horyzontami i sprytniejszych technologicznie umysłów.

Jakże cudownie jest być wśród nich i doznawać obok namacalnego piękna, spektakularny rozwój ponad ludzkie wyobrażenie.

Na miarę naszych czasów, rozwój w YTD jest teraz kilkakrotnie szybszy na minutę niż kiedykolwiek. Doznawajmy więc wszystkich nowinek, jakie nam się przytrafiają. To one są gwarancją naszego rozwoju.

Bieżmy je garściami i żyjmy NASZĄ CHWILĄ  tu i teraz.

LOVE ❤

 

nad przepaścią

 

Miałam sen na „Jawie”

alantyk błękit

Otworzyłam oczy w mojej cudnej krainie
Ale właściwie gdzie ona jest … rozmyślam

Na pograniczu światów, na załamaniu kuli ziemskiej o wschodzie słońca
Wypłynęłam z głębin oceanu, gdzie moje przyjaciółki rozgwiazdy i żółwik wodny otworzyły mi wrota do świata baśni.

Przywitałam dzień w przyjemnej pianie morskiej

obudzona w morskiej fali

Doznałam szczęścia ziemskiego i wypłynęłam na południowym wybrzeżu Argentyny.
Zaczęłam ćwiczyć taniec aero by ucieleśniać moje zmysły…
Ćwiczyłam na brzegu lekko unosząc się w pląsach i woni porannych myśli…
To co mnie natchniewa rodzi się w niespodziewanych momentach… pomyślałam radośnie

balet na brzegu
I wtedy gdy wieczorem koleżanki porwały mnie by spróbować argentyńskiej milongi, porwał mnie on.
Z włosami przylizanymi błyszczącą brylantyną, w luźnym miękkim garniturze, swobodnie okalającym jego porażająco męskie piękne ciało.

Zmysłowość jego ruchów i męskiego wyczucia do nieposkromionej kobiecości, pożarły mnie w całości.

Te gorące zmysły pochłonęły mnie w tangerskich pląsach. Czułam się wyjątkowo seksownie, zmysłowo, piękna w całości, najważniejsza na świecie dla mojego zjawiskowego tangero.

On mnie ucieleśnił w tych zmysłach. On mnie rozpieścił w swych ramionach. Uczynił królową mórz bezkresnych i całej zatoki świata.
Tak powstał obraz Lady in red… cudownie zmysłowa kompozycja boskich ciał, nieposkromionych dusz i niezwykle ponadprzeciętnych umysłów.

lady in red

Połączenie fizyczności jego czarnych włosów osnutych jej blond kosmykiem i aksamitnej skory niewieściej, naznaczyło to dzieło największą z mocnych par,

na której widok wszyscy drżeli z zazdrości.

By natchnić myśli do dalszych poczynań rozwojowych i uskrzydlona wyjątkowością,        w jaką wprawił mnie ów tangero, zaczęłam tworzyć.

Doznałam niepojętej energii i natchnienia do dalszego rozwoju.

 

taras pod strzecha
Uprawiając jogę, oglądając niebo w brzasku różu, projektując miejsca do relaxu, wiedziałam ze to najlepsza karma.

Ta karma towarzyszy mi co dnia i co noc… gdy tworzę, rozwijam projekty moich marzeń, czy śnię…
za każdym razem staję się znów dziewczynką, dumam. Wyobrażam sobie dziwne rzeczy …
Biegam z moim pieskiem z bajki
A może nią zawsze jestem
Bo któż mógłby miewać takie sny jak nie dziecięca dusza

leonka w kaloszkach

I znów wracam do realu…
Rozwijam skrzydła
Rozwijam myśli
Idę… i nie mogę się doczekać, co jeszcze świat ma do zaoferowania

i co ja mogę z tym zrobić
Co zechcę

joga pose na tarasie
Zależy to od mojej fantazji, wiedzy, inteligencji, pozaziemskiego natchnienia i mocy działania.
Odpływam jako syrena by znów śnić, a gdy się obudzę, za każdym razem ogarnie mnie nowa energia.

leona płynie w nocną głębię

SINGAPORE FUTURE I JAKARTA NIC NIE WARTA?

 

20180310_142415

Jakarta i Singapore dwa miejsca jak dwie galaktyki. Za Ok. 150 lat będą reprezentowały całkiem dwie inne grawitacje, mimo ze tak są blisko siebie położone. Wyślemy swoje myśli i one zakiełkują w jednej z nich. Naturalnie zaczną tworzyć się równolegle inne galaktyki, do których ludzie będą trafiać naturalnie,  w zw. ze swoimi potencjałami … Singapore to kraina narodzin najbardziej rozwiniętej technologii, a jednocześnie stylu zaimplementowanego już w obecnym świecie, stąd będzie łączność do najbardziej odległych miejsc w kosmosie i stąd będą prowadzone badania i odkrycia nowych połączeń i cywilizacji … a Jakarta, cała Java z kolei i okalające ją indonezyjskie wyspy, rozwinie się w naturalnie mistyczną krainę. Tu ludzie będą pomnażać energię dzięki czystej woli umysłu. Nasączeni magicznym zgłębieniem tajemnej wiedzy natury, zawładną światem naturalnym. Tylko tu będzie można zjeść świeżą papaję i wydostać naturalne drewno suar spod dna morza… Ziemia stanie się więc podzielona na obszary zawiadujące oryginalnymi mocami…
Podróżując dziś między tymi obszarami można już odczuć niesamowite szczegóły, będące zwiastunami tej przyszłości.

 

singapore sand 2singapore sand 1singapore sand 5

BAY BY NIGHT20180309_193401

pool oasia dzień

Czuję się tu, jakbym zeszła ze statku kosmicznego. Singapore przywitał mnie swoją nieprawdopodobną nowoczesnością, świetnie wykształconymi ludźmi, generalną inteligencją wykraczającą poza standardy obecnego świata. Rzekomo cała Azja i Indonezja kieruje tu swe dzieci, chcąc zagwarantować im najlepsze wykształcenie. I rzeczywiście przebywanie z tutejszymi mieszkańcami, sprawia, że inspirujesz się do samorozwoju. Czując swoją niedostateczną słabość wobec tego, nabierasz energii, by być lepszym. By dorównać temu niesamowitemu pędowi nowoczesności, tym nieprawdopodobnie szybko myślącym umysłom i niespotykanej inteligencji, a jednocześnie zatopić się w nim, jak w czymś najbardziej pożądanym.

Tak ! W Singapurze można podniecić się możliwościami. Przestrzenie powiększają twój umysł, a ty zrobisz wszystko, by nie być z tyłu. Totalnie innowacyjne systemy połączeń między budynkami np. Z samego Marina Bay poprzez dachy, oszklone mosty- tunele  do słynnego centrum handlowego  … poprzez przystanek na dachu The Sands Hotel,  restauracja Se LA VI np. gdzie można zjeść kolację z widokiem z 57go piętra na okalające miasto i zatoki, by dalej kolejnym szklanym tunelem przejść do  Gardens by the Bay , osadzonych konstrukcji drzewiastych wśród soczystej, pachnącej, rozpierającej naturalnej roślinności… te przestrzenie i polot, doświadczając ich wewnętrznie z rozumem, nie pozwolą Ci już zapomnieć o tym, ze i ty możesz więcej niż myślisz :)…

leona na tarasie

GARDENS BY THE BAY NIGHT VIEWsingapore sand 3singapore sand 5

20180310_125037

20180310_135437

na tle ogrodów

Zmierzając po tym odkryciu do Jakarty i potem na Bali… doznajesz ukojenia duszy, rozpromienienia serca, zapłodnienia myśli nastrojem szczęśliwości. Otaczający Cię tu ludzie są jak z innej planety, bardziej mistycznej. Każdy kontakt wydaje się uduchowiony, mający głębię czegoś więcej niż ludzkie uczucia.
To tu rozmyślisz o sobie jako człowieku, potrzebującym czystej bliskości z innym człowiekiem , czucia więzi z wybranymi osobnikami. Ogarnie Cię tęsknota za tymi, których kochasz, ale i spokój, że jeśli tacy są, to tak prosto nie znikną z twojego życia.        I nic nie stanie na przeszkodzie, by pozostać wobec siebie w wyjątkowej komitywie.
Przywitałam się tu z ludźmi czującymi taką moc, myślami witałam się z niewidzialnymi bożkami, o dziwacznych kształtach , z trąbkami i antenami na głowach ;), a prawdziwie pachnąca poranna joga z indonezyjskim przewodnikiem, ucieleśniła moją energię na przyszły czas…
to najbardziej spektakularne połączenie tak dwóch różnych krain, jakie doznałam na ziemi.

singapore targi 2
To nie powszechnie silni Amerykanie, ze swoją prostacką przebojowością, to nie komunistyczne bogate Chiny będą królami świata, to nie Japonia, która żyje w szufladach przycisków komputerowych, ale w przyszłości świat będzie należał do oryginalnych umysłów,  do wybitnych jednostek, za którymi podążać będzie uznana i odpowiednio rozwinięta siatka ludzi z umysłami, które już kiełkują w Indonezji 🙂

kwiatki

Tak pięknie to wygląda, zachwycam się tu życiem, wiec może troszkę rozpędzam się w marzeniach, ale … czym byłby świat bez nich ?

W Jakarcie większość ludzi traktowała mnie jak gwiazdę filmową😉, chcieli ze mną porozmawiać, zrobić zdjęcie, przynosili kwiaty i zapraszali na wspólnego drinka… i wcale nie było to przeszyte jakąś pseudo zapaścią.

 


W super luksusowym hotelu, który wyrósł w Jakarcie w rok, miałam np. cudownego „help boya” , który kojarzył mi się z młodym Kondradem, gdy grał swoją sławną rolę w „Zaklętych Rewirach”…
lecz mimo to, nie czułam bym była lepsza od nich. To ja ich podziwiam za ich wyjątkowość i osobistą siłę bycia.

jakarta 1 hotel

To czysta moc więc, jaka płynęła z nich, z tych ludzi pozwalała wyrażać teraz moje uczucia. Uczucia pozytywnego bytu, które z łatwością się odwzajemnia i żyje jego pełnią.
I takie oto sytuacje przygotowuje nam los, jeśli tylko popłyniemy z falą chęci rozwoju.
Makasi za każdy nowy dzień 🙂
I gorące, egzotyczną ulewą parujące pozdrowienia z Singapuru 😎

 

20180310_141531

MISS SAJGON W HO CHI MINH

W ten przepiękny, niesamowicie magicznym i pełen zapachów,  gorący wieczór, który spędzam  w stolicy Wietnamu Ho Chi Minh, nie łatwo jest nie pomyśleć o tutejszych kobietach.

on the river side

O kobietach, które tak jak cały Wietnamski naród, są silne i mimo biedy i braku dostępu do cywilizacyjnego rozwoju, szkół, pomocy lekarskiej,

Biorą życie w swoje ręce, przeżywając je na swój sposób.

Przychodzi mi na myśl historia osadzona właśnie tutaj w czasach wojny wietnamskiej, o kobiecie sprzedanej do burdelu, którą sprezentowano na jedną noc

Amerykańskiemu żołnierzowi. Na jedną noc, która zmienia jej życie na zawsze.

 

Bo otóż ta  ów kobieta rodzi synka, o czym amerykański amant nic nie wie i spokojnie rozpoczyna nowe życie po powrocie do Ameryki,

Poślubiając amerykańską żonę.

I nic by w tym nie było złego, gdyż ów żołnierz myśli, że ta wietnamska dziewczyna nie żyje.

Ona jednak ucieka z Wietnamu do Bangkoku gdzie wychowuje sama małego synka.

Gdy były żołnierz dowiaduje się o tym, postanawia z obecną żoną odzyskać wietnamskie dziecko.

I tu pojawia się konflikt piękna z bestialstwem.

Młoda dziewczyna, jest gotowa oddać swoje dziecko, w imię lepszych możliwości i rozwoju w Amerykańskich warunkach.

Natomiast Amerykański żołnierz i obecna żona… nie biorą pod uwagę uczuć ów dziewczyny.

No cóż.

Taka historia życiowa, pokazująca jak ludzie/ kobiety z biednych krajów zdolne są do poświęceń własnych uczuć w imię lepszego bytu – bynajmniej nie dla siebie.

A  Ci, którzy znajdują się w bardziej sprzyjających warunkach ekonomicznych, rozwijają się jako tzw. „pustaki”, bez emocjonalnego sensu w życiu.

Co to oznacza?

Oznacza to, że świat kobiet jest piękny a zarazem, jakże trudny dla tak marnych istotek.

Mężczyżni się wcale o nas/ o Was nie troszczą, jak to przypisane jest w zaraniu ludzkiej kultury.

Podążają tam, gdzie w danej sytuacji jest im lepiej.

Nie dajcie się więc dziewczyny,

Wy tez walczcie o swoje miejsce – o SIEBIE.

Moim marzeniem jest więc dzisiaj, gdy cały świat obwieszony jest informacjami o zbliżającym się dniu kobiet,  by każda z nas uwierzyła w siebie bardziej.

By ryzykowała i budowała swoją wartość.

Moim marzeniem jest kobiecy świat, wspierający się nawzajem, budujący pozytywne relacje.

m

Niestety często jest tak, że to mężczyżni są naszymi tymi lepszymi przyjaciółmi.

Nie zazdroszczą nam powodzenia, piękna i szczęścia, ale radzą bezwarunkowo  i dużo bardziej celnie.

Osiąga się to jednak najczęściej na poziomie przyjażni, nie kochanka, który ma Was wszystkie i tak głęboko w dupie.

Jakby to było, gdyby kobiety bardziej się lubiły nawzajem i nie wszczynały nienawistnych gierek między sobą.

Mężczyżni …hmmmmmmmm

Są na pewno dwa typy i hejt może się tu posypać,

Ale jest większa liga, która nie ceni nikogo bardziej niż siebie samego.

Unikajcie takich osobników, którzy narcystycznie wielbią samych siebie i mają Cię za nic, potrafiąc z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień zachwycić się i spędzać czas z inną kobietą.

Unikajcie męskiej obłudy.

Jeszcze raz wierzcie w siebie, w swe mistyczne możliwości i kobiecość ponad wszystko.

I czasem dajcie się ponieść delikatnej fantazji, w której miły przyjaciel może stanowić tylko ułamek, na który serdecznie zasłużył.

Za rogiem i tak czeka na niego kolejna panna, przed którą będzie zacierał wszelkie ślady i żadne przeżycia niczego nie zmienią.

Jak to by podsumował Branson:

„Having said that, Screw it, lets do it!”

 

IMG_2429

Najgorętrze pozdrowienia z rozpalonego Wietnamu.

Ps. Zawsze na cudowne rozlużnienie balsamu duszy, jest przedstawienie teatralne lub operowe.

Dodatkowo osadzone w wyjątkowym i rzadkim miejscu, doprowadzić może do takiej rozkoszy duszy,

opera wietnam

opera wejscie

Że kwitnąć się chce.

IMG_2461

Tu namiastka klimatu rodem z Sajgonu.

m1

Cudownie jest widzieć świat i doznawać kulturowych uniesień.

Takie życzenia z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet zostawiam tu 😊 ❤

z początku mej niezwykłej wyprawy do krainy Indonezji 🙂

m3

Love ❤