Blog

PORTUGALIA CZ.1: SINTRA – MAGIA I NARODZENIE MOCY

20170728_131044

Czy instynktownie podążamy do miejsc, które nas określają? Czy zaskakiwanie siebie jest podwaliną do własnego odkrycia? Ja od urodzenia podążam wyłącznie swoimi ścieżkami i to co spotykam, czyni mnie samozwańczą odkrywczynią stylu życia nieogarniętego realizmem ziemskim… Niejako więc samoistnie przemierzając Portugalię od południa aż po północne jej krańce, spotkałam na swojej drodze miejsce, które okazało się jakby zwierciadlanym odbiciem tego, o czym myślę i zachodzę w głowę. Z pewnością jest jeszcze kilka takich miejsc na ziemi, ( mam zamiar do nich dotrzeć), ale na ten moment jestem zachwycona, tym gdzie dotarłam uciekając z Lizbony J …gdzie co krok zaczepiana byłam przez światki nazwijmy to „ przestępcze” – nie czując się tam bezpiecznie, zmieniłam kierunek mojej osady i zamiast w Lizbonie, zamieszkałam w Cascais ( o którym opowiem w następnym ujęciu), a z którego niedaleko już było do końca kontynentalnej Europy Cabo da Roca i po drodze do … magicznej Sintry. To miejsce które mnie uwiodło. Upoiło swym mistycyzmem i zakresem dziejów i ich szczątków, jakimi jest usłane.  Wysiadłszy na dworcu w Sintrze ( to najwygodniejszy dojazd, pomijając fakt jak jeżdżą Portugalczycy, szybko i niedbale- pociąg jest jednym z lepszych środków komunikacyjnych, a na pewno w środkowej i północnej Portugalii) – już sam dworzec uśmiechnął się do mnie w mozaikowym portugalskim kafenictwie, a powietrze wynikające z położenia górskiego, otoczonego lasami, połechtało orzeźwieniem po minionych tropikalnych dniach.

20170728_131103

Mój kierunek ustawił się na dwa wybrane miejsca, które mnie przyciągały, mimo że Sintra to miejsce, gdzie znajduje się aż 5 zamków i 10 pałaców. To miejsce arystokratycznych schadzek królow mauretańskich i władzy, gdzie odpoczywano, polowano i romansowano. Ta aura przetrwała do dziś, trzeba tylko trafić na dzień, w którym nie napadnie cię stado turystów ;))

20170728_135405

 

Tak było w moim przypadku… Zmierzyłam pod górę, na jej połowiczną wysokość  do wyznaczonego  miejsca Quinta da Regaleira. Idąc pod górę, zatrzymał się czerwony kabrio z pytaniem, czy nie podwieźć do góry. Skorzystałam z usługi, gdyż przed nami była jeszcze w planach inna twierdza.

 

20170728_14074820170728_140931

Wysiadłszy przed bramami quinty , zdobionej maszkaronami, pobrałam mapę i wstąpiłam do niezwykłego ogrodu zbudowanego na kształt wszechświata, należącego w XIX wieku do ekscentrycznego właściciela,  Carvalho Monteiro, zwanego też Cavalho dos Mihhones, który dorobił się swej fortuny w Brazylii handlując kawą  i kamieniami szlachetnymi. Tak jak jego właściciel, będący wolnomularzem interesującym się teoriami spiskowymi i kosmosem, jego miejsce zamieszkania oddawało samoistnie jego charakter. Zbudowany wg projektu równie ekscentrycznego, znanego ze swego neomanuelińskiego stylu ,  projektanta ów czasów, Luigiego Manini . Na każdym kroku można znaleźć tu ukryte symboliki masonów, templariuszy, różnokrzyżowców i innych nie rozpoznanych do końca kultur. To miejsce mistyczne, jak z koszmarnej bajki. Idąc ścieżką w górę nie wiesz, w którą stronę pójść, gdyż masz wielokrotność wyboru i tylko Ty możesz zdecydować, jak to ogarnąć.

20170728_150448

20170728_15105020170728_141106

Nie wiedzieć czemu pierwszym moim przystankiem okazała się grota dziewicy, która okazała się kamienną jaskinią, w półmroku schowaną w otchłani kamiennego wgłębienia. Czy tu dokonywano rozdziewiczeń panien wkraczających na teren mistycznego zamczyska? Jakby owiana cudowną sławą, sama w sobie okazała się zimna i nieprzyjazna. Szybko stamtąd uciekłam, kierując się wąwozem z kamiennym sklepieniem połączonym konarami dziwnie powyginanych drzew.

20170728_152107

 

A gdy przysiadłam pod ogromnymi głazami, jakby ułożonymi ręką olbrzyma, z zaciekawieniem sięgnęłam po mapkę, nie wiedząc kompletnie gdzie się znajduję…

20170728_154119

 

Co się potem okazało, ten punkt przyciągnął mnie magicznie. Bo oto, za ciasną obudową ów kamieni, tuż za małym jakby labiryntem , ukazała się wąska budowla w kształcie wieży, ale sięgającej w dół!  Była to słynna STUDNIA INICJACJI, zbudowana z 9ciu poziomów w dół, sięgając poniżej gruntu i stanowiąc symboliczne połączenie ziemi z  kosmosem. 9tka, cyfra mojego dnia urodzin kolejny raz opatuliła mnie swymi krętymi zejściami do mrocznego padołu. Schodząc krętymi kamiennymi schodami czuć półmrok i stęchliznę. Czar uwodzenia unoszący się jednocześnie w tym prostopadłym tunelu, łączącym niebo i ziemię, doprowadza do sytuacji, gdzie samemu zaczyna czuć się mistyczną przestrzeń. Jakkolwiek największą moją osobistą marą jest oczywista ciemność, tutaj już znalazłszy się na dole i zadzierając głowę do góry, doznałam wiedżmińskiego oddechu. Jakieś napięcie mnie okrążyło, aż włosy skręciły się w drobne loczki ( ciekawe że tylko u mnie)  i doznałam ulgi istnienia. Przeniosłam swoją duszę poza ziemskie zrozumienie. Dotkliwość uczuciowa mnie opuściła, poczułam się nietykalna w swej wartości, a w uścisk podjęła mnie moc jakby czarodziejskiej różdżki. Śmiejesz się 🙂 ? Może wydawać się to zabawne zwykłym istotom żyjącym tym, co wydarza się na ziemi. To znak, że jesteś człowiekiem 🙂 Ale można w takich właśnie miejscach poczuć coś więcej, czy ma się związek z kosmosem. Ten fruwający, niezidentyfikowany element załamanego światła, nakładającego się w okolicach mojej twarzy, nieważne pod jakim kątem ustawiłam obiektyw, towarzyszył mi do końca tam pobytu. Ochrona patrzyła ze zdziwieniem i niejakim przerażeniem w oczach, kiedy wychodziłam w stronę kolejnych podziemnych labiryntów, a plamka załamanego światła podążała przede mną 🙂 Bo oto na nikogo innego  z kilkorga ludzi tam będących , lecz tylko na mnie,   padło  widmo ów tajemniczego odblasku. Tak czy inaczej doznałam też innej skazy, o czym przekonałam się dopiero wieczorem i potem oglądając zdjęcia. Coś dziwnego ukąsiło mnie w czoło i z naroślą jak przybysz z innej planety, wędrowałam dalszymi podziemnymi podwojami. Nikt tego nie zauważył. A może bał się na mnie spojrzeć 🙂

20170728_154412

20170728_154928

 

20170728_155917(0)

20170728_160616IMG-20170729-WA0094 (2)

Ze Studni Inicjacji jak już wspomniałam wychodzi siatka podziemnych tuneli, którymi można dotrzeć w nieoczekiwane miejsca, a nawet wydostać się na zewnętrzne granice posiadłości. Ja wyszłam pod wodospadem, który idyllicznie spływał ze skał na sadzawki pokryte cudownie gładką rzęsą, jak aksamitny dywanik. Myślę sobie, jakie to niewiarygodne, że takie miejsca naprawdę istnieją.

Tutaj czując się jak elfik, leśna wróżka czy ważka, pobawiłam się gramoląc się na każdy kamień, grotę czy zaglądając we wszystkie niemal zakamarki.

20170728_162433

 

20170728_16144920170728_162416

IMG-20170729-WA0100

Stamtąd przedostałam się do głównej siedziby mieszkalnej, gdzie wnętrze zaskakuje swym mrocznym nagięciem i charakterem właściciela.

20170728_164836

Niesamowita biblioteka z lustrzaną podłogą, czy dachowe ogrody to tylko niektóre z tajemnic jakie kryje ten dom. To dom pląsających dusz dających natchnienie do magicznego postrzegania rzeczywistości. Oczywiście tysiące ludzi, które tam wchodzi, nawet nie piśnie słowa, nie rozumiejąc nawet, co go otacza. A to  cała symbolika rzeżb i ułożenia wnętrza zaprasza do elitarnego doznania masońskiego przekazu bytu (…). Gdy wyszłam na taras, na który przechodzi się najwęższą jaką kiedykolwiek szłam wieżyczką,  ujrzałam rozpościerający się cały widok na zbocze posiadłości

20170728_165255

 

20170728_165351

i ciemne, zasnute chmurami tajemnicze wzgórze. Usiadłam by je obeserwować i wtedy chmury rozstąpiły swe ciemne oblicze, ukazując niebotyczny widok na szczytowe posadowienie zamczyska Maurów… Musiałam tam już pójść. Czułam się zaproszona i ujęta ugięciem żywiołu.

20170728_165217

20170728_145430

 

Zapadał już powoli zachód, inni turyści raczej zmierzali w dół, by powrócić przed zachodem słońca do bezpiecznego miejsca u podnóży Sintry. Ja jednak czułam nieugiętą potrzebę wejścia na ten szczyt. Dojechałam tam znów przydrożnym kabrio, który wysadził nas tuż przed bramą wejściową.

Tu znów profesjonalnie przygotowanie entree z mapami w kilkunastu językach ( oprócz Polskiego oczywiście) , mimo że tuż przed zamknięciem dla zwiedzającym, udało się wejść.

Dojście do zamczyska toczyło się pod górę, wzdłuż olbrzymich kamulców tworzących fasadę podzamcza. Mroczna, wilgotna aura przyśpieszała bicie serca. To jakby przeniesienie się do innych czasów. Mijając maleńką kapliczkę, czy miejsce, na którym wieszano jeńców, nie zbiło mnie z tropu i podążałam na szczyt. Gdy weszłam na dziedziniec i poczułam majestatyczność tego miejsca, odbiegłam już w ogóle od rzeczywistości. Doznałam szczęścia. Przestrzeni i błysku w oku.

20170728_181300

Castello do Mauros to ruiny jednego z bardziej spektakularnych zamczysk na ziemi. Pierwsze zabudowanie postawili Arabowie, w VIII wieku,  za panowania Maurów na Półwyspie Iberyjskim. Natomiast niesamowicie zdewastowany podczas Lizbońskiego  trzęsienia ziemi w 1755 roku nigdy potem nie został już w pełni odrestaurowany.  W XIX wieku Ferdynand II nieco go przywrócił do życia, by móc podziwiać jego osobliwość ze swego zamku PAlaccio Pena.  Ale porozrzucane ogromne głazy wokół twierdzy przypominają o pozostałościach tego żywiołu i dodają mu niezwykłości. Wdrapując się na mury doznaje się zapierających dech w piersi widoków. Rozprzestrzeniają się bowiem one  na całą Sintrę, wszystkie zamki i pałace, a nawet w czasie klarownej pogody dosięga się wzrokiem ocean.

20170728_182423

20170728_182114

 

 

20170728_182259

 

Tak jak magiczna Quinta da Regaleira uśpiła moją czujność , budując emocje magii i czarów, tak tutaj doznałam powierzchni wiatrów, przesilenia całej mocy. Stojąc na najwyższej z wież, okalałam widok rozpościerającego się z jednej strony pasma górskiego Sierra de Sintra, a z drugiej wokół przestrzenie otwarte na ocean.  Jakbym pozdrawiała rycerzy wyruszających na wojnę i zostawała sama w panowaniu wiecznym 🙂 Odpowiedzialna za swą dolę i piękno duszy, mimo porażek i cierpień.

Ogrom doznań i myśli kłębiących się w mojej głowie przepełnił mnie prawdziwym uczuciem wiary w żywioły i w siebie, jako małą istotkę, ale z wykorzystaniem własnego umysłu, doznającą bezgranicznego piękna tego padołu i podążającą z ciekawością swoimi ścieżkami. To stąd można sobie krystalicznie wyobrazić, jak patrzenie przestrzenne dodaje nam mądrości, szerokiego ujęcia potencjału ludzkiego i zrozumienia różnych zależności.

 

20170728_191358

I choć nikt jeszcze nie znalazł tu rzekomo ukrytych drzwi do podziemnego miasta pod górami Sintry, a nawet do ukrytej mistycznej krainy Agaartha, która dochodzi aż do jądra ziemi, to świadomość tych możliwości napełnia moje wieczne natchnienie w obliczu prostych doznań ziemskich.

20170728_191508

Stąd powrót do Cascais o zmroku okazał się jakby przestąpieniem z krainy magii do krainy ziemskich doznań arystokratów i ówczesnej bogaterii.

Do zobaczenia w kolejnym odkryciu Portugalii na wzgórzach Cascais

20170727_140013

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

CAPRI, CAPRICCI …RICCI, CICCI

20180810_140104

Czy można wyobrazić sobie wyspę przecudnej urody, wynurzonej tuż nieopodal południowej części Włoch – Campanii, w samym środku zatoki Neapolitańskiej,

Zacnej skały z wieloma szczytami i wyżłobionymi grotami u jej podnóża… jaką jest CAPRI ?

Można ją sobie wyśnić lub … dolecieć czy dopłynąć.

To cud na wyciągnięcie ręki. To małe idylliczne miasteczko z obrzeżnymi willami i ruinami starożytnych twierdzy.

 

20180810_114748

20180810_114038

20180810_12373120180810_122835Zanim wkręcę się w jej niecodzienne i przecudne oblicza, wykreślę jedyny minus, który może nie sprzyjać jej doznawaniu.

A mianowicie, ulubili ją sobie ludzie z różnych stron świata, którzy poprzez ogromne majątki finansowe, przypisują sobie więcej praw do jej doznawania.

Są przy tym nudni, ryboflawinowaci, bez polotu i wyszukanej finezji życia.

Gdy spotykam taką „żabę” w restauracji, albo na tych pięknych uliczkach  Piazetty, serca Capri– to strach mnie ogarnia, by w niedługim czasie, nie móc doświadczyć czystości tej idylli.

Ale cóż, tak jak w czasach starożytnych powstawały mutanty, skrzyżowania kozła z człowiekiem, czy inne potwory, tak teraz mamy do czynienia z wybrykami ludzi z nadmierną zasobnością portfela, którzy myślą że spod skalpela lub wypełnieni botoksem lub innym świństwem, są piękni i zawładną światem😊

Coś obrzydliwego.

Więc obok tego naturalnego cudu Capri, spotykamy tu i takie dziwne skupisko ludzkie ;;; nazwę to zjawisko farsą, albo CAPRICCI  – jak to mawia znany mi reżyser teatralny z Rzymu”) Czyli krótki utwór humorystyczny ujęty karykaturalnie.

Być może jest to obraźliwe podsumowanie, ale tak bardzo rzuca się w oczy ta farsa podczas pobytu w centrum miasteczka, że aż jest to zabawne i trzeba o tym powiedzieć.

NA szczęście są i wyjątki, co powoduje, że ulice przeplatają i piękni ludzie, wspaniale ubrani, gustownie wyrobieni.

Wokół wyspy krążą więc różne anegdoty i te sielskie i te odrzucające.

 

By zapoznać się z wyspą  polecam w pierwszej kolejności opłynąć ją wokół, zaglądając do najciekawszych zakątków jakimi są  różne groty i jaskinie, wyżłobione przez morskie fale w wapiennych ścianach.

20180810_104359

Jedną z bardziej pociągających grot jest Grotta di Matermania, którą Tyberiusz poświęcił nimfom i bogini płodności Mater Magna. Jakże ujmująca jest w niej kąpiel. To jakby chrzest własnego ciała i pokarm dla duszy, by doznać  nimfowej rozkoszy.

20180810_105829

Z groty tej już niedaleko jest do Arco Nature- Łuku Naturalnego, który niegdyś był wejściem do kolejnej, nieistniejącej już groty. Stamtąd popłyńmy do  zadziornych grot, położonych powyżej poziomu morza, w których woda żródlana miesza się z morską, niczym w dwóch oddzielnych misach skalnych. Grotta Bianca i Meravigliosa. Kąpiel w nich należy do idyllicznej zabawy i rozkoszy wodnej😊

20180810_104526

Jednak największą tajemnicą jest Grotta Azzurra – Lazurowa Grota, do której można wpłynąć tylko małą łódką. Niewielkie wejście znajduje się tuż nad powierzchnią wody i otwiera przed sobą niezwykłe oblicze wnętrza jaskini. Ma ona kilka sal, niestety nie wszystkie można odwiedzać, gdyż są niedostępne dla ogółu.

20180810_104758

W czasach Cesarstwa Rzymskiego grota ta była znana jako NIMFEUM, ochrzczona tak przez znanego władcę lubieżnego Tyberiusza. Gdy Rzymianie opuścili wyspę, została ona niemalże zapomniana, gdyż tutejsi mieszkańcy i rybacy, wierzyli, iż jest ona, po panowaniu Tyberiusza, nawiedzona przez złe duchy i omijali ją długimi latami wielkim łukiem.

Odkryta ponownie została dopiero w czasach nowożytnych XVIII wieku, przez pewnego niemieckiego malarza i tym samym ukazała znów swe ujmujące lazurem oblicza.

Sama więc  otoczka wokół wyspy tworzy niesamowite wrażenia i działa pobudzająco na wyobrażnię .

20180810_102214(0)

20180810_104911

20180810_105335(0)

Gdy więc omijając Marina Grandę i centrum miasteczka CAPRI wysiądziemy na Marina Piccolo i powędrujemy kamiennymi schodkami w górę wyspy, napatoczyć się nam mogą kolejne niezwykłe odkrycia w postaci wspaniałych starych willi i drogę prowadzącą do najstarszej z nich, czyli willi JOVIS, a raczej jej ruin – jednej z 12tu willi zbudowanych przez Tyberiusza i nazwanych imionami bogów.

W drodze do niezwykłego miejsca jakim jest villa JOVIS, owianego jednak złą sławą – do której wrócę, nie mogę sobie odpuścić willi, które w dalszym ciągu istnieją i prosperują, a otaczające je ogrody z fontannami i mozaikowymi dekorami, są jakby wyjęte ze starożytnej baśni.

To tu jeśli jesteś kobietą magii, poczujesz ją jeszcze głębiej. Doznasz rozkoszy zmysłów, a Twój mózg stanie się obliczem wzmożonej pracy w kierunku kombinowania powinności twego bytu.

 


Gdy wędrowałam w górę wąskimi uliczkami, wyłożonymi kamiennymi schodkami, a wokół mnie roznosiła się  gęstwinowa muzyka cykad, rozgrzanych ostrym słońcem letniego dnia Augustowego, ogrodów cytrynowych i figowych, zrozumiałam że jestem tu sobą. Jestem raz tym kwiatem, co pachnie bezkreśnie i omamia swym wdziękiem wszystkie istoty, a raz tą przecudną ostrą rośliną w typie agawy, która kłuje niemiłosiernie, gdy ktoś zdradzi jej uczucia, zaufanie i myśli głębokie.

 

Czyż nie wspaniale jest doznawać krainy wg własnego oblicza?

Zajrzeć w dzikie a zarazem przepiękne zakątki, które pamiętają zamierzchłe czasy?

Przyjąć zaproszenie miejscowego Carmnena na najbardziej świeży i soczysty sok z cytryny, zerwanej właśnie z drzewka?

Jakże przytulne i miłosne wręcz to zjawisko.

Docierając na wzgórze , szczyt Monte Tiberio, czujemy monumentalizm tego miejsca. Jego wzniesienie na poziomie 354m n.p.m. skutecznie oddaje wrażenie niesamowicie pięknej wysokości, z której rozpościera się widok wokół wyspy oraz na pobliskie Sorrento, oddalone od Capri cieśniną Piccolo .

20180810_140038

20180810_140314(2)

20180810_142848Snując się w ciszy  i muzyki miliona cykad do samych ruin willi Jovis, ma się wrażenie przestępowania progu chwały, rządzy i strasznego rozbestwienia.

Bo otóż willa ta, będąca niegdyś jedną z 12tu i zarazem najbogatszą siedzibą cesarza Tyberiusza, została też osławiona niewyobrażalnymi wspomnieniami.

20180810_140022

Capryjczycy niezbyt lubią to miejsce, gdyż kojarzy się ze strasznymi rządami Tyberiusza, który do tego był zboczeńcem, racząc się w ostatnich latach swego panowania perwersyjnymi zabawami, w odosobnieniu właśnie tu, w willi Jovis na Capri, gdy z czasem starzejąc się, odsuwał się świadomie od władzy i oddawał seksualnym perwersjom.

Do jego ulubionych zajęć należały więc oglądanie scen ludzi uprawiających seks, po których najczęściej sam ich gwałcił, albo łamał im nogi, gdy dowiadywał się że żałują swych uczynków z cesarzem. Uwielbiał wymyślać pozycje i nakazywał wykonywanie ich przed sobą, wymyślił jedną z nich „sprintrie”, w której 3 osobników płci męskiej ze sobą kopulowało. Jedną ze znanych perwersyjnych zabaw, należącą do ulubionych, była też zabawa w rybki i polegała na tym, że  z kolei mali chłopcy mieli pływać w basenie nurkując i drażnić jego uda i ssać jego „fallusa”.

Był bezlitosny w swych perwersyjnych gierkach i gdy ktoś mu się nie poddawał, wykańczał taką osobę lub doprowadzał do jej samobójstwa.

Sam też zgromadził największą w ówczesnych czasach bibliotekę dzieł pornograficznych, rzeżb i obrazów. Lecz nie wiadomo, gdzie one obecnie się znajdują.

Po części można je zobaczyć w muzeum archeologicznym w Neapolu i w Rzymie, lecz to nie wszystko, co posiadał.

Gdy wieści o bestialskim i lubieżnym zachowaniu Tyberiusza  dotarły do Rzymu,  został on zhańbiony i oddalony od władzy i pozostawiony na swoją utratę na Capri.

Do dziś mieszkańcy wyspy w mieszanych uczuciach opowiadają legendy o tym władcy.

Szkoda wielka, że jego życie owiane zostało tak obrzydliwą sławą, bo domostwo, jego organizacja, niesamowicie rozwinięte technologicznie nawadnianie wzgórza, term itd., było bardzo nowocześnie rozwinięte. Świadczy to o tym, że miał też niezwykła potęgę umysłu, by tak rozwinąć technologiczna organizację życia.

Będąc na wzgórzu czułam jego zły oddech. Czułam jego złego ducha, jego dewiację , którą zabrał do grobu.

Oddałam więc hołd żeńskiej odmianie bogini Jovis, która wznosi się monumentalnie nad całą osadą.

Coż to za siła bytu, która poskramia swymi żywiołami takie słabe ludzkie jednostki.

20180810_142154(0)

20180810_142018

20180810_142551(0)Wróciłam do willi, w której mieszkałam, jej małe posążki i fontanny przywitały mnie lśniąco.

Jak wspaniale było wejść pod strumień wody, dopływający z gór i wytryskiwany zimnym strumieniem, ujarzmiał cały żar zgrzanego ciała.

20180810_133323

20180810_133553Poranki i wieczory na wyspie należą do tych najbardziej sielankowych, jakich doznałam w obcym miejscu.

Otaczający urok i miejscowi ludzie, dbający o niezwykłą atmosferę, sprawiły, że poczułam się sama jak bogini.

Czy sen się ziszcza w rzeczywistości?

W rzeczy samej. To ziemskie doznanie rozkoszy.

Miejsce, do którego wrócę w nowiu😊

20180810_165527

 

POMPEJE – STAROŻYTNE MIASTO WIECZNEGO SNU I ŻYCIA

 

20180809_130546(0)Pomiędzy Neapolem i Sorrento, u podnóży Wezuwiusza rozlegają się starożytne resztki miasta POMPEI.

Niezwykłe to wrażenie, przejść przez ich wrota i wpleść się niejako w starożytną historię.

Dzień był upalny, żarliwy, wręcz gorąco lało się z nieba antycznym słońcem na moje ciało, moje myśli i starożytne miasto,

które w mojej głowie na nowo zaczęło żyć i fantazjować w swej pierwotnej okazałości.

Wąskie uliczki, ogromne place, świątynie, termy i teatry ożyły w swym zgiełku.

20180809_122049

20180809_122137Nadsłuchiwałam tupotu koni, muzyki nimf i siły władcy, który zaprosił mnie na wieczystą kolację.

Ubrałam się strojnie w czarną suknię mimozycznej bogini wszystkich żywiołów ponad ziemskich i z uwzględnieniem swych możliwości,

Pozwoliłam sobie na małe poddanie tego wieczoru.

Chciałam by zawładnął mną ktoś silniejszy i większy, mądrzejszy i nieobliczalny w swej mocy.

Chciałam wiedzieć, jak to jest, być poddaną  i dawać ponosić się lukrecjom poczynań ziemskich.

Gdy przysłano po mnie konie, czekałam na mozaikowej posadce, stąpając lekko wokół małego baseniku i bożków, strzegących mego gościnnego domostwa.

A gdy dotarłam do Sali tronowej otoczonej monumentalnymi kolumnami, poczułam wzniosłość sytuacji.

Otóż on w otoczeniu innych  bogów i nimf, zaprosił mnie do głównego tronu.

Poczułam rozkosz zachwytu. Napawałam się widokiem pięknych ciał, osnułam wrażeniem przepychu i zarozumialczej swobody biesiadujących istot.

Nagle na środek Sali wystąpiły dwa ogromne lwy, kłaniając się nam, wydając przy tym bezkresny ryk w otchłań nocy.

 

Zwieńczeniem uczty było zaproszenie do karawany, wiodącej nas do sławetnych term, które za dnia zapraszały całe okolice.

Teraz jednak, wieczorną porą, skierowane były na uciechy władców.

Jakże niesamowitym zaskoczeniem były termy, a w nich  sadzawka, wśród fontann z freskami i kopulastym dachem, w miętowej kolorystyce z różowymi zdobieniami. A sama sadzawka miała kolor jaśniutkiego delikatnego odcienia pistacji lazurowej.

Za czasów starożytnych panowie chadzali do term, by się ochłodzić, natomiast tylko dla białogłowych panien,  wody termalne nie były chłodzone, a wręcz podgrzewane, gdyż one nie lubiły zimnej wody, ( zresztą do dziś nie lubią)

Otaczające freski, insynuujące upojne igraszki miłosne , przedstawiające sceny zabaw erotycznych, rozpościerały wizję nadchodzącej nocy.

Błękitna woda okalała me ciało a inne nimfy pod wezwaniem Venus, głaskały nawzajem swe długie włosy, gładkie ręce i białe jak wypolerowany marmur, nabrzmiałe piersi.

To jak moje sny o zagłębieniu termalnym jakie doznałam jeszcze z 6cioma innymi kobietami. Razem było nas 7 w okrągłej sadzawce. Otaczało nas pomarańczowo-różowe zachodzące słońce i blask ich promieni, odbijających się w lazurowej wodzie sadzawki, wpadających przez okrągły dach kopuły wypełnionej freskami.

Śpiewy nimfie połączyły nasze ręce i dłonie, tworząc okrąg siedmioramienny i siłę większą, niż najpotężniejsza burza.

Tylko wulkan mógłby ją rozerwać, choć w efekcie zastygnięcia zespolić na wieki.

Cóż to za szlachetny dar miewać takie sny, które przenoszą w zakątki świata, które już się wydarzyły, a może wydarzą się jeszcze w innym wymiarze.

Nasze długie włosy plątały się między naszymi ciałami, łaskocząc delikatnie nogi.

Emanowałyśmy radością i natchnieniem oraz odwagą do przyszłych czynów.

Niesamowite wrażenie, gdy ujrzałam tą sadzawkę na żywo w Pompejach.

Czyżby moja wyobrażnia zrodziła się z przeszłości?

To jest zagadka, która towarzyszy mi przez całe życie, stawiając przed niezwykłymi pytaniami.

 

Słysząc w oddali dżwięki muzyki, oddawałam się nadal  konwulsjom relaksacyjno uzdrawiającym me ciało  i duszę  i czekałam co wydarzy się wkrótce.

Mój władca nakazał wypłynąć innym nimfom do pobliskich sadzawek , by sam wchłonąć się do mojej.

Nasze ciała unosiły się lekko nad turkusową spienioną wodą, a oddechy traciły potęgę.

Powoli lżały, by znów unieść się w spienieniu mocnym.

Wielcy strażnicy w białych tkaninach, owiniętych wokół bioder wynieśli nas do kopulastej przebieralni, gdzie poddana zostałam przystrojeniu wyjątkowemu.

Natarto mnie olejkami różanymi i założono diadem na głowę, bym mogła uczestniczyć w wielkim wydarzeniu teatralnym.

Finiszując wieczór przypominam sobie fanfary, muzykę wybrzmiewającą w mym sercu i tęsknotę za tym czasem.

Gdy dziś w nowożytnym odkryciu Pompei doznajemy tego miejsca, skupmy naszą wyobrażnię, by przenieść się w fantazji do tych niesamowitych czasów.

Czasów, w których organizacja życia była na wyższych poziomie niż ówczesny.

Doznanie moje kończę bezkresem amfiteatru, w którym zaśpiewałam fragment

ulubionej opery Bizeta, by sprawdzić akustykę.

20180809_165048

 

Natchniona pora i miejsce, by sprawdzić swoją odczuwalność .

Swoją powinność.

Gdy żar leje się z nieba i pragniesz wody niż niczego bardziej na świecie,

Oddaj się całej fantazji, jak cię omami.

To piękne chwile, gdy możesz doznawać czegoś niezwykłego na ziemi.

Czasem wystarczy otworzyć oczy we śnie.

I widzieć więcej niż inni.

A realizacja stanie się łatwiejsza niż myślimy.

20180809_171126(0)

20180809_171148(0)20180809_171132Ps. Tym, którzy spodziewali się opisu Pompei, polecam przewodniki z księgarni.

Tutaj  pozwólcie sobie na doznanie innego wymiaru 😊

20180809_171920(0)

20180809_173052

NEAPOLITANA NA EROSA SKAZANA

 

20180807_190553.jpgCzy mogłabym mieszkać w Neapolu? To pytanie jest dość intrygujące, bo poczynając od atmosfery a kończąc na architekturze i położeniu miasta,

Od razu nasuwa się odpowiedż : TAK!

A jednak, jest kilka donośnych szczegółów, wobec których nie można przejść obojętnie podejmując jakiekolwiek decyzje o osiedleniu.

Wcale się tak naprawdę nie muszę nad tym długo zastanawiać.

Obok Rzymu i Mediolanu, to najbardziej zaludnione miasto Włoch, pełne motorynkowego zgiełku, krzyków sąsiadów między sobą, zapachu prania i jedzenia.

A to wszystko osadzone w cudownie zharmonizowanym rozbudowaniem miasta na skalnych terenach u podnóży Wezuwiusza i nadbrzeży zatoki Neapolitańskiej.

Obok mojego ulubionego Rzymu, jedna z najprzaśniejszych  cudów architektonicznych świata. Takie miasta nie występuję w Europie w duecie, nie mają sobie równego.

Nie mniej jednak, obok permanentnego poczucia wyjątkowości, czuje się też ogromny wpływ ulicznych interesantów, którzy wszystkie sprawy załatwiają na ulicy, w restauracjach lub na jachtach. Na każdym kroku jest się w centrum uwagi. Włosi nie przepuszczają żadnej okazji i są w tym mistrzami.

Troszkę dodatkowego zgiełku powstaje , gdy w grę wejdą Włoszki. Te, nie uznając konkurencji stają się natychmiast agresywne, głośne i niemiłe.

Rzucają talerzami i kieliszkami oraz najdziwniejszymi wiązankami doborowych słów, by pokazać swoje niezadowolenie.

Może dlatego Włosi lubią „zagraniczne” dziewczyny i ich słodycz😊”?

W  Neapolu znalazłam się na początku mojej podróży na południe Włoskiej krainy i od razu poczułam się świetnie, wyjątkowo i pięknie!

Nie przyjażnię się z przewodnikami, więc odkrywanie miasta pozostawiłam własnej inwencji.

Sącząc poranną kawę w patio słodkiej włoskiej kawiarenki przy fantastycznym i pięknym hotelu Excelsior, ze stoliczka obok bardzo starutki pan, zwrócił mi uwagę, że nie mogę tak z otwartą szeroko torbą chodzić… ( u mnie to normalne😉)

I zaczęła się przygoda oczami profesora historii, rodem z Neapolu, który 45 lat spędził jako wykładowca na neapolitańskich uniwersytecie .

Opowiedział mi w większości po włosku o mieście, o jego tajemnicach i zaułkach i w ten sposób dałam się poskromić, co do otwarcia na neapolitańskie wrota.

Najzabawniejsze było to, że jego opowieści po Włosku były dla mnie tak oczywiste, że nie wymagałam tłumacza. Robił to z taką finezją.

Uwielbiam gdy ktoś opowiada mi niezwykłe historie, będąc przy tym szalenie niezwykłą osobowością. Tym samym poszerzam swoje postanowienia o nie zaglądaniu do przewodnika, tylko odkrywaniu miejsc dzięki miejscowym przygodom.

20180807_112850

20180807_114819

 

Rozpoczęłam od punktu wzniosłego, bo od twierdzy Castel dell’Ovo, która umieszczona jest na wzgórzu, na które prowadzą setki kamiennych schodków i zakręconych uliczek,  z którego rozpościera się niepowtarzalny widok na cały NEAPOL, okalającą zatokę i Wezuwiusza .

20180807_143217

Po wdrapaniu się na to wzgórze, mamy Neapol niejako w garści, możemy się nim upajać z każdej strony i z góry zaplanować, gdzie chcemy dotrzeć.

20180807_123735

20180807_123741

20180807_123819

Zejście jest jeszcze bardziej fascynujące. Schodzimy po kamiennych schodach prosto w wąskie uliczki, gęsto zabudowane kamienicami, z powywieszanym praniem, obserwując życie Neapolitańczyków, które prowadzą bardzo energicznie i na …zewnątrz. Jeśli nie na ulicy, to z domostw słychać całe ekspresyjne rozmowy.

 

Mało tego, wielu Włochów  zaprasza  do siebie na kawę, by porozmawiać  itd.

Wielu z troski o Twoje bezpieczeństwo, nie zdążysz jeszcze zapytać, a sami wskazują drogę, miejsca, jak łatwiej dojść itd.

 

Przechodząc wśród takich kamieniczek, usłyszałam nagle, jak ktoś włączył Ave Maria, śpiewane męskim włoskim głosem, który rozchodził się wśród uliczek i donośnie okalał każdego przechodnia. Stałam na ulicy i słuchałam tej niezwykłej arii radości w męskim wydaniu.

20180807_145521

Zastanawiałam się cały czas jak to jest z tymi Włochami. Odczytują myśli i życzenia?

Oni są po prostu prawdziwymi ludżmi, którzy czytają innego człowieka.

A że są przy tym dość płytcy, wszystko uchodzi im z łatwością😊

Tak czy inaczej takie zejście do zaułków starego miasta też ma swoje uroki. Czując lekki strach przed drobnymi mafijnymi potyczkami, które dzieją się tu bez przerwy,

Jesteś jak zaklęta.

Z uliczek tych nagle wstępujemy w niezwykłość architektoniczną, któ®a  jest dziełem sztuki sama w sobie.

Czy to Piazza del Plebiscito , czy galeria Umberto albo wiele katedr typu S.CHIARA albo Basilica Reale Pontificia San Francesco da Paola, nie można się dać ocucić. Jestem uraczona tym pięknem.

 

Jem słodkie lody, piję zimne nektary, moczę gorące stopy w nadbrzeżach morza Tyreńskiego i kwitnę radością  niezmierzoną.

20180807_151752

Tak, tutaj kręci się film życia. Gwar, zapachy i żar z nieba nie chcą mnie ocucić. Chcą bym trwała w tym bezkreśnie.

20180807_133945(0)

Ogromna forteca u nadbrzeży miasta , tuż obok nowoczesnego portu jest bramą powitalną, owianą morską bryzą.

To stąd wypływam i powracam, by doznawać Neapolu na zawsze.

20180807_155247

20180807_163359

Muzeo Archeologico to natomiast punkt zwrotny, który skierowuje myśli w bardziej starożytnym kierunku i naturalnie zaprosi, by odwiedzić Pompeje, które znajdują się nieopodal Neapolu. Ale zanim to, przede mną czas na odkrywanie śródlądowych uciech i doznań.

To co starożytni Neapolitanie uwielbiali w naturalnej swej krasie, to igraszki seksualno erotyczne. Ich znaków nie da się tu ominąć i jak w starożytności, tak i teraz czuje się też żar rozpalonych mieszkańców w ich sercach. Może dlatego są oni tak niezobowiązująco otwarci i pełni gromów, gdy zagadują radośnie w swej italiańskiej naturze. Nie lubię tego z zasady, ale w Neapolu mi to nie przeszkadzało, a wręcz stało się magią tego miasta. Nie zaznasz tu samotności ani smutku.

Tu wszyscy dbają o dobry humor,smak i sens życia.

Sącząc zmrożone białe wino w smakach niesamowitej pasty i owoców morza, zauroczyłam się w tej atmosferze.

Nie jest to miłość, ale urok rzucony na mnie.

20180807_184624

I tak jak życie trwa wiecznie, tak Neapol posiada również swoją mroczną stronę, która znajduje się w dzielnicy Rione Sanita, a w niej niezwykły cmentarz FONTANELLE. Został on wykuty w skale, a na skalnych półkach poukładane są równiutko czaszki zmarłych. Niedaleko znajdują się tu również katakumby, jeszcze bardziej rozbudowane skalne cmentarzysko, sięgające II-go wieku naszej ery i są tam obok „przysłowiowych” półek na czaszki również otwory – grobowce w skałach, w których chowano bardziej majętnych osobników. Uznaje się, że na ten moment znajduje się tu az ponad 3000 tyś  takich grobów…

Doznając takiej rozległej historii wokół,  zapominamy na chwilę o rzeczywistości.

20180807_135610

Mogłabym umrzeć tutaj i zstąpić do Hadesu w ramionach antycznego Erosa.

Bo tylko w Italii bycie kobietą jest w pełni doceniane.

Jesteś tu BOGINIĄ. Czy młoda czy stara, taka jest natura włoska. Piękno i rozkosz ponad wszystko😊

20180807_135558(0)

I gdy tak czuję, że żyję, wśród umarłych i żywych… napawam się tą ziemską sielanką.

Jakże cudownie jest obudzić się wśród starożytnych budowli, codziennie odświeżanych słońcem i niebieskością morza.

Włoska auroro , trwaj 😊

20180807_143219

URODZINOWE ZAMYSŁY U WYBRZEŻY BRIGHTON

20180714_132010

20180714_131735Urodziny, urodziny, urodziny…

to najpiękniejszy dzień każdego z nas.

To nasz pierwszy dzień zaistnienia. Pierwszy dzień naszego pojawienia się na ziemi.

Cud życia.

Dlatego mimo coraz większej ilości lat, świętuje ten dzień wyjątkowo.

Rozwijam moją księgę życia i planów.

I nie mogę się nasycić .

To tak jakbym każdorazowo się naradzała i dostawała nowej energii na przyszły rok.

To dlatego nie z końcem roku, ale z dniem moich urodzin spisuje nowe postanowienia i plany oraz rozliczam minione.

 

Jest on tez dla mnie o tyle szczególny,

IMG_6275

Iż to właśnie w tym dniu kontaktuje się z osobami, które rzadziej się w nim pojawiają, a są ważne dla mnie i dla mojej inspiracji życiowej.

Tym razem zostałam zaproszona do  Brighton, miasta w południowej części Anglii, w księstwie East Sussex,

które słynie z klimatycznych angielskich kurortów i stanowi bazową kulturę architektoniczną w dziejach kurortów w dobrym smaku.

Otóż ja też należę do grona twórców wnętrz, inspirujących się tym namacalnym zjawiskiem.

I gdy dotarłam na miejsce, przekonałam się bezpośrednio dlaczego Brighton urosło do rangi kolebki nadmorskiego kurortu architektury.

Jako że dzień był ogniście wręcz upalny, całe wybrzeże, rozciągające się pomarańczowymi kamienistymi plażami, było jakby jedną wielką imprezą

spragnionych latem bywalców różnych ras i krajów.  Cała promenada zasiana była pełnymi knajpkami, lodziarniami, koszykówką uliczna, klubami, które już od południa zapraszały na lunch.

 

 

Molo zbudowane w jednej z najciekawszych odsłon jakie doznałam – jakby statek w stylu lat 20go XIX wieku,

na którym znów była cała aranżacja wypoczynkowa, od restauracji, poprzez miejsca rozrywek i innych sklepów, z kortami i karuzelami.

 

Wszystko sprawiało atmosferę jakby z planu filmu Woody Allena, gdzie rzeczywistość przeplata się z irracjonalnym światem i fantazją.

Dokładnie tak jak lubię. Miksowanie świata rzeczywistego z magią wyobrażeń.

Mnogość stylizacji ludzi kręcących się po plażach i plantach to jak wybieg mody dla odważnych prekursorów i możliwości pochwalenia się swym ciałem.

Było na co patrzeć ;), co jest rzadkością w jakichkolwiek innych kurortach, gdzie większość ludzi na wakacjach niedbale się nosi.

 

Ja uwielbiam gdy jest wokół mnie jakiś styl, a atmosfera ma swój sens. Nie znoszę niedbalstwa i bezguścia w jakichkolwiek działaniach.

Wiec jakby to co tam doznałam, utwierdziło mnie w tym co lubię.

Na co dzień przebywamy wśród różnych ludzi, miejsc i wnętrz. Ale są dni i dążę do tego, by była ich przewaga, by przebywać tylko tam,

gdzie zechce i z kim zechcę.

To jest dla mnie luksus ówczesnych czasów.

 

I tak tez miałam okazję spędzić mój dzień urodzin.

Moim cudownym miejscem noclegowym był brightoński hotel Hilton położony tuż przy promenadzie, z widokiem na morze i całą miejsko kurortową

zbyteczność.

IMG_6264

Obudziwszy się wczesnym porankiem, bo już o 5tej czasu angielskiego, rozpoczęłam dzień od wspaniałego joggingu …

By delektować się jego dalszym rozwojem… który zachowam dla siebie … ale wnioski i przemyślenia, jakie stamtąd wywiozłam,

wycisnęły magię pomysłów na przyszły rok.

Jestem wdzięczna za możliwość przebywania na ziemi i sprawdzania swoich umiejętności

IMG_6400

Wizytując  w drodze powrotnej urokliwe miasteczko Arundel z jego niezwykłą budowlą zamkową, rozmyślałam o bogactwach rodzin od pokoleń.

To tak jak firmy, które gromadząc majątek, urastają do rang przedsiębiorstw. Z czego to się bierze?
Wielopokoleniowe dobrodziejstwa wynikają po prostu z przedsiębiorczości.
Na pewno nie z lenistwa, piękna czy obłudy.
Każda osada, zamek czy pałac jest wynikiem niesamowitej smykałki, wyjątkowości w działaniach biznesowych członka lub członków ów rodziny.

Dlatego tez majestatyczność jaką wokół roztaczają, jest nie tylko wielka ale  i ucząca, snując wnioski.
Możemy czerpać z tego po n-kroć, znajdując we wszystkim pomysł dla nas samych. Oczywiście, że nie każdy dąży do zbicia fortuny,

ale na pewno do samorealizacji siebie. A takie odkrywania różnych odsłon świata, jest jedną ogromną nauką ,

która pozwala na odkrywanie swoich własnych, indywidualnych talentów.

Każdy więc wyjazd, każde miejsce i charyzmatyczni ludzie, wpływają na Twój własny rozwój. To największa zdobycz i majątek, jaki nigdy nie ulegnie krachowi 😉

 

Jest wśród nas wielu ludzi, którzy dzięki ruszeniu się z miejsc, w których się urodzili  i rozpoznaniu świata i w nim siebie, odkryli w sobie geniusz

lub zostali za nich uznani, robiąc coś , co okazało się dla nich naturalne. Nigdy by tego nie wiedzieli, gdyby nadal siedzieli w jednym miejscu.

Czy Elon Musc czy Virgil Abloh, mogłabym wymieniać bez końca. Virgil to moje ostatnie odkrycie i taka lekka nowoczesna dawka  inspiracji.

Jako pochodzący z Afryki czarny dzieciak, niewiele go oczekiwało w życiu. Aż zaczął identyfikować siebie i poprzez działania w strefie architektonicznej

i designu oraz muzyki, doszedł do ikony swego bytu. Nie dlatego że jest wyjątkowy.

Dlatego, że robi w to co wierzy i z czym się identyfikuje. Jego niszowa  marka Off-White, niekonwencjonalnie przecinała wszelkie powielane standardy.

Jeśli sklep- to nie sklep, tylko miejsce, w którym sie relaxujesz i odnajdujesz siebie. ( off-white concept store in Milano or Hongkong),

jeśli projektował model Nike X – „the ten”, to kosmicznie spersonalizowany – , jeśli pokaz mody, to np.w lesie.
I dlatego jedna z najbardziej luksusowych marek, jak Louis Vuitton poprosiła go na  głównego dyrektora artystycznego,

odpowiedzialnego za linię mody męskiej.
A on nadal mówi, że nie jest nikim wielkim, tylko robi to co uwielbia i czym oddycha co dnia i co noc.

Znaleziony obraz
Takie przykłady zawsze mnie podbudowują i kręcą. Obejrzałam wiele konferencji z nim i wywiadów i z każdego z nich wynika jedna super myśl.

Bądź sobą. Odkryj swój talent lub daj odkryć go w sobie innym i działaj, działaj, działaj … rozwijając na potęgę swe możliwości.
Ta naturalność i prawdziwość w tym co się robi, jest fantastyczną cechą największych ludzi sukcesu.

Celebrując więc moje urodziny, celebruję i myśli, które budują i mnie.
Do własnego dzieła 🙂

ps. pod moim energetycznym zdjęciem, znajduje się jeszcze jeden dopisek w postaci wiersza, który dostałam od przyjaciela, co prawda sporo starszego ode mnie, ale jakże inspirującego

do tego, by wyciągnąć wnioski na swe życie  ( dla wtajemniczonych po niemiecku 😉

20180714_133549

Gedicht von Mario de Andrade (San Paolo 1893-1945) Dichter, Schriftsteller, Essayist und Musikwissenschaftler.

Einer der Gründer der brasilianischen Moderne.

__________________________

 

Meine Seele hat es eilig.

 

Ich habe meine Jahre gezählt und festgestellt,  dass ich weniger Zeit habe, zu leben, als ich bisher gelebt habe.

Ich fühle mich wie dieses Kind, das eine Schachtel Bonbons gewonnen hat: die ersten essen sie mit Vergnügen, aber als es merkt, dass nur noch wenige übrig waren, begann es,  sie wirklich zu genießen.

Ich habe keine Zeit für endlose Konferenzen,  bei denen die Statuten, Regeln, Verfahren und internen Vorschriften besprochen werden, in dem Wissen, dass nichts erreicht wird.

Ich habe keine Zeit mehr, absurde Menschen zu ertragen , die ungeachtet ihres  Alters nicht gewachsen sind.

Ich habe keine Zeit mehr, mit Mittelmäßigkeiten zu kämpfen.

Ich will nicht in Besprechungen sein, in denen aufgeblasene  Egos aufmarschieren.

Ich vertrage keine Manipulierer und Opportunisten.

Mich stören die Neider, die versuchen, Fähigere in Verruf zu bringen, um sich ihrer Positionen, Talente und Erfolge zu bemächtigen.

Meine Zeit ist zu kurz um Überschriften zu diskutieren. Ich will das Wesentliche, denn meine Seele ist in Eile. Ohne viele Süssigkeiten in der Packung.

 

Ich möchte mi Menschen leben, die sehr menschlich sind. Menschen, die über ihre Fehler lachen können, die sich nichts auf ihre Erfolge einbilden. Die  sich nicht vorzeitig berufen fühlen und die nicht vor ihrer Verantwortung fliehen. Die die menschliche Würde verteidigen und die nur an der Seite der Wahrheit und Rechtschaffenheit gehen möchten. Es ist das, was das Leben lebenswert macht.

Ich möchte mich mit Menschen umgeben, die es verstehen, die Herzen anderer zu berühren. Menschen, die durch die harten Schläge des Lebens lernten, durch sanfte Berührungen der Seele zu wachsen.

 

Ja, ich habe es eilig, ich habe es eilig, mit der Intensität zu leben, die nur die Reife geben kann.

Ich versuche, keine der Süßigkeiten, die mir noch bleiben, zu verschwenden. Ich bin mir sicher, dass sie köstlicher sein werden, als die, die ich bereits  gegessen habe.

Mein Ziel ist es, das Ende zufrieden zu erreichen, in Frieden mit mir, meinen  Lieben und meinem Gewissen.

Wir haben zwei Leben und das zweite beginnt, wenn du erkennst, dass du nur eins hast.

 

 

 

JEJ royalna majestica leona u progu WINDSOR

20180715_132945

Mogłabym wczuwać się bezceremonialnie acz z dosyć obszerną wiedzą  w królewskie podwoja, historie, dziedzictwo…

Jednak czym one, gdy ówczesny świat – głównie wśród chińskich i amerykańskich turystów, sprowadza całość dorobku do : pic tap go

Jakże marne to postaci ludzkie, nie doznawszy głębi wielorakich kultur.

Jest jednak takie naręcze ludzi, w których znakomity dorobek emocjonalny, historyczny, a także materialny wytwarza pewien rodzaj inspiracji.

Niesie ze sobą naukę i poskromienie wobec ogromu możliwości.

Tak czy inaczej zaczynając moją krótką opowiastkę a raczej zapisek, ku niezapomnieniu doznań w Windsorze,  zacznę od strategii bytu.

Otóż  po dziś dzień królewski zamek w Windsorze, będący prywatną i oficjalną rezydencją, w której Królowa Elżbieta II spędza najwięcej wolnych weekendów oraz przyjmuje prywatnych i oficjalnych gości , przywołuje na myśl babciny dom. Dom, do którego chce się wracać, skrojony na miarę potrzeb i wyposażony w wysokowartościowe dzieła sztuki, meble, dekoracje…

Ktoś będzie śmiał się z mojego myślowego wybryku, ale zaiście ja poczułam się tam jak w domu😊

Dzień to był upalny, niezwykły jak na angielskie warunki. Już w drodze wśród jednej z najbogatszych dzielnic domów, położonych w lasach nieopodal zamku, czy mijając po drodze  słynny tor wyścigowy Ascot, a obok totalnie naturalne farmy… bawołów , czułam bezkresne podekscytowanie.

 

20180715_125218

A gdy pojawiłam się w maleńkim miasteczku u podnóża ów niebywałego królewskiego zamczyska, mój zmysł estetyczno-architektoniczny połechtał mnie z rozkoszy po zakamarkach mózgu, odpowiedzialnego za pomysłologię.

Minąwszy maleńką stylową stację pociągową, rząd angielskich domków i restauracyjek oraz wreszcie fosę główną,

 

 

skierowałam się do bram, prowadzącej na główny dziedziniec  zamkowy– i  doznałam oblężenia. Pierwszy raz w życiu, tuż przy wejściu, poczułam zimne, lekko ciężkawe bombardowanie na głowę. Nic w tym dziwnego, ale to jakiś ptak narobił mi swojej białej kupy prosto na włosy. Namaścił moje przekroczenie królewskiego progu. Cóż za wyśmienity i wyjątkowy sposób na powitanie?  Być może to również  królewski znak na szczęście 😉

 

 

Tak czy inaczej zaczęło się!

Wkroczyłam niczym pląsem zachwytu w te królewskie podwoja. Miejsce, które od ponad tysiąca lat zachwyca i jest rezydencją angielskich królów.

To najstarszy i największy zamek na świecie, po dziś dzień prywatnie zamieszkany.

Czułam niezwykłą jego wzniosłość, jego ogrom i jakby przelot wszystkich znanych mi wydarzeń, jakie miały tu miejsce.

Parę dni temu, sam Donald i Melania Trump byli tu na spotkaniu z królową, a teraz ja mogę doznać tego miejsca.

Niby majestatyczne, a jednocześnie utkane ciepłem pięknego domu.

20180715_143022

W Sali porcelanowej mogłabym spędzić połowę dnia, a drugą połowę w Sali balowej

Uwielbiłam jednak też miejsce, gdzie król podpisuje „dekrety” i inne dokumenty, sypialnię i „przebieralnię”

Całość wywarła na mnie takie naturalne wyrazy świetnego samopoczucia, do tego stopnia, że przeszłam zamek 2 razy 😊 z szczegółowością doglądając wszystkiego po kolei.

Niestety wewnątrz przyłapano mnie 3 razy, jak chciałam zrobić zdjęcia.

Ale nic się wielkiego nie stało, bo zdążyłam już w mózgu stworzyć własną bibliotekę wspomnień, w katalogu Windsor.

Kto wie, może kiedyś jeszcze głębiej go doznam.

A dziś, delektowałam się również zabawą w super czas również wokół zamku.

Zwiedzając kaplicę czy spacerując niesamowicie prostą i długą drogą podjazdową, uzmysłowiłam sobie taką żywą prawdę.

Tak jak Megan, zwykła amerykańska dziewczyna weszła w podwoje królewskie, biorąc ślub z najprawdziwszym księciem Harrym,

Tak do każdego z nas los może przynieść niezwykłe dary.

Czasem trzeba zasugerować, czego się pragnie, mówić o tym, opowiadać, przeżywać, a będzie czas, gdy nasze marzenia się ziszczą.

Kiedyś ktoś podsumował moje cele, że nie są to cele – tylko w większości MARZENIA.  Więc są nierealne.

Czy to żle spytałam?  Ale mimo to, że odpowiedzi konkretnej nie usłyszałam, to nadal kieruję się marzeniami i wymyślam sobie przyszłe sytuacje.

To takie naturalne ukierunkowywanie siebie na przyszłość.

Ponieważ tak często być może, że to co wykreujemy sobie w głowie, a nagle się nam rzeczywiście przydarzy, to jesteśmy w stanie bardziej z tego skorzystać, będąc mentalnie przygotowanym.

To tak jak ludzie, którzy nigdy nie mieli pieniędzy, a wygrali w jakiejś loterii, albo w jakiś łatwy sposób zaczęli mieć więcej pieniędzy, niż wcześniej potrafili o tym marzyć.  Oni nie są gotowi na to by je posiadać i zachowują się dziwnie, obleśnie i prześmiewczo, sami gubiąc się w swych nagle zdobytych „możliwościach”.

Inaczej sprawa wygląda, gdy wywodzisz się z pewnej świadomości, a Twoja wyobrażnia przygotowała cię na różne odsłony twojego życia i jesteś w stanie więcej z niego skorzystać.

Dlaczego więc nie być kreatorem swojego własnego szczęścia i obrazu życia?

JA maluję sama swoje obrazy i dzięki temu mogę zawsze coś zamalować, domalować albo przemalować czy wymazać.

I choć wiem, że poszukując prawdy, nigdy jej nie znajdę, to chcę otaczać się tylko prawdziwymi ludżmi.

Sam przecież zamek Windsor, kryje również okrutne historie rodzinne, które nigdy oficjalnie nie ujrzały światła dziennego.

A jednak przetrwał w swej majestatyczności.

Nie odrzuca, tylko przyciąga.

Reguły i przepisy, którymi kieruje się rodzina królewska, są wręcz zatrważające.

A jednak, cały świat podziwia tę rodzinę, mając przed nią respekt.

Wygląda więc na to, iż powinniśmy właśnie tak czynić, ukazując te strony, które chcemy i kierując się tymi celami- marzeniami, które dla nas stanowią największą wartość            i wyzwanie.

Have a lovely time in your life 😊

…  i sięgaj po koronę, gdy tylko nadarzy się okazja 😉

 

20180715_183010

 

MROCZNA POKUSA CZY WYBITNA WŁADCZOŚĆ – Transylwańska historia nieludzka

Tuż nieopodal karpackiego podgórza Transylwanii, w okręgu Brashow, a dokładnie w cudnie urokliwym miasteczku Bran, znajduje się zamek Draculi.

 

Jakże to proste i niczym nieskalane pojęcie, kojarzące się raczej ze sfilmowanym horrorem, niż rzeczywistością.

20180703_175448[1]

A jednak działy się tu naprawdę rzeczy, których nie sposób ujarzmić w dzisiejszych okolicznościach.  Hospodarz ów Drakula, czyli najpierw  ojciec  Vlad Dracul  ( Wład Diabeł )  a potem jego syn Vlad Palownik , który z czasem uzyskał przydomek Draculea – czyli syn Diabła,  krwawie i okrutnie odznaczyli się w swojej historii. W ów czasach XV wieku Transylwania prowadziła niezliczone walki w obronie przed Tureckim Sułtanem i austriackimi Węgrami. Vlad Palownik zwykł zabijać swoich jeńców poprzez palowanie ich ciał wokół wsi. Takie krwawe finisze więc tylko podkręciły jego przydomek, lecz czy miały też rzeczywisty diabelski oddźwięk?

Jest prze wiele różnych historii, które opisują życie samego Drakuli, jego walki, zarządzanie Państwem, potem żona i dzieci…

I choć trudno to sobie nawet uzmysłowić, jak krwawe i wręcz rzeźnicze były kary Vlada, to na ten czas, w którym żył, było to rodzaj walki , w swej prymitywnej i strasznej odmianie.

 

Ale choć w  dzisiejszym czasach  jego zamek stanowi turystyczną  gratkę, wystawiony nieoficjalnie na sprzedaż w prywatne ręce,  to podjeżdżając w kierunku słoniących się  na ciemno grafitowy kolor  Karpat, czuje się  odzew ciemnej przeszłości, ziemię nasączoną litrami krwi,  jakby pamiętającej okrutne  rzeżnie, jakie miały tam miejsce.

Legendy przytaczają, że sam Vlad Palownik był tak okrutny, że potrafił ucztować wśród tysięcy nabitych jeńców na pale, słuchać ich jęków, bałamucić jakąś młodą córkę rodziców, którzy już konali na palach, a potem zabić ją i wypić jej krew ze złotego kielicha, jako uczczenie własnego zwycięstwa.

Wyobrażnia pozwalająca na wydobycie tej atmosfery aż przytłacza, lecz gdy wejdziemy świadomie w dzieje ówczesnych czasów XV wieku, możemy doznać zupełnie innego oświecenia myśli.

 

Otóż będąc pod permanentną wojną z Turkami i Węgrami, Vlad prowadził niezwykle skuteczną politykę wewnątrz państwa  i okazał się niezwykle przebiegłym                      i bystrym strategiem. Metody jakie podejmował miały na celu odstraszenia kolejnych napaści wrogów, ale jak na tamte czasy widać i tak nie przeszkadzały, by dokonywać kolejnych napadów z nienacka.  Gdy po 14to letniej niewoli i wygnaniu schwytany przez Węgrów, w końcu wrócił na swe wołoskie włościa jako zdobywca i wielki władca, założył nawet rodzinę, poślubiając niejaką Justynę Szilagyi de Horogszeg, która urodziła mu dwóch synów. Ostatecznie więc wspierany  militarnie przez  Węgrów i Mołdawów, dostąpił też pokonania Turków.

Ta niezwykła, wydawać by się mogło wręcz straszna historia napawa do myśli o naturze ludzkiej i jej pochodzenia. Dlaczego był taki okrutny?

Żył jak normalny człowiek, w zamku wybitym na skale, posiadał komnaty dzienne, sypialnie, biblioteki , a jednak dokonywał tak krwawych czynów.

Zawsze musimy wiedzieć, że robimy coś w imię czegoś.

Podczas gdy ów Wlad robił to w imię utrzymania swej władzy i Państwa.

Podążając dzisiaj jako turystka w stronę jego zamku, roztaczają się wzdłuż drogi herby z wizerunkiem nadzianych na pale jeńców.

Jednak nie odczuwa się przy tym nienawiści do Drakuli, a raczej małość w stosunku do jego wielkości.

Okala tu taka atmosfera, jakby sam Drakula pilnował twojej wizyty i sam wybierał sobie towarzysza/ towarzyszkę odwiedzin, wokół których roztacza swój czarny płaszcz.

Jako że dotarłam pod zamek dość póżnym popołudniem , nie spodziewałam się, że do niego jeszcze wejdę… ale jak to na moc moją szczęśliwą przystało, weszłam w 2wie godziny po oficjalnym zamknięciu zamku dla zwiedzających!

Jakże niezwykłe doznanie, gdy ma się świadomość uczestniczenia w czymś, co niedostępne dla innych.

Doznałam więc zamku niezwykle głęboko, w towarzystwie mojej towarzyszki podróży i nieznużonej orędowniczki sesji zdjęciowych 😊

Co się potem okazało, setki ujęć wykonanych wokół mojej osoby, ukazały niesamowite zawirowania czegoś.

Robiąc zdjęcia, towarzyszka moja wiedżmińska  ( naprawdę ma takie umiejętności i dar). Zauważyła że krąży wokół mnie jakiś duszek.

Poruszał się za mną w różnych miejscach zamku. A najlepiej widoczne jest to na zdjęciach z tajemniczego przejścia między salonem do biblioteki, gdzie to pomarańczowe światełko widać jak lata wokół mnie.

 

Coś poczułam jakby nie z tej ziemi. Lecz nie sądzę by był to sam Drakula, raczej to jego żona, która opatuliła mnie swą  kobiecą mięciutką troską.

IMG_5403

Jakby przekazała mi swoje berło, bym czuła się tu dobrze i bezpiecznie.

I tak też było. Wędrowałam po największych zakamarkach zamku, wgłębiając się w jego historię, a duch nałożnicy Drakuli wodził mnie za ramię i umilał mój czas.

Jako delikatna białogłowa czułam zimną moc, która rozpierała się wokół mnie niezwykłym ciepłem.

Stąpając po kilkusetletnich kamiennych i drewnianych posadzkach, doznawałam mrocznego natchnienia.

IMG_5496

 

Dziwnym trafem, choć działanie to było zamierzone z mojej strony, znikła z mojej ręki czerwona bransoletka ze sznurka, którą przywiozłam z Meksyku i założyłam ją jako amulet na odstraszenie złych duchów, kajających się po zamku.

Miałam ją na sobie , oprócz srebrnej biżuterii ( między innymi krzyżyka – też z Meksyku). Czyżby Duch Pani Domu   zabrał ją sobie ode mnie jako podziękowanie za pozaziemską „ochronę” i tym samym przeniósł moc z jednej półkuli na drugą?

To wydaje się tak nierealne, a jednak się wydarzyło. Bransoletka znikła, a raczej sama spaść nie mogła, gdyż była mocno zaciśnięta wokół mojego nadgarstka.

Po wizycie  wzdłuż i w szerz  Transylwanii, śmiem jednak twierdzić, iż takie rzeczy się zdarzają. Tym bardziej w miejscach, które nasączone są tak niezwykłą historią.

Ja jako osoba z siódmymi zmysłami, łatwo w to wchodzę, bez strachu ale z wielkim zainteresowaniem. By korzystać z tych zmysłów na co dzień, w podejmowaniu szybkich i strategicznych decyzji, wiary w siebie, w swoją moc i wybicie się do kosmosu.

Tak jak las magiczny nieopodal Kluj Napoka, bezkresy krętych dróg wśród pagórów niezmierzonych, tak magia  i tego bardziej mrocznego miejsca uświadomiły mi jedną ważną rzecz:

Gdy wierzysz w swoje siły, jesteś wewnętrznie silna, nie ma takiej opcji, by ktoś Cię powalił niepostrzeżenie.

Stare duchy i siły będą Ci pomocne, by przezwyciężyć nawet przedwieczne mamroki złej magii.

Zawsze na drodze stają nam takie „potwory”, które są dla nas wyzwaniem, ale dzięki samoświadomości, jesteśmy je w stanie pokonać i umocnić się bardziej.

IMG_5668

 

 

Dziś jestem nadal nowoczesną białogłową, która cieszy się każdym odkryciem, nawet tym małym, które składa się jak puzel w całość życia naszego układanki.

Może na koniec okazać się bardzo wiele. Jeszcze więcej, niż teraz jesteśmy tego świadomi.

Także warto budować swoje doświadczenia, stawiać czoła niezwykłym możliwościom, przezwyciężać strach i iść naprzód.

Natchnione pozdrowienia z Bran, urokliwego miasteczka, gdzie dusza Drakuli i jego bliskich wciąż hula i ma się lepiej niż kiedykolwiek.

A takie pozaziemskie przyjażnie też mogą się kiedyś przydać 😊

20180703_175449[1]


IMG_5394

 

 

MOC I NIEMOC OTO JEST ZAGADKA – TRÓJKĄT BERMUDZKI W SIEDMIOGRODZIE

IMG_5243

 

Po strudzonej drodze przybyłam wreszcie do jednego z większych miast w Transylwanii, dzisiejszej Rumunii o nazwie Kluj Napoca.

Była godzina ok.1:30 w nocy i świadomość  wylądowania w tym miejscu napawała mnie dziwnym przeświadczeniem.

Stawię czoła siłom nieczystym.

Choć sam cel mojej podróży to spotkania biznesowe i wizyty w fabrykach, to bezwiednie połączyłam mój pobyt z tym, co okala to miejsce.

Jadąc w towarzystwie koleżanki wynajętym samochodem do hotelu położonego poza miastem, w środku lasu porastającego ogromne pagóry, dotarłyśmy do ogromnej polany, na której wybudowano cały resort wellness&spa, mający dać znużonym gościom ukojenie.

Świadomość jednak, iż nieopodal, bo  8 km od hotelu, znajduje się  magiczny las Hoia Baciu , słynącego z paranormalnych zjawisk, świadomość moja przenikała myśl, czy podołam ? To tutaj zdarzają się rzeczy niewytłumaczalne, jakieś siły porywają ludzi, słyszy się przenikliwe głosy kobiece wołające o pomoc, jakaś inna siła dotyka cię, by potem z potężną siłą odrzucić w dal, albo spotykasz na drodze osobę, która wydaje się nią być, a jest tylko widmem kuszącym.

IMG_6048

Las w pewnym momencie zaczął się zmieniać , dosłownie historie opowiadane przez miejscowych mówią o tym, że dopiero w latach 60tych naszego stulecia, zaczęły się tam dziać rzeczy niezwykłe. Drzewa dotychczas rosnące prosto, wygięły się w tych samych kształtach pod wpływem jakiejś przepływającej siły, znikły zwierzęta i ptaki. Całe runo porósł mech. Zdarza się, że śmiałkowie widzą tam jakieś istoty, poruszające się  przedmioty, albo doznają postradania zmysłów. Najczęstrzym objawem pierwszych dolegliwości są mdłości i zawroty głowy i migreny.  Jak więc można przypuszczać, miejscowi nie radzą udawać się tam na przechadzki.

Zjawisko to jednak do dzisiaj nie zostało wyjaśnione , ale mroczna sława lasu nadal niepokoi odwiedzających to miejsce.

Niektórzy przechodzą obok tej historii obojętnie, ale coraz więcej prowadzi się tu badań ufologicznych, po tym jak wielokrotnie widziano tu przemieszczające się świecące kule obok łysej polany lub ślady na śniegu, należące do czegoś, co nie żyje na ziemi.

Twierdzi się też, iż łysa polana, która znajduje się w środku lasu, jest jakby przejściem do innego, równoległego świata i kto do niej dotrze w odpowiedniej konstelacji nocy, wpada w nią niejako i znika bez śladu. Rzekomo las ten ma powiązanie z życiem hrabii Drakula, który lubił tam polować.

Nieczysta i mroczna energia zamku hrabii Drakula ma  bowiem rzekomo powiązanie mocy z lasem Hoia Baciu i odgrywa się  negatywną energią, stanowiąc jednocześnie portal między naszym światem a innymi światami równoległymi.

Ok, dość tych legend… pomyślałam, ale nie sposób tak lekko przejść koło tego obojętnie.

IMG_5250

Po krótkiej nocy obudziłam się w idyllicznym, cudownym miejscu, budzącym się słońcu

okalającym przepiękną polanę w dolinie otaczających górzystych lasów.

IMG_5253

 

Strumyki i stawiki grały cichutko wodną melodię, a budzące się żaby i ptaki, pojedynczo skrzeczały na powitanie, gdy wstałam prosto z łóżka i wyszłam na taras.

IMG_5293

 

Czy tak wygląda idylla za zasłoną mrocznego lasu? Czy tak przyciąga zło, ukazując swoje prześliczne oblicze, by w nie wpaść niewinnie?

To także taka przenośnia życia. Bo przecież łatwo jest ulec czemuś pięknemu, czemuś nadzwyczaj cudownemu i niepostrzeżenie zapomnieć się.

Konsekwencje ponosimy my, więc dobrze jest kierować się jednak odrobiną rozumu 😊

Podczas śniadania i porannej jogi, jaką przywitałam dzień i moje biznesowe cele , postanowiłam z rozwagą podejść do tematu i kierować się swoimi celami, respektując moce, jakie tutaj świat okalają.

joga

Wybrałyśmy się w niezmierzoną wydawać by się mogło drogę do producentów, jadąc setki kilometrów po niezmierzonych pagórkach, przełęczach, wśród pastwisk, łąk i

plantacji słoneczników i kukurydzy, czułam ogrom tego kraju.

Czułam jego surowość. Jego byłą świetność. Wszystkie domy bowiem na wsiach są murowane, z glinianymi dachówkami, a w miasteczkach część pozostałości to piękne kamienice, które zachwycają swą byłą świetnością.  Rumunia jako kraj jest bardzo dumnym zjawiskiem, a ludzie w nim żyjący, są niezwykle zacięci i ostrzy.

 

 

IMG_5813[1]

 

IMG_5860[1]

IMG_5897[1]

Są dumni ze swego walecznego pochodzenia, z wyzwolenia Siedmiogrodu spod najazdów Węgierskich, Tureckich, Saskich i Tatarskich. Nękani przez wieki przez inne Państwa, dziś charakteryzują się własną, niezbitą dumą.  Jakby te wszystkie doświadczenia ukształtowały ich mocne charaktery.  Z dotychczas odwiedzonych 40tu państw ( nie miast) , po raz pierwszy spotkałam się z taką ogromną determinacja  bycia sobą. To ludzie głęboko osadzeni w swej sile i bezwzględnej dumy. Większość ludzi mówi tu takim językiem, który jest mieszanką ekspresji włoskiej i tureckiej ostrości, duża społeczność też swobodnie porusza się językiem węgierskim. To wszystko wpływa na ogólny obraz narodu, który jest dumny z siebie. To kraj, w którym widziałam dużo ludzi bez uśmiechu na twarzy, ale z zaciętością w oczach. Nikt mi nie podskoczy, zdawałyby się przekazywać.

Gdy dotarłam do firm, różnorodnej produkcji, zwiedzając je i poznając tamtejszych ludzi, czułam do nich respekt. Walczą o swoje, swoimi siłami. Nie korzystają z łatwej pomocy, takiej jak przynależność np. do Unii Europejskiej, ale sami chcą osiągnąć swój cel.

Oczywiście wśród ludzi biznesu, którzy jeżdżą po świecie, uczą się jak może być , widać tę nadrzędną świadomość. Oni wiedzą do czego zmierzają i zakorzeniają te cele wśród swych pracowników.  Ta niezwykła samodzielność jednak, walka o swoje, zainspirowała mnie niesamowicie.

A gdy odwiedziłam jedną z moich niedawno poznanych producentek o imieniu Narcisa i jej matki Eleny, które prowadzą  prężnie rozwijającą się produkcję ( …), doznałam uwielbienia w ich stronę. Jak dwie kobiety rządzą  ponad 300ma facetami, czują się silne i wierzą w siebie.

IMG_5964[1]

Zainspirowały mnie obie do wewnętrznego utwierdzenia siebie, że to co robisz, rób z przekonaniem. Wierz w to i w siebie.

Wracałam od nich jak zaklęta i jak po najlepszym spotkaniu motywacyjnym.

Drogi kręte i wąskie, miejscami totalnie bezkresne i zniszczone upływem czasu, potem przelot awionetką nad górkami,  zawiodły mnie w kolejne niezwykłe miejsce —- środek Siedmiogrodu, miejsca rządów Drakuli.

Do zobaczenia w czarnej magii przesilonej białą 😊

 

IMG_6053[1]

 

MI AMOR WIANEK NA PORANEK

Godz. 4:05, świta.  jadę nad jezioro na wschód słońca … by doświadczyć budzącej się natury.
Jakże dziewicze to doświadczenie. Gdy wstajesz o wczesnym poranku i zmierzasz tylko w jednym celu, by poczuć się prawdziwie.
Tafla wody niczym nie zmącona jest jak ta „tabula rasa”, która daje Ci szansę                         na kreowanie własnych myśli na nowo, na czysto.
Spróbuj jakie to wyzwalające.
Nic nie jest w stanie cię ograniczyć w tym momencie. Zetknięcie w przestrzeni ciszy pobudza bardziej niż zgiełk i natłok informacji.
Stajesz się nowym zarodkiem siebie.
Możesz zrobić z tym co zechcesz.
Zapisać swoje myśli, co jest dla ciebie ważne, do czego zdążasz, czego pragniesz.
Takie uświadamianie siebie podczas naturalnej medytacji jest jak najlepszy afrodyzjak. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jakie pokłady w tobie drzemią.
Nadchodzi zmierzch.
I gdy wydaje ci się, że wszystko idzie spać,kończy się nieprzaśnie…
Jutro znów czeka nas soczysty poranek
Zakładam wianek
Taki z kwiatów,  zrobiony na łące w kraju rumiankiem kwitnącym,
20180622_211058

 

20180622_211112

lub egzotyką pachnącym.
IMG_5202[1]
Za każdym razem intensywnie się z radością kojarzącym.
To taka dewiza do krainy marzeń.
Takie intro do nowych wydarzeń.
Bo czyż małe gesty nie cieszą, czy spotkania i lekki czas emocjonalnej więzi nie budują       i oblicza przyjaciół kształtują.
Tworzymy chwile, które chcemy pamiętać.
Odnajdujemy w sobie radość i przyciąganie.
Namiętne współgranie.
IMG_5203[1]
Gdy kogoś darzymy wyjątkowym uznaniem,
Chcemy za nim podążać
Chcemy wyznaczać swoje ścieżki
I z natury do „fury”
przenosić wartości, które nie tracą na swoim znaczeniu.
Opowiedziałbym anegdot parę w nawiązaniu do tego prostego ujęcia pochodzenia nas.
Ale zostawię to w obrazach, w mojej głowie i na zdjęciach.
Niechaj się ziszczą w swej wielkości bladej.
20180617_103318[1]

SIŁA SAMOODRODZENIA

Dzisiejsza podróż otworzy nam szersze spojrzenie wokół siebie, na siebie , na świat, na ludzi …

LXAQ2357[1]

Otóż zabieram was dziś w podróż do naszego mózgu

 

IMG_3781[1]

Niesamowite w tym jest to, że podróż ta owiana tak ogromną niedostępnością,

Już na jej progu objawia się jako niezwykle fascynująca, nie można się jej doczekać, przyprawiająca o bicie serca i ogroooomne zaciekawienie, cóż oto przyniesie.

 

Doznałam dziś samoświadomego, bardzo silnego olśnienia😊

Na przestrzeni ostatnich miesięcy, tygodni przeszłam osobiście swego rodzaju stąpanie po grząskim podłożu. Tak jak wmawiano mi przy różnych okazjach ,

że życie zawsze będzie niepewne, tak w ostatnim czasie otarłam się o to doświadczenie namacalnie.

Kumulacja wielu zdarzeń, tych mniejszych i większych.

W strefie prywatnej i ogromnie dynamicznego rozwoju biznesowego, doprowadziła do nazwałabym to punktu zero. Orbity poza ziemskiej, z której możesz lepiej przypatrzeć się wszystkiemu z góry, pod każdym kątem i różnymi punktami odniesienia.

Nastał więc czas, gdy w biegu i euforii działań, zatracasz ziemskie przyciąganie.

Stajesz się samotnikiem, wśród milionów ludzi.

Największym zaś uświadomieniem jest to, że utracasz bliskie osoby.

Tracisz przyjaciół, którzy znają cię lepiej niż samych siebie.  Kochają Cię, ale przez brak czasu, zanika związek wspólnych doznań. Ba, również doznajesz, że nie tylko ich tracisz, ale oni sami cię niejako …porzucają.

Osobiście doznałam takiego „bliskiego” porzucenia,

W efekcie braku poczucia, że jest się dla kogoś ważnym,

I gdy stajesz boso na zroszonej trawie , uzmysławiając sobie samoistnienie,

 

IMG_4267[1]

Bez możliwości ucieczki, bez możliwości liczenia na drugą osobę w sytuacjach trudnych, krytycznych, niefajnych …

To w pierwszym momencie dopada cię  załamanie, żałość, ból

DLACZEGO?

Dlatego że w biegu i obliczu różnorodnych zainteresowań, nie jesteś w stanie utrzymać fundamentów.

A fundamenty, które nie są dobrze zgrane, rozpadają się szybciej, niż je budowano.

Po niezwykle motywujących konferencjach biznesowo – napędzających, a ostatnio po wykładzie jednego z super motywatorów Simon Simek, ukształciła mi się  ważna myśl.

Najpierw za pomocą jednego słowa : DLACZEGO? – które Simek stosuje w całej diagnozie swych działań, na różnych polach egzystencji, zaczęłam zadawać SOBIE SAMEJ to pytanie: DLACZEGO?

DLACZEGO ktoś mnie opuścił?

DLACZEGO nie mam motywacji?

DLACZEGO żle się czuje?

DLACZEGO nie mogę być szczęśliwa?  Itd.

NAJNIEZWYKLEJSZE BYŁY MOJE odpowiedzi DLA SIEBIE SAMEJ:

Nie będę ich tu przytaczać w całym kontekście, ale w całym tym zawieruszeniu, zaskoczyłam siebie, że na każde z tych pytań odpowiadałam jakby na wspak i z pozytywnym tchnieniem.

Czyli np.

Dlaczego żle się czuję?

Moja odp:  generalnie czuję się bardzo dobrze. Ale gdy boli mnie głowa, wykonam odpowiednią jogę i mi przejdzie, a gdy czuję się żle, bo tak – to jestem sama temu winna, więc jeśli tak nie chcę, to dlaczego w to brnę?

 

Dlaczego ktoś mnie opuścił, nie chce być już moim przyjacielem, nie lubi mnie tak bardzo

— to jest też moja sprawka: bo jeśli nie leżę w kręgu jego zainteresowań, nie jestem odpowiednio otwarta na niesamowite zmiany, jakie odbywają się w jego życiu,

bo jeśli ktoś jest ode mnie lepszy, piękniejszy, kochańszy

bo jeśli ktoś wybiera i stawia na inne priorytety,

to  muszę SAMA spojrzeć na swoją wartość od własnej, czystej strony.

Muszę uwierzyć, że po prostu i tak dam radę!

Poza różnymi takimi życiowymi smutkami i trudnymi sytuacjami, na domiar złego, zostałam też doszczętnie okradziona z ważnych rzeczy osobistych, w tym wszystkich dokumentów.

Po szoku i totalnym załamaniu, jakże niesamowitą była droga do „uratowania” sytuacji.

Na  każdym kroku spotykałam się z ludzką wiarą w dobro i chęcią bezkompromisowej pomocy.

Czy to w policji kryminalnej, czy w urzędach, bankach, znajomych, którzy oferowali pomoc,

wszyscy nagle stali się nośnikami szczęścia.

A DLACZEGO?

Dlatego że pozwoliłam sobie na pozytywne myślenie, na otwartość, że zwracając się do kogoś, ten ktoś mi pomorze.

Następnie ważne też były kolejne inwazyjne badania lekarskie, które zaglądały w najgłębsze zakamarki mojego ciała, mimo lęku przed nimi, okazały się również perliście czyste!

Doznałam więc samo odrodzenia w obecności i podczas rozmowy z moim lekarzem.

Choć wykonujemy pewne czynności wielokrotnie, za każdym razem podchodzmy do nich inaczej.

Ta świeżość spojrzenia, otwartość umysłu – wręcz siła dokonania tej zmiany, sprawi,

że odkryjemy w sobie tą niesamowitą pozytywną i napędzającą wiarę w siebie

Za każdym razem.

IMG_4224[1]

Bo każdy człowiek ma taki zarodek, który „samosięodradza”.

Ale musi on ten zarodek uruchomić, podlać siłą własnej osobowości i odwagą poniesienia porażki.

To właśnie ta podróż poprzez różnorodne zdarzenia i obserwowanie swoich reakcji, poprzez zadawanie sobie pytania DLACZEGO, otwiera nasz mózg na szersze drogi.

IMG_4215[1]

Gdy zostajemy sami – kochajmy siebie. Ponieważ sami jesteśmy dla siebie uczynić cuda

TAK – CUDA!

Własną siłą, nieskalaną przewrotnością myśli, możemy być kim chcemy i robić to co chcemy.

Gdy tacy jesteśmy, przyciągamy do siebie cudowne osoby.

Nie mogę obyć się ze szczęścia w tej konkluzji i  dlatego , spontanicznie chciałam to w skrócie zapisać.

Ciekawe jest również to, że wiele osób nie widziało we mnie słabości i smutku.

Wręcz przeciwnie, ostatnie moje spotkania z ludzmi sukcesu, rozwijającymi swoje biznesy w sposób wydawało mi się lekki, a mimo to  z ogromnymi zyskami, uświadomiło mnie w tym, że potrafię walczyć. Że jest to zakorzenione w moim pierwiastku naturalnego odradzania się pozytywnego myślenia.

Trzeba tylko nieustannie być ze sobą w zgodzie. Wierzyć sobie i cieszyć cię wszystkim, co nam się przytrafia.

20180220_115518

A inwestycja w działania i doświadczenia, będąca bezcenną mocą, zwróci się wielokrotnie i na każdym, zaskakującym kroku.

20180220_115537(0)

Cudownego dnia 😊

 

IMG_3779[1]

 

 

 

 

CZY BALI SIĘ ZAWALI czyli BAŃKA SPEKULACYJNA LEONY

20150129_113831

 

Skoro ten blog jest o fantazji, o pasji i podróżach w realu i …snach, chcę wymiksować możliwości na skalę maksymalną. Uwielbiam wprost mieszanie snów z tym, co dzieje się podczas świadomości namacalnej. Wyobrażnia jaką się kieruje, już nie raz doprowadziła mnie do rozkoszy zmysłów, dodała pomysłów na real i uświadomiła, że trzeba cieszyć się tym, co sami sobie kreujemy.

Bo to jak ułożymy sobie dzień, miesiąc i całą przyszłość zależy tylko od nas.

Tylko my sterujemy naszym nastawieniem, naszą wizją świata, postrzeganiem i oczekiwaniami.

20150128_114713.jpg

W świecie opartym na spekulacjach, ba nawet w gigantycznym tempie rozwijających się potencjałach w bańkach finansowania spekulacyjnego, musimy znaleźć sobie swoje własne ujście.

20150126_154538

Obracając się w świecie różnorodnych ludzi, z jednej strony finansistów, bazujących na namacalnych kapitałach na bazie jakiejś produkcji, czy wydobywania surowców takich jak złoto, diamenty itd., a z drugiej zaś  strony  ludzi, którzy spekulują i inwestują w kryptowaluty, jest się jako wizjoner namacalny, stojącym okrakiem jakby pomiędzy dwiema górami, między którymi ogromna jest przepaść.

Jako osoba pracująca na bazie namacalnych biznesów, produkcji, ludzkiej unikalności, obserwuję rozwijający się rynek kryptowalut i technologii blockchain z otwartymi oczami i ogromnym zaciekawieniem. Jednak jako entuzjastka a jednocześnie sceptyk, chciałoby się od razu tego dotknąć, poczuć fizyczną wartość tych spekulacji. To proste, nie nadaję się pewnie do tego, bo gdy obserwuję z kolei działania Billa Gates’a ( założyciela Microsoftu), który będąc jednym z ojców sukcesu tej firmy krytycznie wypowiada się na temat nowoczesnych technologii, a stawia nadal na Apple, która nie byle jak, ale generuje niesamowite zyski na swoich produktach – 61,1 mld  usd,  z czego 13,8 mld zysku w ostatnim kwartale, a kapitalizacja na poziomie 937 mld usd –   to w prostym skojarzeniu, bardziej zawierzam mu. To jest jak wierzyć w coś, co się rozumie albo nie.

Gdy patrzę jak żyje przykładowy Bill Gates, w jakich spektakularnych wnętrzach się obraca, jakie technologie i nowoczesne urządzenia tworzą jego otoczenie, nieprzeciętny gust w tzw wyposażeniu życia, to wierzę jemu. W prostym zwyczajnym skojarzeniu. Jeśli on będąc matematycznie rozwiniętym człowiekiem ponad przeciętną tak mówi i dowodzi temu co robi, przykładem swojego życia, to wydaje się proste, że powielając schematy jego działań, też odniesie się taki lub większy sukces 😊

A jednak chcemy odkrywać zawsze coś nowego. Bo czy scentralizowane banki dają nam pewność? Ale może czy zdecentralizowane  nam ją dają?

Otóż nie. NIC NIE DAJE NAM PEWNOŚCI.

Po krótce konkludując, nie warto wierzyć w czyjeś słowa.

Warto słuchać i poszukiwać różnych opinii,

Ale ZAWSZE wyciągać swoje wnioski, swoje własne cele i je realizować po swojemu.

Bo tylko gdy jesteśmy czymś osobiście zafascynowani, uwielbiamy coś robić ponad wymiar czasu, który jest najcenniejszą wartością, to wtedy możemy mieć pewność, że szczęście będzie podążało z nami w realizacji naszych wyzwań i marzeń.

Powracam myślami do odbytej podróży na BALI. Urokliwa to i niezwykle ezoteryczna wyspa w Indonezji.

Będąc w jej sercu, UBUD  i słuchając odgłosów dżungli rozpościerającej się niemalże tuż o krok w każdym miejscu, nawet okalającego miasteczka, czuje się niezwykłe połączenie z egzotyczną naturą i jednocześnie przenikającą magią.

20150128_082304.jpg

ja pod bananowcem20150128_105234

20150128_105333

20150127_123053

magia krajobrazu

 

Nie sposób jest nie czuć tutaj wszechogarniającej nuty czarów, zapachu kadzideł z niemal każdego domostwa i niezwykłej urody plaż.

Tutaj jakby zstępuje się na ziemię bosa stopą, w zapomnieniu rzeczywistości i pędzącego rozwoju.

plaza

plaza z leżakami

ja z plazy

kąpiel

A jednak natchniewa się siłą, która daje moc do działań po powrocie do życiowego super zgiełku.

Czy uścisk miłosny węża dusiciela,

waż boa 2waz boa 5waz boa 4

czy kąpiel w basenach królewskich, balansowanie na odległych pałacach wodnych, nic z tych rzeczy nie wytrąca z równowagi. Niby jest to doznawanie odlegle od codziennego, ale jakże pobudzające zmysły i rozwój wewnętrznych doznać. A czy to nie one wpływają również na nasze póżniejsze postępowania?

widok na pałac

baseny królewskie 2baseny królewskie 1

leona widok z gory

leona w pałacu

taniec tryumfalny

Jakim cudownym darem jest więc podróżowanie do tak odległych i innych zakątków świata.

Rozbudzającym namiętności i wielbienie życia.

Niesamowity czas opętuje nas podczas porannej jogi, cudownego biegania czy po prostu spektakularnego zachodu słońca.

joga

leona i małpa

bieganie na plaży

zachód słońca

I wracamy do realu. Czy kryptowaluta da nam takie doznania?

Spoglądając jeszcze inaczej przez pryzmat matematyczny rozwijający się w filozofię, jest to możliwe.

Ale na ten moment myślę, że tylko dla najlepszych uzdolnionych matematyków, dla wizjonerów z mega szerokimi horyzontami i sprytniejszych technologicznie umysłów.

Jakże cudownie jest być wśród nich i doznawać obok namacalnego piękna, spektakularny rozwój ponad ludzkie wyobrażenie.

Na miarę naszych czasów, rozwój w YTD jest teraz kilkakrotnie szybszy na minutę niż kiedykolwiek. Doznawajmy więc wszystkich nowinek, jakie nam się przytrafiają. To one są gwarancją naszego rozwoju.

Bieżmy je garściami i żyjmy NASZĄ CHWILĄ  tu i teraz.

LOVE ❤

 

nad przepaścią