Blog

PORTUGALIA CZ.1: SINTRA – MAGIA I NARODZENIE MOCY

20170728_131044

Czy instynktownie podążamy do miejsc, które nas określają? Czy zaskakiwanie siebie jest podwaliną do własnego odkrycia? Ja od urodzenia podążam wyłącznie swoimi ścieżkami i to co spotykam, czyni mnie samozwańczą odkrywczynią stylu życia nieogarniętego realizmem ziemskim… Niejako więc samoistnie przemierzając Portugalię od południa aż po północne jej krańce, spotkałam na swojej drodze miejsce, które okazało się jakby zwierciadlanym odbiciem tego, o czym myślę i zachodzę w głowę. Z pewnością jest jeszcze kilka takich miejsc na ziemi, ( mam zamiar do nich dotrzeć), ale na ten moment jestem zachwycona, tym gdzie dotarłam uciekając z Lizbony J …gdzie co krok zaczepiana byłam przez światki nazwijmy to „ przestępcze” – nie czując się tam bezpiecznie, zmieniłam kierunek mojej osady i zamiast w Lizbonie, zamieszkałam w Cascais ( o którym opowiem w następnym ujęciu), a z którego niedaleko już było do końca kontynentalnej Europy Cabo da Roca i po drodze do … magicznej Sintry. To miejsce które mnie uwiodło. Upoiło swym mistycyzmem i zakresem dziejów i ich szczątków, jakimi jest usłane.  Wysiadłszy na dworcu w Sintrze ( to najwygodniejszy dojazd, pomijając fakt jak jeżdżą Portugalczycy, szybko i niedbale- pociąg jest jednym z lepszych środków komunikacyjnych, a na pewno w środkowej i północnej Portugalii) – już sam dworzec uśmiechnął się do mnie w mozaikowym portugalskim kafenictwie, a powietrze wynikające z położenia górskiego, otoczonego lasami, połechtało orzeźwieniem po minionych tropikalnych dniach.

20170728_131103

Mój kierunek ustawił się na dwa wybrane miejsca, które mnie przyciągały, mimo że Sintra to miejsce, gdzie znajduje się aż 5 zamków i 10 pałaców. To miejsce arystokratycznych schadzek królow mauretańskich i władzy, gdzie odpoczywano, polowano i romansowano. Ta aura przetrwała do dziś, trzeba tylko trafić na dzień, w którym nie napadnie cię stado turystów ;))

20170728_135405

 

Tak było w moim przypadku… Zmierzyłam pod górę, na jej połowiczną wysokość  do wyznaczonego  miejsca Quinta da Regaleira. Idąc pod górę, zatrzymał się czerwony kabrio z pytaniem, czy nie podwieźć do góry. Skorzystałam z usługi, gdyż przed nami była jeszcze w planach inna twierdza.

 

20170728_14074820170728_140931

Wysiadłszy przed bramami quinty , zdobionej maszkaronami, pobrałam mapę i wstąpiłam do niezwykłego ogrodu zbudowanego na kształt wszechświata, należącego w XIX wieku do ekscentrycznego właściciela,  Carvalho Monteiro, zwanego też Cavalho dos Mihhones, który dorobił się swej fortuny w Brazylii handlując kawą  i kamieniami szlachetnymi. Tak jak jego właściciel, będący wolnomularzem interesującym się teoriami spiskowymi i kosmosem, jego miejsce zamieszkania oddawało samoistnie jego charakter. Zbudowany wg projektu równie ekscentrycznego, znanego ze swego neomanuelińskiego stylu ,  projektanta ów czasów, Luigiego Manini . Na każdym kroku można znaleźć tu ukryte symboliki masonów, templariuszy, różnokrzyżowców i innych nie rozpoznanych do końca kultur. To miejsce mistyczne, jak z koszmarnej bajki. Idąc ścieżką w górę nie wiesz, w którą stronę pójść, gdyż masz wielokrotność wyboru i tylko Ty możesz zdecydować, jak to ogarnąć.

20170728_150448

20170728_15105020170728_141106

Nie wiedzieć czemu pierwszym moim przystankiem okazała się grota dziewicy, która okazała się kamienną jaskinią, w półmroku schowaną w otchłani kamiennego wgłębienia. Czy tu dokonywano rozdziewiczeń panien wkraczających na teren mistycznego zamczyska? Jakby owiana cudowną sławą, sama w sobie okazała się zimna i nieprzyjazna. Szybko stamtąd uciekłam, kierując się wąwozem z kamiennym sklepieniem połączonym konarami dziwnie powyginanych drzew.

20170728_152107

 

A gdy przysiadłam pod ogromnymi głazami, jakby ułożonymi ręką olbrzyma, z zaciekawieniem sięgnęłam po mapkę, nie wiedząc kompletnie gdzie się znajduję…

20170728_154119

 

Co się potem okazało, ten punkt przyciągnął mnie magicznie. Bo oto, za ciasną obudową ów kamieni, tuż za małym jakby labiryntem , ukazała się wąska budowla w kształcie wieży, ale sięgającej w dół!  Była to słynna STUDNIA INICJACJI, zbudowana z 9ciu poziomów w dół, sięgając poniżej gruntu i stanowiąc symboliczne połączenie ziemi z  kosmosem. 9tka, cyfra mojego dnia urodzin kolejny raz opatuliła mnie swymi krętymi zejściami do mrocznego padołu. Schodząc krętymi kamiennymi schodami czuć półmrok i stęchliznę. Czar uwodzenia unoszący się jednocześnie w tym prostopadłym tunelu, łączącym niebo i ziemię, doprowadza do sytuacji, gdzie samemu zaczyna czuć się mistyczną przestrzeń. Jakkolwiek największą moją osobistą marą jest oczywista ciemność, tutaj już znalazłszy się na dole i zadzierając głowę do góry, doznałam wiedżmińskiego oddechu. Jakieś napięcie mnie okrążyło, aż włosy skręciły się w drobne loczki ( ciekawe że tylko u mnie)  i doznałam ulgi istnienia. Przeniosłam swoją duszę poza ziemskie zrozumienie. Dotkliwość uczuciowa mnie opuściła, poczułam się nietykalna w swej wartości, a w uścisk podjęła mnie moc jakby czarodziejskiej różdżki. Śmiejesz się 🙂 ? Może wydawać się to zabawne zwykłym istotom żyjącym tym, co wydarza się na ziemi. To znak, że jesteś człowiekiem 🙂 Ale można w takich właśnie miejscach poczuć coś więcej, czy ma się związek z kosmosem. Ten fruwający, niezidentyfikowany element załamanego światła, nakładającego się w okolicach mojej twarzy, nieważne pod jakim kątem ustawiłam obiektyw, towarzyszył mi do końca tam pobytu. Ochrona patrzyła ze zdziwieniem i niejakim przerażeniem w oczach, kiedy wychodziłam w stronę kolejnych podziemnych labiryntów, a plamka załamanego światła podążała przede mną 🙂 Bo oto na nikogo innego  z kilkorga ludzi tam będących , lecz tylko na mnie,   padło  widmo ów tajemniczego odblasku. Tak czy inaczej doznałam też innej skazy, o czym przekonałam się dopiero wieczorem i potem oglądając zdjęcia. Coś dziwnego ukąsiło mnie w czoło i z naroślą jak przybysz z innej planety, wędrowałam dalszymi podziemnymi podwojami. Nikt tego nie zauważył. A może bał się na mnie spojrzeć 🙂

20170728_154412

20170728_154928

 

20170728_155917(0)

20170728_160616IMG-20170729-WA0094 (2)

Ze Studni Inicjacji jak już wspomniałam wychodzi siatka podziemnych tuneli, którymi można dotrzeć w nieoczekiwane miejsca, a nawet wydostać się na zewnętrzne granice posiadłości. Ja wyszłam pod wodospadem, który idyllicznie spływał ze skał na sadzawki pokryte cudownie gładką rzęsą, jak aksamitny dywanik. Myślę sobie, jakie to niewiarygodne, że takie miejsca naprawdę istnieją.

Tutaj czując się jak elfik, leśna wróżka czy ważka, pobawiłam się gramoląc się na każdy kamień, grotę czy zaglądając we wszystkie niemal zakamarki.

20170728_162433

 

20170728_16144920170728_162416

IMG-20170729-WA0100

Stamtąd przedostałam się do głównej siedziby mieszkalnej, gdzie wnętrze zaskakuje swym mrocznym nagięciem i charakterem właściciela.

20170728_164836

Niesamowita biblioteka z lustrzaną podłogą, czy dachowe ogrody to tylko niektóre z tajemnic jakie kryje ten dom. To dom pląsających dusz dających natchnienie do magicznego postrzegania rzeczywistości. Oczywiście tysiące ludzi, które tam wchodzi, nawet nie piśnie słowa, nie rozumiejąc nawet, co go otacza. A to  cała symbolika rzeżb i ułożenia wnętrza zaprasza do elitarnego doznania masońskiego przekazu bytu (…). Gdy wyszłam na taras, na który przechodzi się najwęższą jaką kiedykolwiek szłam wieżyczką,  ujrzałam rozpościerający się cały widok na zbocze posiadłości

20170728_165255

 

20170728_165351

i ciemne, zasnute chmurami tajemnicze wzgórze. Usiadłam by je obeserwować i wtedy chmury rozstąpiły swe ciemne oblicze, ukazując niebotyczny widok na szczytowe posadowienie zamczyska Maurów… Musiałam tam już pójść. Czułam się zaproszona i ujęta ugięciem żywiołu.

20170728_165217

20170728_145430

 

Zapadał już powoli zachód, inni turyści raczej zmierzali w dół, by powrócić przed zachodem słońca do bezpiecznego miejsca u podnóży Sintry. Ja jednak czułam nieugiętą potrzebę wejścia na ten szczyt. Dojechałam tam znów przydrożnym kabrio, który wysadził nas tuż przed bramą wejściową.

Tu znów profesjonalnie przygotowanie entree z mapami w kilkunastu językach ( oprócz Polskiego oczywiście) , mimo że tuż przed zamknięciem dla zwiedzającym, udało się wejść.

Dojście do zamczyska toczyło się pod górę, wzdłuż olbrzymich kamulców tworzących fasadę podzamcza. Mroczna, wilgotna aura przyśpieszała bicie serca. To jakby przeniesienie się do innych czasów. Mijając maleńką kapliczkę, czy miejsce, na którym wieszano jeńców, nie zbiło mnie z tropu i podążałam na szczyt. Gdy weszłam na dziedziniec i poczułam majestatyczność tego miejsca, odbiegłam już w ogóle od rzeczywistości. Doznałam szczęścia. Przestrzeni i błysku w oku.

20170728_181300

Castello do Mauros to ruiny jednego z bardziej spektakularnych zamczysk na ziemi. Pierwsze zabudowanie postawili Arabowie, w VIII wieku,  za panowania Maurów na Półwyspie Iberyjskim. Natomiast niesamowicie zdewastowany podczas Lizbońskiego  trzęsienia ziemi w 1755 roku nigdy potem nie został już w pełni odrestaurowany.  W XIX wieku Ferdynand II nieco go przywrócił do życia, by móc podziwiać jego osobliwość ze swego zamku PAlaccio Pena.  Ale porozrzucane ogromne głazy wokół twierdzy przypominają o pozostałościach tego żywiołu i dodają mu niezwykłości. Wdrapując się na mury doznaje się zapierających dech w piersi widoków. Rozprzestrzeniają się bowiem one  na całą Sintrę, wszystkie zamki i pałace, a nawet w czasie klarownej pogody dosięga się wzrokiem ocean.

20170728_182423

20170728_182114

 

 

20170728_182259

 

Tak jak magiczna Quinta da Regaleira uśpiła moją czujność , budując emocje magii i czarów, tak tutaj doznałam powierzchni wiatrów, przesilenia całej mocy. Stojąc na najwyższej z wież, okalałam widok rozpościerającego się z jednej strony pasma górskiego Sierra de Sintra, a z drugiej wokół przestrzenie otwarte na ocean.  Jakbym pozdrawiała rycerzy wyruszających na wojnę i zostawała sama w panowaniu wiecznym 🙂 Odpowiedzialna za swą dolę i piękno duszy, mimo porażek i cierpień.

Ogrom doznań i myśli kłębiących się w mojej głowie przepełnił mnie prawdziwym uczuciem wiary w żywioły i w siebie, jako małą istotkę, ale z wykorzystaniem własnego umysłu, doznającą bezgranicznego piękna tego padołu i podążającą z ciekawością swoimi ścieżkami. To stąd można sobie krystalicznie wyobrazić, jak patrzenie przestrzenne dodaje nam mądrości, szerokiego ujęcia potencjału ludzkiego i zrozumienia różnych zależności.

 

20170728_191358

I choć nikt jeszcze nie znalazł tu rzekomo ukrytych drzwi do podziemnego miasta pod górami Sintry, a nawet do ukrytej mistycznej krainy Agaartha, która dochodzi aż do jądra ziemi, to świadomość tych możliwości napełnia moje wieczne natchnienie w obliczu prostych doznań ziemskich.

20170728_191508

Stąd powrót do Cascais o zmroku okazał się jakby przestąpieniem z krainy magii do krainy ziemskich doznań arystokratów i ówczesnej bogaterii.

Do zobaczenia w kolejnym odkryciu Portugalii na wzgórzach Cascais

20170727_140013

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

HONGKONG – SEN O PORCELANOWEJ LALECZCE

Często mam w trakcie moich podróży jakieś skojarzenie, sen lub marzenie, które sprawiają że doznaję ich bardziej i głębiej. Czy to Shanghaj, Singapore, Dubaj czy Hongkong, uzmysławiam sobie jedną klasyczną udrękę.

Jak tu być piękną, mądrą i bogatą? Czy dziewczyny z wyżej wymienionych miejsc są piękniejsze? Czy są mądrzejsze? Nie w moim typie 😉 – ale z pewnością często luksusowe 😊

Odwiedziwszy wszystkie z tych zakątków i będąc w centralnie luksusowych miejscach, stwierdziłam, że otaczają nas tam laleczki-ku..weczki😊  To najczęściej kobiety, które żyją na utrzymaniu ojca lub faceta/ facetów, którzy płacą im za towarzystwo, kupując biżuterię, kosmetyki, apartamenty, samochody i finansują ich wielokrotne operacje plastyczne tudzież nawet ich „biznesiki” – nadając im „świadomości”, że są niesamowite.

Hm OK – w innych krajach też tak poniekąd jest albo zaczyna być, ale tam, jest to nagminne i na porządku tzw.dziennym.

Moja przyjaciółka, która ostatnio wróciła z Dubaju wymieniała ze mną skojarzenia, które ja z kolei przywiozłam z Shanghaju i Hongkongu. Idąc ulicami jestem co prawda w tłumie, ale w tłumie napstryczonych karykatur ludzkiego piękna.

Wśród karykatur sztucznie zawirowanych w piękny świat high life, samochodów, diamentów i sztucznych – ryboflawinowatych ust. Dziewczyny kogo wy chcecie ująć? Rozumiem że pajacyków, którzy nie mają skojarzeń z przyjażnią i wartością, ale silikonem i złoconymi gadżetami.

Ale się rozkręciłam 😊)))))

Ale właściwie nie chciałabym już się skupiać na tym, ale jak piękne może być życie każdej z nas, gdy tylko zawierzymy we własny umysł, własną fantazję i skupimy się na 110% na tym, co uwielbiamy robić.

W takim świecie, owianym luksusem, są też szare kąty i ludzkie mrowiska

Dlatego też ujarzmiwszy w sobie swą niedoskonałość ale zarazem gorącość zmysłów, postanowiłam doznać smaków tych miejsc z innej perspektywy.

Będąc właśnie niedawno po raz któryś w Honkgongu , w przerwie między targami i spotkaniami biznesowymi urwałam sobie  małą idylliczną „przerwę”

Sam Hongkong znów mnie zaskoczył, patrząc wiercącymi oczyma. Otóż jest to miejsce bardzo kosmopolityczne. Jako że jestem związana ze światem designerskim, spotykam tu zawsze ciekawe osobistości lub docieram do spektakularnych miejsc, które przyprawiają mnie o bicie serca.

To w Hongkongu poznałam Brytyjskich jak i Szwajcarskich profesorów  i naukowców, specjalizujących się w rozwoju różnych gałęzi technologicznych i pracujących nad ich spektakularnym rozwojem. Jakoby dając swój polot, zdolności i wiedzę, widzą możliwości właśnie we współpracy z tamtymi organami nad technologicznym rozwojem świata. To w Hongkongu doznałam najbardziej zaludniony salon „I” , gdzie obok taki sam salon, nie mniej okazały oferował same podróbki, w doskonałej i pięknej oprawie. To w Hongkongu ludzie podpływają prywatnymi jachtami na spotkania z pobliskich wysepek i przesiadając się w „lambo” jadą na dalsze manewry.  Niesamowity rozwój, niesamowity rozmach, niesamowita dżungla możliwości.

20171019_140657

20171019_121049

20150317_152636

A jednak coś jest tutaj duszącego, co powoduje, że chcesz znaleźć sobie miejsce, by zobaczyć to z daleka…

20150321_153909

Może to być spektakularne wzgórze „ The Victoria Peak , na które wjeżdża się niemalże prostopadle starym, zawieszonym na linie tramwajem.

20150320_160638

20150320_162114

20150320_161743

Może to być któraś z pobliskich wysepek, na której doznaje się odmiennej aury. Np. wyspa LAMMA, na którą dotrzeć można barką, jest jedną wielką dżunglastą górą, gdzie świat się zatrzymał. Odbyłam na niej wycieczkę z jednej osady na drugą stronę, mijając uprawy bananowców, plaże, post hippisowskie knajpki – a w oddali smędzi się ogromna elektrownia węglowa. Ale nie chciałam psuć atmosfery. Nie jeżdżą tu samochody, a jedynie coś na podobę większych quadów

To jest co prawda wpisane w krajobraz całych Chin, co kawałek, ale na ten moment przymknę na to oko.

Chodzi mi bardziej o to, że tereny są niesamowicie spektakularne, soczyste, górzyste i z przepięknymi trasami wycieczkowo-wspinaczkowymi.

20171020_120657

 

 

20171020_135111

20171020_135636

 

20171020_142607

20171020_143441

20171020_143031

 

Zakończenie takiej  wyprawy w ukrytej po drugiej stronie wyspy wiosce rybackiej, jest zwieńczeniem smaków i zmysłów. Nawet serwujący Chińczyk z żółtymi zębami, nie zepsuje tej atmosfery, bo to co serwuje na stół – ze świeżych owoców morza jest nieziemsko pyszne. Cudooowne 😊

 

20171020_150002

20171020_164027

20171020_165118

20171020_172058

Powrót nocną  stylową drewnianą łodzią do Hongkongu, przez Aberdeen, jest  bardzo interesująca, mija się ogromne wzgórza wyspy Honkgkong, a wśród nich dziesiątki albo setki drapaczy chmur, które mienią się tysiącami światełek z rozświetlonych apartamentów. Niespotykana atmosfera takiego ultra kosmicznego stylu życia, na małej powierzchni, rozbudowanej w górę i w dół, na sztucznych również nasypach wyspowych.

 

Po powrocie do Hongkongu z takiej wyprawy już inaczej się go odbiera. Nie jest już tak duszno. Jest fantastycznie.  Czuje się ten otaczający monumentalizm ale zarazem świadomość otaczających wysp, sprawia, że nabiera się innego myślenia przestrzennego. Nawet można pokusić się o polubienie go … i nawet doświadczyć europejskich klimatów restauracyjnych – ze stolikami na zewnątrz i wspaniale schłodzonym białym winem…

Jest taki czar w tym miejscu, tylko trzeba go odkryć

20150320_183724

75f32a745462ef4e26e197effba3efc1

20150321_193104

Miałam to szczęście być zaproszoną na designerski wieczór u jednej z wiodących marek wnętrzarskich, której twórca , będąc Brytyjczykiem, stworzył w HK jedną ze swoich niezwykłych siedzib.

Było to jej otwarcie i nieskazitelna rozkosz móc w niej uczestniczyć. To miejsce jak z chińskiej bajki 😊 Osadzone w  ogrodzie lychee , którego centrum jest ów siedziba – dom KULA. Jakby spadła z kosmosu.

 

Prowadzą do niej równie obłe i kręte ścieżki, a w drodze towarzyszą tancerze z ogniami.

Gdy natomiast wejdzie się do wnętrza, roztacza się wokół atmosfera bańki mydlanej. Jesteś tam i nie chcesz wyjść… a może nie wiesz gdzie jest wyjście, bo wszystkie ściany są …okrągłe. Arcymistrzowskie rozwiązanie technologiczne, gięcia drewna i formowania betonu. Do tego stoły jak w krainie czarów.

20171116_222352

Dla takich wnętrz, dla takich doznań estetycznych, muzyki i ciekawych ludzi ze świata designu, chcę tam wracać. W takich okolicznościach kreuję własną duszę i sen o porcelanowej „laleczce” się ziszcza 😉

22c170c9068f262c02da02b5a18e716e

20171116_222026

 

VARANASI – KOLEBKA ŻYCIA I ŚMIERCI

IMG_9682

Obudziłam się o 4tej rano w jedynym z hoteli w najstarszym mieście świata  Varanasi, który uznawany jest za styl „zachodni” – to miejsce, gdzie gościł nas pierwszej nocy nasz gospodarz, ze względu na zaplanowane tury poznawania tego miejsca

Hotel otacza rozległy  egzotyczny ogród z basenami i nie ma nic wspólnego  z aktualnym stylem tzw. „zachodnim”, ale  gdy obudziłam się tego poranka, słysząc nocne odgłosy ptaków i innych bliżej niezidentyfikowanych zwierząt,  nie dochodziło tak naprawdę do mnie, co się wydarzy.

O 4:30 czekał na nas w lobby nasz przyjaciel i jego kolega, by zabrać nas w odkrywanie Świętego miejsca kultu Varanasi

 

Poranek był głęboko czarny a my jechaliśmy wypuszczonymi ulicami miasta, które budziło się wraz ze słońcem do życia.

Mijaliśmy sklepiki i stragany na których rozkładano owoce i kwiaty, otwierano markizy, zwierzęta budziły się i oznajmiały swój byt…

Gdy dotarliśmy do historycznego i znanego ronda, z którego prowadziła wyłącznie piesza już  droga do brzegu Gangesu, poczułam uderzenie buzujących motyli w brzuchu.

20171018_060045

Szłam ulicą z pomarańczową aurą, mijałam ludzi w najbarwniejszych szatach, uprawiających jakieś modły, medytujących albo śpiewających poranne pieśni, częściowo też zmierzających w stronę  świętej rzeki.

20171018_071415

20171018_060248

Owinięta chustą w długiej sukience i tak nie mogłam ukryć swej inności… nie było to jednak niemiłe, jak w innych krajach zdarzać się może.

Tu najdziwniejsi ludzie po prostu się przypatrywali, w milczeniu i zadumaniu… w magii swych myśli

20171018_071943(0)

A ja szłam cicho w tym zgiełku muślinującego się poranka… Im bliżej Gangesu tym węższe uliczki, zastawione czym się da, kobzy grające w uszach, w rytm których gdzieś z dzbana wyślizgiwała się w pion kobra… jak z baśni Alladyna

20171018_060608

Zapachy otaczały moje zmysły, czułam narastający rytm bicia serca i ogromną  moc bytu

20171018_072409

Aż budynki stały się bardziej kolosalne, w starej czerwonej cegle odbijały się promienie wychodzącego słońca…

I wtedy pojawił się przede mną  – GANGES święta rzeka

Kult

Modły i naturalizm wierzeń

Marzenia

Cud

 

 

Stojąc na szczycie schodów, spoglądałam na przeogromną rzekę, a płaska jej tafla niczym najdelikatniejszy aksamit rozpościerała się swym porannym połyskiem w sino różowych barwach

Brzeg zabudowany budynkami, które są symbolami ważności tego miejsca, bo każdy z nich to rodzaj prezentu wybudowanego przez jakiegoś Maharadżę lub królową w darze dla ówczesnego władcy.

 

Przyglądając się z góry dojrzewałam w myślach, jak eklektyczne jest moje odczuwanie

W oczekiwaniu na umówioną łódż, przyglądałam się ludziom wchodzącym z namaszczeniem na brzeg świętej wody.

Dostrzegałam naturalizm i pierwotność ruchów ludzkich ciał, w których doznania i wiara w spełnienie po kąpieli w Gangesie podczas wstającego słońca odradzała niesamowicie naturalne reakcje.

Kobiety rozpuszczały swe cudowne włosy, zakładały cieniutkie jedwabne suknie i zanurzały z namaszczeniem swe brązowe ciała … Pieściły się świętą wodą polewając każdą cześć swego ciała jej kroplami, moczyły długie włosy, masowały skórę … budząc w sobie wiarę w namaszczenie siebie

20171018_060755

Mężczyżni zaś wskakiwali do wody jak namaszczeni szaleńcy. Oddawali wieczyste pokłony, zanurzając całą głowę  z wielką energią, uginając ciało w pół… i tak w rytmicznym tempie.

Niektórzy zaś, zasiadali mokrzy na wyszukanej skałce wolnego miejsca i zaczynali śpiewać przejmującym głosem w stronę wstającego słońca …

 

20171018_064520

20171018_061148

20171018_061410

Wsiedliśmy na drewnianą łódż, którą wcześniej zorganizował wraz z wioślarzem nasz przyjaciel .

Popłynęliśmy wzdłuż wybrzeża doznając rozłożystości odprawiających się modłów zanurzonych w wodzie brązowych ciał.

Dziesiątki łodzi czekających na wyprawy w głąb i ta niesamowita aura hinduskiej muzyki wydawanej z transu ludzkich uniesień…

Rzeka ta jak wiadomo pochłania wszystko co hinduizm jej daje, oddając w zamian namaszczenie i chrzest wieczny – uznany w hinduizmie za najważniejszy obrządek.

20171018_062154

20171018_062159

Przed dopłynięciem do iście egzorcystycznego miejsca, wypuściłam też malutki wianeczek ze światełkiem na środku świętej wody, zostawiając weń magiczne życzenie (…)

IMG_9678

Na chwilę przejęłam wiosła, by jako urodzona lake girl doświadczyć i tej oczywistości, choć tutaj okazała się ona znów tak nietypowa, że łodzie przepływające koło nas z zainteresowaniem przyglądali się memu wyczynowi 😊)))))

20171018_063432

Po ustaleniu kierunku do miejsca gdzie odbywają się obrządki palenia ludzkich ciał, oddałam stery i przeszłam w stan niebiańskiego rozkoszowania się magią miejsca.

Ta cisza w tej niesamowitej głębii odgłosów i palącego się ognia na kamiennym stoku, umieszczonym po prawej strony od głównych schodów zajęła mnie w całości.

Stary obrządek hinduski mówi, by spalić zwłoki zmarłego, a jego prochy rozsypać na wodach rzeki Ganges.

Ten rytuał odprawia się po dziś dzień, uczestniczą w nim tylko mężczyżni ( ponieważ rzekomo kobiety zbyt bardzo histeryzują ) i to oni polewając zwłoki zmarłego olejem, podsycają ogień, aż do całkowitego spalenia ciała, po czym zbierają popiół i czynią obrządek oddania ich do świętej rzeki.

Wyjątek innego pochowania stanowią kobiety w ciąży i dzieci, oraz osoby które umarły na skutek ukąszenia kobry.  Te które umrą w tym stanie, wrzucane są do Gangesu bez spalenia. Obciążone kamieniami ciała znikają więc w rozległych głębinach…  Trafić się może, że ujrzymy ludzką głowę lub nawet ciało, które wypłynie na wierzch rzeki. Nikogo to tutaj nie zadziwia…

20171018_064748

Niewiarygodnie wspaniałe jest to, że z rzeki nie ulatnia się  żadna woń, żaden smród, o którym tyle się mówi powszechnie

A może jest to takie przenikniecie w ten świat, podczas pobytu tam, że się tego po prostu nie czuje.

Ja wyczułam jedynie „woń” palonej skóry i włosów, po tym jak wyjęłam chustę którą miałam na sobie ów poranka z walizki, 3 dni po dotarciu do Honkgongu.

20171018_062359

Po takim rytualnym odlocie, powrót krętymi uliczkami , o szerokości max 1,5 m, obsadzonej mnichami lub innymi namaszczonymi z powołania ludzmi o najróżniejszych wyglądach, wytworach na twarzach, nogach , głowach i rękach staje się normalną ucztą dla doznań.

W jednym z takich miejsc, gdzieś w głębokim zaułku, do którego nigdy sama nie trafię po raz kolejny, zostaliśmy ugoszczeni pokazem oryginalnie wytkanych slik chust i sari.

Siedziałam na miękkich poduchach na podłodze, a przede mną odgrywał się istny pokaz teatralny materiałów, szat i gotowych tkanin, do typowego hinduskiego stroju…

 

Powrót do hotelu okazał się jak spadanie w przestrzeń. Nie możesz wyobrazić sobie żyć w takich warunkach, ale wracając do normalności już tęsknię za tą magią.

Orzeżwiające pływane w ogrodowych basenach przyhotelowego dostatku odświeżyło mnie na dalsze odkrywanie Varansi …

20171018_085800

20171018_090032

Następnego dnia trafiłam na powitanie dnia do różowej świątyni — przynależącej do uniwersytetu.

Sama architektura budowania  ulic i wszystkich budynków uniwersyteckich wraz z ów budowlą temple sprawiają przeniesie się do rzeczywistości kolonialnej.

Każdy z budynków jest ogromny i otoczony własnymi ogrodami i ozdobnymi  bramami, a same ulice doń wiodących są bardzo szerokie, obsadzone egzotycznym drzewostanem.

20171018_074819

20171018_074900

20171018_074707

Do temple … wybrałam się z mnichem … który w swym spokojnym i pełnym rezerwy obyciem, oprowadził mnie po magii tego miejsca.

IMG_9683

Zwieńczywszy ten udział najbardziej kllimatyczną jogą w budzących się ogrodach … doprowadził mnie do stanu lekkości i ukojenia. To podczas tego jogowania zetknęłam się z naturalistycznymi figurami, które zwykłam robić naturalnie jako dziecko. Zadziwiające jakie mają one odzwierciedlenie w ćwiczeniu ciała i duszy.

Byłam jak zaczarowana, wyciszona i bezgranicznie szczęśliwa.

Nieprawdopodobne jest uczucie świadomości, gdy można doświadczyć samowiedzy o sobie. Poznać siebie i dawać sobie rozkoszy bytu.

20171018_080532

20171018_080209

20171018_080019

A gdy dowiedziałam się, że gdy do tego miejsca chłopak zaprosi dziewczynę na randkę, ich przyjażń oznacza coś wyjątkowego. Takie parki usnute czystym uczuciem i budzącą się miłością to częsty obraz który można tam spotkać. Uraczające to i słodkie.

 

Dzień wypełniony buddyjskimi  klimatami musi być namaszczony wizytą w miejscu, gdzie Buddha założył swoją pierwszą osadę ze świątynią, w której przekazywał swoje najpierwsze nauki,,,

To nieopodal Varanasi malutkie  starożytne miasteczko Sarnath – wykopalisko roztoczyło się z kolei jak miejsce pielgrzymkowe, do którego zmierzają całe grupy mnichów i ascetów  różnych odłamów.

20171018_135056

20171018_141410

Miejsce usłane ciszą i gorącem … a nieopodal krokodyle  …

20171018_143542

Tu nastąpiło przesilenie.  Całość doznań się tak skumulowała, że zaczęliśmy ówczesnymi zabawami jego doznawać.

Odprawialiśmy jogowe modły, rozmawialiśmy z najdziwniejszymi kreaturami ludzkimi i napawaliśmy się  ówczesnym jestestwem

 

Mały chłopczylek chodził za mną jak piesek — chcąc sprzedać mi zapewne ukradzioną figurkę  — GANESHA- HINDUSKIEGO BOGA sukcesu, zdrowia i nowych początków 😊

 

Gdy ją ostatecznie od niego kupiłam, stanął na rękach i zrobił obrót w tył do mostku, niczym zwinne zwierzątko w puszczy…

Nie sposób podsumować tych wrażeń. Jestem nimi po prostu przepełniona, jakbym została ochrzczona w dorosłości…

 

Ciekawe czy wrócę w to miejsce. Mam tu co prawda umówioną wyprawę do indyjskiej dżungli  na słoniach – lecz w nieznanym terminie,

20171018_142920

Ale już sama myśl o tym wydaję mi się tak nieprawdopodobnie spektakualarna, że aż trudna do realizacji 😊

Namaste !

20171018_141830

 

 

Indyjski koniec świata = początek świata

 

IMG_9418

Nigdy nie można sądzić, że nie wyląduje się w zadziwiających miejscach…

Tak jak ja, osoba która nie zamyka się na przygody i odkrywanie świata, nie przypuszczałam, że któregoś dnia wyląduję w najświętszym i najstarszym miejscu kultu – hiduskim VARANASI

A jednak tak się stało…

 

To był magicznie poruszający czas, a ja czułam się, że śnię  lub lśnię w rzeczywistości.

 

274U5752 (2)

Po ciężkiej wyprawie biznesowej na targi w New Delhi i okolicznych fabrykach, zdecydowałam się na odwiedzenie miejsca, gdzie ręcznie tkane dywany, to sposób powszedniego zarabiania na życie.

 

DŁugo znany mi producent, zaprosił mnie do swoich fabryk , które mieszczą się w okolicach Holly Citi of Varanasi.

 

Miejsce niezwykłe, do którego wrócę za moment … ale muszę też opisać niezwykłość w ogóle całego miejsca i odkrycia, jacy ludzie są dobrzy, jednocześnie sterując ogromnymi biznesami.

Nie ujawnię tu nazwy firmy ani nazwiska rodziny z przyczyn oczywistych, natomiast nie mogę oprzeć się opisaniu jak wielkie serca mają ludzie, którzy poznali cały świat i wrócili do swojego miasta i okolic, by tam szerzyć naukę, rozwój medycyny i biznesu.

Otóż człowiek, ojciec rodziny głęboko osadzonej w  religii muzułmańskiej przebywszy cały świat w poszukiwaniu szczęścia, wraca do małej wioski … by tu powierzyć siebie.

 

Rozbudowując ogromny biznes, zakłada też rodzinę, w której rodzi się 7mioro dzieci.

Każde z nich z góry dostaje zadanie na rozwój życia i realizację planu głowy rodziny.

 

Swoje dzieci posyłam od wczesnych lat do zagranicznych szkół i na studia, wykształca ich na  lekarzy, prawników i biznesmenów.

W efekcie dzisiaj, każde dziecko rozwijając siebie, realizuje plan ojca, który chartatywnie pobudował dwie szkoły, nadal je utrzymując i gwarantując naukę biednym dzieciom.

W budowie jest nowy szpital, obok już dziś funkcjonującej kliniki, gdzie najbiedniejsi znajdują pomoc – bezkosztowo – bez ubezpieczenia

Jego biznes dywanowy – kontynuują dwaj kolejny synowie, którzy doprowadzają go do światowego sukcesu w branży i uznania producenta  wśród najsławniejszych marek interior i fashion. ( min włoskie i francuskie firmy jak i amerykańskie produkują właśnie tam!

Co za niesamowitość !

Już sama myśl jest podniecająca. Jak wyobrazić sobie mogę to miejsce, tych ludzi, warunki —- nie mogę

Muszę tam jechać.

 

Ląduję na małym domestic lotnisku w mieście Varanasi, z którego odbierają mnie i moich towarzyszy szoferowie w wypolerowanych najnowszych modelach terenowych indyjskich samochodów, wyróżniająych się znacznie na tle pozostałych.

IMG_9446

Jadąc w luksusowych warunkach mijam tak biedne wioseczki i domostwa, jakie tylko można ewentualnie podejrzeć w telewizji.

Nie wyobraża się sobie w normalnym życiu, że można tak jeszcze mieszkać.  Domostwa  z gałęzi i tektury, pola uprawne, gorąco, krowy wraz z ludżmi w tych samych zagrodach

IMG_9467

Aż wreszcie dojeżdżamy do jakby miejsca kolonialnego z XIX wieku.

Przed nami rozpościerają się gustowne rezydencje z wielkimi tarasami, kolumnami, markizami  ….

 

Dojeżdżamy do ogromnej posiadłości, która zawiera dom, showroom, magazyny, biura , wszystko jakby ułożone jak zamczysko, które za murami zawierało wszystko.

IMG_9448

20171017_182752

Wysiadam z samochodu, dostaję osobistego „towarzysza”Idziemy na lunch przygotowany przez własnych kucharzy, w jadalni usytuowanej koło showroomu.

Wchodząc tam, czuję bogactwo w powietrzu, czystość jak kryształ i aksamit

Smakowite jedzenie i zapachy.

 

IMG_9553

Przechodzimy do biznesu.  Wybieramy dywany, ustalamy kolorystykę i design i kolej na odwiedzenie fabryk, gdzie odbywa się magia ręcznego tworzenia dywanów.

20171017_191029

Wszystko w warunkach „ naturalnych „ i totalnie oderwanych od rzeczywistości, gdzie tkanie ogromnego dywanu wykonują 3 osoby jednocześnie, tworząc wzór, który ani w cm nie odbiega od tego, który wykonuje go jednocześnie obok.

IMG_9578

 

Pranie w kanale i suszenie na trawiastych powierzchniach, a następnie ręczne strzyżenie powierzchni przez zespoły mężczyzn sprawiają, że przenosisz się naprawdę na plan czasów kolonialnych, gdzie ludzie wykonują ręcznie niesamowite prace.

IMG_9633

IMG_9613

Jadąc wioskami od firmy do firmy, widać że właściciele są tu powszechnymi magnatami, którzy dają wioskom elektryczność, szkoły i darmowe leczenie.

Dojeżdzamy również do niesamowicie nowoczesnych i technologicznie rozwiniętych fabryk z maszynami tkaczymi. Te również tam są/

IMG_9652

Jestem pod wrażeniem tak wielkim, że wydaje mi się to jak sen, jak przeniesienie naprawdę w rzeczywistość sprzed 100lat pomieszaną z teraźniejszością.

 

Zwieńczenie dnia w typowej village restaurant domyka natchnienie.

20171017_204954

Bo oto wchodzimi do domu sprzed 400lat i spożywamy kolację w najstarszym stylu hinsuskim.

Jadło podawane jest na grubych drewnianych pniach, a na nich talerze z liści bambusa. Picie i zupy podawane w cieniutkich glinianych ceramikach, u wejścia ogromnie piece i  paleniska, na których przyrządza się jadło.

20171017_210131

W oczekiwaniu natomiast można ułożyć się wygodnie na średniowiecznych leżakach, na których niegdyś zwykli spać hindusi…

Jemy rękoma, w otoczeniu wystrojone rodziny przyglądają się nam ale używają też iphona 😊

20171017_205524

Chcą mnie fotografować, bo nieco odróżniam się od nich. Właściciel nie pozwala, dbając o prywatność i bezpieczeństwo.

Czuję się , że film rozkręca się na dobre

A magia dopiero się zaczyna …

Następnego ranka pobudka o 4:30 😊

HALLOQUEEEEEN MASURIA LAKE

DSC_0707 (2)

 

It’s been too long and I’m lost without you
What am I gonna do
Said I been needin’ you, wantin’ you
Wonderin’ if ur the same and who’s been with you
Is ur heart still mine
I wanna cry sometimes
I miss you

 

DSC_0681 (2)
Now I’m sittin’ here
Thinkin’ ’bout you
And the days we used to share
It’s drivin’ me crazy
I don’t know what to do
I’m just wonderin’ if you still care
I don’t wanna let you know
That it’s killin’ me

 

DSC_0618 (2)
I know you got another life you gotta concentrate baby
Come back…to me
Can you…hear me (Callin’)
Hear me…callin’ (For you)
For you…’Cuz it’s

20171101_142507 (2)

DSC_0695 (2)

It’s been too long and I’m lost without you
What am I gonna do
Said I been needin’ you, wantin’ you
Wonderin’ if ur the same and who’s been with you
Is ur heart still mine
I wanna cry sometimes
I miss you „

 

 

DSC_0636 (2)

<3<3<3

20171101_142151 (2)

 

LAGOS FIT PLAGOS I PORTUGALSKI CARINHO

20170724_132038

 

Podobno Lagos nie jest typowym miejscem w Portugalii, ponieważ bardzo mało tu …Portugalczyków…

20170724_144456(0)

 

którzy sami w sobie są bardzo otwarci, ale jak na mój gust, charakteryzują się zbyt dużą powierzchownością, energicznym podejściem do życia powiedziałabym nawet hulaszczo wyuzdanego i  faktem jest, że w większości słychać jest tu język brytyjski czy niemiecki, a nawet często polski, ale moim zdaniem by  wygrzać się w słońcu i poczuć portugalski feel, warto tu zajrzeć.

Po odwiedzeniu kilku fabryk specjalizujących się w produkcji bawełnianych wyrobów, najlepszych na świecie, skierowałam się do odkrycia południowego wybrzeża Portugalii – Algarve.

20170724_184621

 

 

Jest to tak przepięknie urokliwe miejsce, że zakochałam się w nim na zabój. To klimat niczym z powieści Marqueza. Budzisz się z widoczkiem na markizy, a za ich rogiem, cudowne wybrzeża zapraszające na swe rozgrzane piaski.

20170725_141922

20170724_150952

Tu biegałam co rano, wzdłuż  najjaśniejszej plaży świata Meia Praia , całej pokrytej białymi i piaskowymi muszelkami …  Śniadanie w jednej z przybrzeżnych restauracyjek przy gigantycznym odpływie, od razu zachęca, by odkrywać pomarańczowe groty nieopodal , które już wczesnym popołudniem zalewane są kilkumetrową falą lazurowej wody.

 

20170724_113024

 

Warto też skorzystać z ogromnej ilości propozycji popłynięcia motorówką lub kajakiem, by wpłynąć na najbardziej niedostępnych jaskiń, wyżłobionych w nadbrzeżnych klifach. Tu wchodząc w podwodny świat koralowców jesteś jak w bajce.

20170725_104035

20170725_103537

20170725_105832

 

Przejście natomiast wybrzeża rozpoczynając od przedpołudnia w stronę zachodnią, czyli po odkrytych odpływem raf i skałek, jest niemalże spektakularnie niecodziennym przeżyciem.

Lazurowa woda, pomarańczowe skały i kolorowe muszle budzą w tobie dziecięcą radość i sprawiają, że ulatnia się stres i inne twory niefajnych zdarzeń.

20170725_110648

20170725_104800

20170725_120703(0)

 

Moje ulubione Ponta da Pietade  i Camilo Beach, okazały się komnatami moich codziennych uciech i zabaw. Kąpiele w ciepłych wodach południowego Atlantyku , w porównaniu z arktycznie zimnymi wodami Cascais, powodowały że były treścią południa.

20170725_121908(0)

To zbiory z jednego przejścia i wdrapywania się na skałki.

 

IMG_5747IMG_5739

Z Lagos warto wybrać się również na wycieczkę w kierunku FARO, zatrzymać się w Albufeira i zakończyć dzień jak w powieści, przy lampce portugalskiego Porto, zajadając świeżo o poranku wyłowione owoce morza. Zapadam w atmosferę, jakbym była zmyśloną bohaterką miłosnej powieści.

IMG_5518

IMG_5442

Gorąco mnie rozpala, smuga wiszącej w powietrzu aury ujarzmiającej kobiety oplata wokół jej postaci… Idę uliczką, a na biało ubrany Portugalczyk zaczepia mnie słowami, wiesz że kolor biało – czerwony to flaga klubu sportowego LISBOA BENIFICA? Nie wiem oczywiście, ale wiem coś innego. Na to on: kolory polskiej flagi?  … Skąd wiedział? Ja byłam w czerwonej sukience, ale czy to że on był ubrany w biały miękki garnitur i biały kapelusz, wyglądając jak wyjęty z książki Marqueza upoważniało go do takiej śmiałości?

Nie wiem, ale uliczne tango miał we krwi i to, że chciał bym została jego żoną, w przeciągu kilku minut naszego spotkaniaJ, przyczyniło się do jakby poczucia wyjątkowości. Na tę chwilę

IMG_5462

Czy tacy są Portugalczycy? Wyprawcy, zdobywcy ?  Tacy z pewnością byli w czasach kolonialnych, lecz dziś nie pozostało w nich aż tyle męskości i wigoru. To wspaniali towarzysze,  tancerze, wielbiciele kobiet i tańca. Taka natura południowej krwi. Ale raczej nie materiał na przyjaciela.

IMG_5468

Gdy przechodząc koło jakiegoś klasztoru, usłyszałam chór śpiewający Ave Maria, stanęłam na ulicy i przez otwarte progi zaczęłam śpiewać z nimi. To co nas połączyło, to więż muzycznych dusz. Zaprosili mnie do środka, by doznać tego odlotu w niecodziennej klasztornej akustyce. To jakby sprawiło też, że nadal czułam się jak w powieści.

Więc jeśli dziewczyna szuka męża, lekkiej przyjażni czy po prostu odlotu w „wieczną” zabawę, to kierunek dla niejJ Znajomy Portugalczyk potwierdził, że jest to treścią życia portugalskich mężczyzn- znaleźć jak najbardziej oryginalną żonę i mieć z nią  dzieci. Portugalki są zazwyczaj wściekłe i dlatego mają opryskliwe usposobienie dla pozostałych  Europejek.  ( Azjatki raczej nie stanowią tu żadnej konkurencji 😉  Byle tylko nie wydawać swoich mężczyzn. Przezabawne to historie. Pełne zmysłowej muzyki i wina. Ale to tylko świat powieści. Rzeczywistość jest bardziej krnąbrna:_

IMG_5564

Trzeba zatem uważać, jeśli takich zamiarów nie masz, bo można złamać serca wielu adoratorom;/

Wyprawa powrotna pociągiem z Faro do Lagos też jest przygodą. Startuje się tuż obok ogromnego rozlewiska moczarów, które tak naprawdę są unikatem klimatycznym. Mimo, że nawet wybudowano na nich lotnisko, pozostały tam unikatowe gniazda najrozmaitszych gatunków ptactwa, stanowiących Rezerwat Przyrody.

 

Powracając więc do „multikulturalnego” Lagos jest już „normalnie”. Czuję się jak w cywilizowanym miasteczku.

Nie ma książkowych bohaterów i raczej trzeba uważać by wieczorem stado pijanych Brytyjczyków czy aroganckich Niemców nie zepsuło Ci wieczoru. Ale i na to są sposoby.

Wieczorne doznawanie Lagos, to w większości nocne granie, również na ulicach, gdzie ludzie się gromadzą i po fantastycznej kolacji wyszukują ciekawostek wśród portugalskiego rękodzieła i doznają  miejscowych tańców pokazowych. Atmosfera to bardzo turystyczna. Trochę za.

IMG_5706

Ale kolejny poranek znów przynosi pomarańczowo lazurowe krajobrazy. Czy nie można się w tym zakochać?

To uczucie rzadkie, ale jak widać się zdarza w tak  wyjątkowych scenografiach.

 

IMG_5844

Jakże trudno opuszczać tą krainę w kierunku Porto. Niechętnie pakuję walizkę. Ale tu też wrócę;)

W końcu podróże to moje przeznaczenie 🙂

IMG_5886

Moja miłość, która mnie wzbogaca i inspiruje bez końca ❤

 

 

 

 

PORTUGALIA CZ.2 : CASCAIS LOVE

20170727_140013(0)

Cascais będące obecnie najbogatszym miastem w Portugalii, zachowuje swój urok i śliczność portugalskiego klimatu. Choć wiele tu turystów, świetnie można czuć się w atmosferze urokliwego miasteczka, położonego nad Oceanem, obsypanym jakby powulkanicznymi kamulcami. Ciekawe formacje skalne sprzyjają wędrówkom lub wyprawom rowerowym, po których można dotrzeć do Boca de Inferno  bardziej odległych plaż np.Guincho. A słodkie wąskie uliczki, wyłożone wyślizganymi kostkami, pomalowanymi w fale ( jak w większości portugalskich miasteczek ) i domkami wyłożonymi kolorowymi azulejos. To tutaj zdobyłam najbarwniejsze jak dotąd filiżanki

20170727_142146

 

Stary Port i nieopodal latarnia morska Santa Maria, wieńcząca nadmorskie deptaki, to charakterystyczne  miejsca dla Cascais. Trzeba koniecznie zdjąć buciki i wejść do wody pod mostem, skąd wypłynąć można między kamieniami oblepionymi krabami, na otwarty ocean.

20170729_141519

Nieopodal, zupełnie inny styl portu, gdzie podpływają największe jachty i spotykają się celebryci. Nie wszystkich jednak przyciąga taki blichtr, więc są też cudowne wille i pałace, min Palacio de Cidadela de Cascais, gdzie zamieszkują głowy państwowe, gdy odwiedzają Portugalię.

20170729_125444

20170729_125449

20170729_125711

Tu poczujesz się jak w kurortowym pępku świata, ba może nawet bardziej wyjątkowo, bo to stad wyruszał  Vasco Da Gama z nieopodalnego portu Belem , by odkryć Indie. Latarnia Santa Maria, nazwana na cześć statku Krzysztofa Kolumba, jest nieodzownym kolejnym dowodem, że wybrzeże to pisało niezwykłą historię. Ocean jest tu tak rozległy, a widoki ze skał dodają mu nieogarniętego bezkresu. Czujesz swoją maleńkość, a jednocześnie jak wspomniałam, wyjątkowość.

20170729_132212

 

Gdy natomiast doznaje się porannego biegania, z racji tego że w Cascais nie ma jednolitej linii nadbrzeżnej, a jedynie poprzecinane kamieniami plażyczki,  uwielbiałam biegać do cudnie egzotycznego parku, pełnego palm, kaktusów i ogromnych aloesów,  w którym mieszkają kolorowe pawie i żółwie  : Parque Marechal Carmona – to fantastyczny skrawek na początek dnia.

 

20170727_134145

20170727_155114

20170727_140919

20170727_143405

Poza tym w Cascais  można pocieszyć się łatwym życiem, kolorową jego lekkością, przepysznym jedzeniem – najlepsze owoce morza na świecie : w  Marisco na Praca przy Mercado de Cascais, muzyką na żywo rozgrywającą często tango lub  uliczny jazz — fado pozostaje dla Lizbony.

I dobrze. Choć to bardzo przepełnione miejsce latem, będę chciała tu wrócić, ponieważ ilość zakątków jakie oferuje jest niezliczona. Spacerując od plażyczki do plażyczki mija się fortunadowe wille, pobudowane tuż nad brzegiem oceanu. Są one w większości prywatne, a stanowią niezwykłą architekturę i wartość tego miejsca.

20170727_16042820170727_155732

Snując się natomiast rozgrzanymi uliczkami jesteś jak w środku akcji, ogromna ilość pragnących „dotknąć” sławy przyjezdnych, sprawia, że możesz poczuć się jak na wybiegu.

 

20170727_210838

20170729_145902

Całość jednak zupełnie fantastycznie przyjemna, w porównaniu z głośną Lizboną, gdzie rządzą mafie i światek narkotykowy, tutaj , mimo sławetności, poczujesz luz i wytchnienie.

 

20170727_202302(0)

20170727_205439

To urocze miejsce mnie oczyściło  i natchniło.  Poczułam daleko odległe mi tęsknoty. Tam ich nie ma. W Cascais rodzą się nowe pragnienia, nowe siły do spełniania  marzeń.

By doceniać siebie i wierzyć w swoje możliwości wcale nie trzeba ocierać się o nieludzkich pogromców sukcesu, często naznaczonego brakiem prawdziwych uczuć i przyjażni.

Trzeba dojrzeć małe kroki, które doprowadzą Cię na szczyty. A wszystkie przystanki, doznane w jej trakcie, zbudują z Ciebie bogatego człowieka, przyprawiającego o szczęście siebie i innych.

Cudooooooooownie !

Tymczasem do zobaczenia z Algarve , w następnej portugalskiej odsłonie : )

ps. to moja cascaiska miłość i zauroczenie na zabój ❤ ❤ ❤

IMG_20170825_131241_050

 

WIZJA LEONY W KRAINIE TYSIĄCA JEZIOR

 

Resized_Shine

Wizja przyszłości jest nieodzowną drogą rozwoju każdego z nas. Nie mając jej w naszej świadomości, nigdy nie wykorzystamy tego, co może przynieść nam nas samych w lepszej, udoskonalonej wersji.

W dniu 9go lipca następuje coroczny przełom w moim postrzeganiu świata i ludzi, którzy mnie otaczają. Którzy chcą ze mną coś tworzyć lub inspirują mnie swym jestestwem. Otaczając się na co dzień ogromem ludzi z całego świata z racji mych działań hobbistycznych i biznesowych, postanawiam zwracać moją wyłączną uwagę szczególnie w kierunku tych, którzy jawią się swoją wyjątkowością dla mnie, bezwarunkową akceptacją, jaka jestem i nad czym pracuję, by być. Uwielbiam żyć teraźniejszością. Doświadczać chwil tu i teraz. Uwielbiam niekonwencjonalne wizje   i kierunki, którymi chcę podążać. A wizja przyszłości, czyni mnie czysto patrzącą na piękno otaczającego świata i to, co mi się przydarza. Mój umysł, żarliwie i z ciekawością dziecka poszukujący różnych rozwiązań sytuacyjnych i posiadania wiedzy różnorakiej, jest moim cudownym przyjacielem. Dlatego będąc w zaufaniu do siebie, chcę go bardziej rozwijać i nadawać świadomie kierunki, które mnie uszczęśliwiają i tak samo oddziałują na moich bliskich.
Jestem wdzięczna za każdy promyk następnego dnia, za każdą świadomą chwilę, wszystkie chwile marzeń i snów, które przynoszą mi niewiarygodne poloty myśli i pomysłów.

Resized_20170617_220103
Dziś doznając sielankowej i unikatowej wieczornej  mazurskiej natury, rozpalam moją wyobraźnię, leżąc na deskach pływającego pomostu, czuję zapach wody, szuwarów i wyciągając ręce ku niebu, natchniewam się w mojej własnej jodze życia.

Resized_20170617_220029
Jestem przepełniona siłami z kosmosu. Samotność mojego jestestwa raczy mnie swą nieprzewidywalną magią. Na pewno zmierzę się z nią jeszcze głębiej, bo czuję jak każdy następny rok mego życia przybliża mnie do całkowitego spełnienia. I nie mogę się tego doczekać… 🙂
Życzę każdemu  tak cudownych doznań i spełniania siebie!

 

Wiara w siebie i w swoje możliwości zawsze stwarza nam podwoje kreowania swojego życia

i jego udoskonalania

„Einmal wird vieles,
was heute Utopie ist,
gelebte Praxis sein,
und vieles,
was heute noch Vision ist,
gesellschaftliche Realität.

Wes das Herz voll ist,
des geht der Mund über”

68fa2c3ea0fdde1254051345d6d97e01
To wycinek z książki Geharda Wintera, austriackiego wizjonera i twórcy przecudnej aury mocy naszych przyszłych działań.
Znalazłam ją w mojej skrzynce dwa dni temu.
Niespodzianka, którą ktoś fantastycznie zaserwował mi na dzień 9go lipca

Zapada zmrok nad jeziorem… a wraz z nim wkraczam w strefę wyobraźni,

kreując moc i nieziemskie marzenia, w których stronę podążając, wkrótce się ziszczą.
Do zobaczenia w tańcu po drugiej stronie tęczy 🙂
Resized_20170709_181933

 

„Y baile hasta que me canse
Hasta que me canse baile
Un mojito, dos mojitos
Mira que ojitos bonitos
Me quedo otro ratito 🙂

 

SZWEDLANDIA I SZTOKHOLMSKIE BIAŁE NOCE

 

IMG_4499

 

Pamiętam gdy jako mała dziewczynka mieszkająca gdzieś na odludziu na leśnych wzgórzach uwielbiałam czytać książkę dla dzieci pt.  „Dzieci z Bullerbyn”- Astrid Lindgren. Nie była to jedyna książka, jaką pochłaniałam w dzieciństwie, bo było ich nawet więcej niż teraz, ale stanowiła ona dla mnie świat skojarzeń z moim dziecięcym ówczesnym życiem, z tą różnicą, że ja mieszkałam w Polsce, a dzieci z Bullerbyn – w Szwecji. Wydawać by się mogło, że zapomniałam o tej sielance i wręcz wyrosłam z tej historii, ale okazuje się, że takie dziecięce wspomnienia żyją w nas na zawsze. Że to one kształtują podwaliny naszych osobowości, wyobrażni i sztuki póżniejszego życia. Doznałam tego „małego oświecenia”, gdy zostałam zainspirowana do wyjazdu do Szwecji, ściślej do Sztokholmu…

 

Gdy wymieniwszy parę złotych na szwedzkie korony zobaczyłam, że na banknocie 20 SEC jest Astrid Lindgren, moja dziecięca głębia duszy zalała się przyjemnym ciepłem skojarzeń.

Nie planowałam tego, nie skupiałam się nawet, że kiedyś tam dotrę, a jednak tak się stało i oto trochę lat potem, wyszło na to, że lecę do Sztokholmu, by doznać białych nocy…

Bez wahania w podświadomości wyobraziłam sobie, że cofam się w czasie…

Dzień wylotu był upalny, gorące powietrze smugało moją twarz w oczekiwaniu na zetknięcie z dziecięcą imaginacją. To dziwne uczucie, bo nigdy dotąd, nie miałam tak silnej wizji spotkania siebie w przeszłości.

Tak mogłabym to opisać na starcie.

A do tego miałam się tam spotkać z kimś, kto również istnieje w świecie mojej „realnej imaginacji rzeczywistej” 😉

Sztokholm jako w sobie, okazał się jednak zupełnie inną odsłoną tego, czego się spodziewałam.

Zaskoczył mnie swym polotem, wyspiarskim położeniem i turystycznym przepełnieniem.

Do tego stopnia, że nawet ja zostałam „wzięta za „Szwedkę” i chciano sobie ze mną z tej przyczyny zrobić zdjęcie ‘)

Krążąc ulicami Starego Miasta, cudownie doznawać można jakby miksu Niemiecko- Duńskiej kultury, która bardzo silnie skojarza się nawet w samym języku szwedzkim. Po wsłuchaniu się w potok szwedzkiej mowy, znając język niemiecki, niemalże można i zrozumieć szwedzkiej.

20170624_191658

 

Przepiękne stylowe budowle, monumentalne zamki, fortece z murami obronnymi natomiast przybliżają świadomość, że kraj ten rósł w siłę w obliczu swego położenia i starał się posiąść jak najwięcej stałych lądów, stosując przy tym bestialskie metody.

IMG_4295

Nie chcę jednak pisać tu o rzeczach, które można wyczytać w każdym przewodniku, czy encyklopediach, lecz przybliżyć moje osobiste doznanie .

Otóż miasto to ,jakkolwiek ciekawe w swej złożoności i z tysiącami przylegających wysepek, stanowi nie lada wyzwanie, by tam zamieszkać i tworzyć.

Akurat, gdy tam przebywałam, było prawie jak wymarłe i tylko grupy turystów snuły się po jego kamiennych uliczkach.

Jak się okazało, to czas przesilenia wiosenno letniego, podczas którego Szwedzi wyjeżdżają z miasta, by doznawać go na łonie otaczających cudownych wioseczek, nierzadko wysepkowych.

Atmosfera bowiem jawi się niespotykana.

20170624_191320

Natomiast nic straconego, bowiem nawet w samym mieście, zabudowanym fortecami, można zaczerpnąć tej aury, mianowicie udając się do centralnie położonego „skansenu”. To takie „zielone wzgórze”, umiejscowione niemalże w centrum Sztokholmu, gdzie można cofnąć zegar czasu. Gdzie zbudowano wioskę średniowieczną, wraz z oryginalnymi budowlami, typu domy rodzinne, szkółka, poczta, wiatrak, oryginalne domy mieszkalne z epoki, czy nawet kościół czy rezydencję jakiegoś magnata z ów czasów.

Wrażenie przebywania w tym miejscu więc, pomijając ogromny tłum ludzi, jest wręcz niezwykłe.

IMG_4493

Zetknięcie z architekturą ów czasów, pozwalające na niesamowite wyobrażenie sobie, jak wtedy żyli ludzie, przyprawiało mnie o myśli, jakie miałam gdy byłam dziewczynką.

Że świat jest idyllicznie prosty, jest w nim domek, rodzina,  dzieci bawią się razem, odkrywając świat.

IMG_4625

Tutaj właśnie doświadczyłam rozkoszy powrotu do świata baśni. Zaglądając do maleńkiej szkółki z drewnianymi, wyprofilowanymi ławkami, z rowkiem na kałamarz i pióro, tablicą na dwóch nogach, wyobraziłam sobie, że tam jestem i zaczynam moją podróż od nowa.

IMG_4673

 

IMG_4616

Wychodzę na świat, jakże zmieniony i rozwinięty, ale jakże ciekawy i żywy w swym obrazie egzystencji.

Z pomocą mojego przyjaciela, uplotłam cudowny wianek, który okazał się jedynym imputem do tradycji ( w tym dniu większość ludzi je nosiła na głowach), natomiast nie przeskoczyłam siedmiu płotów, nie zerwałam kwiatków by złożyć je na noc pod poduszkę i marzyć …

Jakie to słodkie.

Czasem trzeba sobie pozwolić pofolgować po dziecięcemu, chociażby tylko w głowie 😉

IMG_4730

IMG_4766.JPG

Ponieważ kolejne wydarzenia już nie miały z tym wiele wspólnego.

Nie były złe, wręcz przeciwnie, niezwykle inspirujące i motywujące do dalszych działań.

Inaugurująca wycieczka „z duchem” po Sztokholmie wprowadziła w jego mroczne i nierzadko krwawe zakamarki przeszłości, a wizyta w osławionym ratuszu, a w następstwie i powiązaniu tego, w muzeum Nobla, doprowadziła wręcz do chęci nabywania i poszerzania wiedzy.

 

IMG_4291

IMG_4287

IMG_4283

Niezwłoczna reakcja na prezentowane w Muzeum Nobla dokonania ludzi,  sprawiły, że mój umysł zaczął igrać ze mną. Chciał więcej, chciał zabawy w naukę. Ciekawie zaproponowane prezentacje niektórych odkryć, prowodowały tylko do chcenia więcej i poszukiwania motywów, co napędza nas do chęci zgłębiania naszej wiedzy i dokonywania odkryć. Wiadomo, że nie każdy z nas zostanie Noblistą, ale to podejście tych ludzi, którzy tę nagrodę otrzymali, tak dalece zaangażowane w rozwój, nie mogło nie przyczynić się do samoistnego zapłonu inspiracji w mojej głowie. Nawet gdy w rzeczywistości okazuje się, że nasze osiągnięcia nie są na ogromną skalę, są one nasze. Zdobyte osobistym poświęceniem, chęcią i uporczywym działaniem w obranym kierunku.

IMG_4908

Podziwiając unikatową porcelanę, prezentowaną zarówno w Ratuszu jak i w Muzeum Nobla, która jest serwowana dla wszystkich tysiąca gości, biorących udział w ceremonii przyznawania ów Nagrody Nobla, można zdać sobie sprawę, jak wysokiej rangi ona jest. Jak wyjątkową drogę przeszli wszyscy do niej nominowani i jakie wyróżnienie ich spotyka.

20170624_115215

 

Czy można poczuć się wobec niej małym? Tak

Czy można uświadomić sobie swoją zbyt ograniczoną wiedzę? Tak

Jednakże też można sobie uświadomić, jaki potencjał ludzki umysł posiada.

Zainspirować się jednocześnie do pochylenia nad sobą, nad swoimi możliwościami.

Może zobaczyć więcej szans i otwartych drzwi.

IMG_4916

Może bardziej odważać się do czynienia rzeczy niemożliwych w naszym codziennym postrzeganiu.

Oni też byli tylko ludżmi, a jednak dokonali rzeczy niezwykłych w swych kategoriach.

 

Dalsze odkrywanie Sztokholmu otworzyło we mnie również myślenie o szwedzkim designie,

O tym jak jest on bliski temu, co w mojej kreatorskiej głębi gra.

IMG_4340

IMG_4343

Tak dalece odsunięty w północy ląd, inspiruje do przewietrzenia głowy i porzucenia tradycyjnych efektów myślowych.

Starannie wybudowane kamienice, a w nich umiejscowione piękne wnętrza hotelowe, witryny sklepów czy restauracje ukazują pompastyczny Sztokholm. Miasto ludzi bogatych, dla których bogactwo nie stanowi przyczyny ich bycia. Ale jest czymś naturalnym. To stąd wydaje mi się ta lekka atmosfera i naturalność odczuwania tego miasta. Czułam się wyjątkowo swobodnie i jakbym była u siebie. Jakbym właśnie odwiedzała rodzinne strony, z czasów, które minęły bezpowrotnie.

IMG_4478

IMG_4334

20170624_173756

20170624_165243

Kosmicznie niesamowita aura przesilenia wiosennego dodała temu jeszcze głębszego uroku.

To ujęcie wykonane o 22:59

Widać łunę słoneczną, która cudownie zaróżowia niebo, czyniąc je prowokatorem marzeń…

 

IMG_4332

 

Czy w takiej sytuacji nie można pokusić się też na odrobinę rozpusty i pobawić ze skamieniałymi istotami czasów zamierzchłych?

Pofiglować ze sobą. Pobawić się przewrotnością swej powagi?

Zaiście jest to odsłona nas, gdy jesteśmy szczęśliwi i gdy pozwalamy sobie na rozpustę.

Ale czy nie warto przymrużyć oka  i przeżyć swe życie, tak, jakby to była bajka?

 

IMG_4422

IMG_4434

A czemu nie?

 

IMG_4360

DZIEŃ DZIECKA I CYKLADAMI PŁYNĄCE NATCHNIENIE

DSC_0343

Dzień Dziecka dniem by sprawić sobie radość. By odkrywać to dziecko w sobie, by każdego dnia zachwycać się z dziecięcą naiwnością.

Cóż! W tym celu wybrałam się na wyspę tzw. wolności. Grecką wyspę IOS, która w latach 70tych słynęła z ówczesnego wypasania i wolności, postrzeganej oczyma szeroko rozpowszechnionego wtedy ruchu Dzieci Kwiatów.

IMG-20160819-WA0074
Jakie niebiańskie może być życie, gdy uświadomimy sobie własną wyjątkowość i niezależność myśli! Nie, wcale nie musiałam tu przylatywać, by się o tym przekonać, ale zaiście nabrałam tu dystansu do codziennego zgiełku działań.
Bielące się zabudowania na wzgórku po środku wyspy, tworzą istny labirynt knajpek, sklepików i prywatnych domostw. Jakby czas tu się zatrzymał i tylko mijający Cię turyści, którzy poschodzili ze swych jachtów, przypominają o obecnym czasie…

DSC_0230

DSC_0345
Nie mniej jednak pływając tu w rozkoszy krystalicznie czystego morza… i wychodząc na mieniący się srebrzyście piasek, natchniewa mnie właśnie to wrażenie, by chwytać w moc swe możliwości. By wierzyć w swój instynkt, by tworzyć i działać tak, jakby nikt nie miał Cię oceniać – tylko Ty sama. Bo to właśnie Ty żyjesz tym co tworzysz. To Ty ponosisz swoich czynów konsekwencje i odpowiadasz tylko przed sobą za poniesione sukcesy i porażki. Nie buduj wokół siebie muru, ale zawieszaj pomosty ku otwartym możliwościom, takim, które sprzyjają nam samym. Gdy wtedy poczujemy bliskość i zaufanie do siebie, przekażemy więcej innym, nie ponosząc z tego tytułu żadnych strat. Bo dawanie z wnętrza siebie, swych naturalnych bogactw, nie będzie trudne ani wymuszone. Będzie naturalne dla obydwu stron.

DSC_0329

DSC_0384

Przed wylotem szukając treści w formie drukowanej ( uwielbiam czytać tradycyjne formy książek na łonie natury), wpadła mi w ręce książka, którą kiedyś podarował mi przyjaciel. To malutki egzemplarz pełen mocy, napisany przez Oprah Winfrey „ What I know for sure”. Otóż niesamowicie się złożyło iż właśnie ją zabrałam, ponieważ czytając myśli, ba nawet wewnętrzne stwierdzenia Oprah, przekładam to na własny użytek, a jej osobowość, pełną entuzjazmu, wiary w przeznaczenie i spełnienia, natchniewa mnie jeszcze bardziej, by zawsze pozostawać sobą. No matter what!
Ona jako naprawdę biedna z pochodzenia  Afroamerykanka, o czarnej karnacji, jest tego niezbitym dowodem.  Słuchając ostatniego z nią wywiadu przeprowadzonego przez Davida Rubesteina,               pt. Oprah Winfrey- Billionaire Queen of Business , uświadomiłam sobie, że ludzie ogromnych sukcesów, wcale nie muszą na co dzień mówić o przysłowiowym biznesie. Oprah będąc przykładem niedoścignionej charyzmy, odwagi i jednocześnie pokory wobec świata, pozostaje wciąż naturalna. Jak sama mówi, w ciągu swojej kariery przeprowadziła wywiady z ponad 35ma tysiącami ludzi. 35 tyś. Zwywiadowanych osób! Czy można to sobie wyobrazić?  Przeprowadzała wywiady ze skrajnymi osobowościami z całego świata. Byli wśród nich tacy, którzy dopuszczali się różnych bestialskich czynów po wszystkich  najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi świata, najznamienitszych celebrytów i osobistości z najrozmaitszych branż. A mimo to pozostaje sobą. Pozostaje tą kobietą z sercem dziewczynki wywodzącej się z biednego domu bez bieżącej wody. Pamiętając skąd pochodzi, tak właśnie oddziaływuje na ludzi, że ich do siebie przyciąga i inspiruje niezwykłym talentem normalności. Jest przy tym tak sławna i znana, że jako jedna z niewielu może posługiwać się tylko imieniem Oprah ( nie używając nazwiska) i wszyscy będą wiedzieli, o kogo chodzi. A takich ludzi rozpoznawalnych tylko po imieniu, obok Jezusa czy Elvisa ;), jest czy było raczej niewielu;). Ta wyjątkowość więc wcale nie musi być podkreślana w nadmierny sposób…  jednak gdy spojrzymy na jej działalność fokusującą się na rozwoju dzieci z Afryki, dla których zbudowała szkołę ( jeszcze z pomocą Nelsona Mandeli), w efekcie czego ma na „swoim utrzymaniu” kilkadziesiąt dziewczynek, z których część dziś studiuje  w UK I US.  Nazywa je „ swoimi dziećmi” i sprawia, że one czują, że ktoś się o nie troszczy. To niezwykłe, gdy jest się w stanie dać tyle dla kogoś. Ona otwierając drogę tym dzieciom, daje też szansę ich rodzinom, możliwość rozwoju miejsc, z których się wywodzą. Czy dla wszystkich mogłaby zaistnieć taka szansa?

IMG_0944
Tego rodzaju postrzeganie dodaje mi pewności siebie i otwiera umysł na samą siebie. Ale też na tych, których kochasz i którzy poświęcają Ci odrobiny swego życia i patrzą na Ciebie, wiedząc że tu jesteś. Zauważając Twoje jestestwo i to że jesteś dla kogoś ważna.

Gdy o wczesnym poranku wędruję krętymi, wyłożonymi białym piaskowcem uliczkami IOS, kompletnie nie wiedząc dokąd prowadzą, przechodząc przez mikro podwóreczka, na których gankach siedzą stare osoby, bo wszystkie młode jeszcze śpią po całonocnej imprezie, czuję się jakbym podążała labiryntem, doznaję olśnienia własnego ja.

DSC_0280DSC_0257IMG-20160819-WA0093DSC_0287

DSC_0269DSC_0268

Tu czas na metafory i senne doznania. Jest ich dużo. Nawet bardzo dużo. Ale tym razem przytoczę myśl…

Szukajmy i odnajdujmy siebie. Patrzmy na otaczające wydarzenia z dziecięcą wiarą i bezwarunkową wolą zmian. Nie dając się zaszufladkować, nie utkniemy w beznadziei, a zawsze będziemy odkrywać nowe drogi.

DSC_0360
Jestem na strzechą krytym tarasie, z widokiem na przestrzeń wciśniętą między dwie skały. Wystarczy mi jednak ten przesmyk, by czuć wolność. Ten rajski uścisk natchnienia.

DSC_0382

Wkładam kapelusz i podążam w górę po kamiennej dróżce… Jest cieplutko, ale jeszcze nie tak upalnie jak w sierpniu. Zza zarośli czuję podglądające mnie oczy. Czy to IOSKA dziewczyna, czy może zbłąkany wędrowiec? Podążam dalej, w poszukiwaniu gorącego źródła. Aż wreszcie jest. Całe aż kipi z swej pomarańczowej od siarki barwie, w otoczeniu rozgrzanych skałek. A w nim pluskające się zgrabnie, piękne powabne młode kobiety. Dołączam do nich. Tworzymy wspaniały krąg, uśmiechamy się do siebie. Nasze długie włosy okalają w wodzie nasze ciała. Stajemy się istotą rozkoszy. Bulgocząc źródło nabiera swej mocy. Czy to przypadek czy nie, okazuje się, że jesteśmy wybranymi dziewczynami zawładającymi żywiołami.

anime-white-hair-anime-girls-night-sky-stars-colorful-1920x1080

Ja jestem wodą. Mogę być wszędzie. I mogę być nigdzie. To jaka czysta czy brudna będę zależy od czynników zewnętrznych, lecz sama swoją mocą mogę zdziałać wiele. Mogę zdziałać wszystko, czego zapragnę.  Szukając ujścia w najmniejszej nawet szczelinie, mogę dotrzeć tam, gdzie zechcę… Moje ciało łechta ździebełko akacjowego listka. To przebudzenie w zatoce. Ale czy ja chcę się budzić? 🙂

DSC_0426
Zasyłam cykladami pachnące pozdrowienia 🙂

DSC_0365