PORTUGALIA CZ.1: SINTRA – MAGIA I NARODZENIE MOCY

20170728_131044

Czy instynktownie podążamy do miejsc, które nas określają? Czy zaskakiwanie siebie jest podwaliną do własnego odkrycia? Ja od urodzenia podążam wyłącznie swoimi ścieżkami i to co spotykam, czyni mnie samozwańczą odkrywczynią stylu życia nieogarniętego realizmem ziemskim… Niejako więc samoistnie przemierzając Portugalię od południa aż po północne jej krańce, spotkałam na swojej drodze miejsce, które okazało się jakby zwierciadlanym odbiciem tego, o czym myślę i zachodzę w głowę. Z pewnością jest jeszcze kilka takich miejsc na ziemi, ( mam zamiar do nich dotrzeć), ale na ten moment jestem zachwycona, tym gdzie dotarłam uciekając z Lizbony J …gdzie co krok zaczepiana byłam przez światki nazwijmy to „ przestępcze” – nie czując się tam bezpiecznie, zmieniłam kierunek mojej osady i zamiast w Lizbonie, zamieszkałam w Cascais ( o którym opowiem w następnym ujęciu), a z którego niedaleko już było do końca kontynentalnej Europy Cabo da Roca i po drodze do … magicznej Sintry. To miejsce które mnie uwiodło. Upoiło swym mistycyzmem i zakresem dziejów i ich szczątków, jakimi jest usłane.  Wysiadłszy na dworcu w Sintrze ( to najwygodniejszy dojazd, pomijając fakt jak jeżdżą Portugalczycy, szybko i niedbale- pociąg jest jednym z lepszych środków komunikacyjnych, a na pewno w środkowej i północnej Portugalii) – już sam dworzec uśmiechnął się do mnie w mozaikowym portugalskim kafenictwie, a powietrze wynikające z położenia górskiego, otoczonego lasami, połechtało orzeźwieniem po minionych tropikalnych dniach.

20170728_131103

Mój kierunek ustawił się na dwa wybrane miejsca, które mnie przyciągały, mimo że Sintra to miejsce, gdzie znajduje się aż 5 zamków i 10 pałaców. To miejsce arystokratycznych schadzek królow mauretańskich i władzy, gdzie odpoczywano, polowano i romansowano. Ta aura przetrwała do dziś, trzeba tylko trafić na dzień, w którym nie napadnie cię stado turystów ;))

20170728_135405

 

Tak było w moim przypadku… Zmierzyłam pod górę, na jej połowiczną wysokość  do wyznaczonego  miejsca Quinta da Regaleira. Idąc pod górę, zatrzymał się czerwony kabrio z pytaniem, czy nie podwieźć do góry. Skorzystałam z usługi, gdyż przed nami była jeszcze w planach inna twierdza.

 

20170728_14074820170728_140931

Wysiadłszy przed bramami quinty , zdobionej maszkaronami, pobrałam mapę i wstąpiłam do niezwykłego ogrodu zbudowanego na kształt wszechświata, należącego w XIX wieku do ekscentrycznego właściciela,  Carvalho Monteiro, zwanego też Cavalho dos Mihhones, który dorobił się swej fortuny w Brazylii handlując kawą  i kamieniami szlachetnymi. Tak jak jego właściciel, będący wolnomularzem interesującym się teoriami spiskowymi i kosmosem, jego miejsce zamieszkania oddawało samoistnie jego charakter. Zbudowany wg projektu równie ekscentrycznego, znanego ze swego neomanuelińskiego stylu ,  projektanta ów czasów, Luigiego Manini . Na każdym kroku można znaleźć tu ukryte symboliki masonów, templariuszy, różnokrzyżowców i innych nie rozpoznanych do końca kultur. To miejsce mistyczne, jak z koszmarnej bajki. Idąc ścieżką w górę nie wiesz, w którą stronę pójść, gdyż masz wielokrotność wyboru i tylko Ty możesz zdecydować, jak to ogarnąć.

20170728_150448

20170728_15105020170728_141106

Nie wiedzieć czemu pierwszym moim przystankiem okazała się grota dziewicy, która okazała się kamienną jaskinią, w półmroku schowaną w otchłani kamiennego wgłębienia. Czy tu dokonywano rozdziewiczeń panien wkraczających na teren mistycznego zamczyska? Jakby owiana cudowną sławą, sama w sobie okazała się zimna i nieprzyjazna. Szybko stamtąd uciekłam, kierując się wąwozem z kamiennym sklepieniem połączonym konarami dziwnie powyginanych drzew.

20170728_152107

 

A gdy przysiadłam pod ogromnymi głazami, jakby ułożonymi ręką olbrzyma, z zaciekawieniem sięgnęłam po mapkę, nie wiedząc kompletnie gdzie się znajduję…

20170728_154119

 

Co się potem okazało, ten punkt przyciągnął mnie magicznie. Bo oto, za ciasną obudową ów kamieni, tuż za małym jakby labiryntem , ukazała się wąska budowla w kształcie wieży, ale sięgającej w dół!  Była to słynna STUDNIA INICJACJI, zbudowana z 9ciu poziomów w dół, sięgając poniżej gruntu i stanowiąc symboliczne połączenie ziemi z  kosmosem. 9tka, cyfra mojego dnia urodzin kolejny raz opatuliła mnie swymi krętymi zejściami do mrocznego padołu. Schodząc krętymi kamiennymi schodami czuć półmrok i stęchliznę. Czar uwodzenia unoszący się jednocześnie w tym prostopadłym tunelu, łączącym niebo i ziemię, doprowadza do sytuacji, gdzie samemu zaczyna czuć się mistyczną przestrzeń. Jakkolwiek największą moją osobistą marą jest oczywista ciemność, tutaj już znalazłszy się na dole i zadzierając głowę do góry, doznałam wiedżmińskiego oddechu. Jakieś napięcie mnie okrążyło, aż włosy skręciły się w drobne loczki ( ciekawe że tylko u mnie)  i doznałam ulgi istnienia. Przeniosłam swoją duszę poza ziemskie zrozumienie. Dotkliwość uczuciowa mnie opuściła, poczułam się nietykalna w swej wartości, a w uścisk podjęła mnie moc jakby czarodziejskiej różdżki. Śmiejesz się 🙂 ? Może wydawać się to zabawne zwykłym istotom żyjącym tym, co wydarza się na ziemi. To znak, że jesteś człowiekiem 🙂 Ale można w takich właśnie miejscach poczuć coś więcej, czy ma się związek z kosmosem. Ten fruwający, niezidentyfikowany element załamanego światła, nakładającego się w okolicach mojej twarzy, nieważne pod jakim kątem ustawiłam obiektyw, towarzyszył mi do końca tam pobytu. Ochrona patrzyła ze zdziwieniem i niejakim przerażeniem w oczach, kiedy wychodziłam w stronę kolejnych podziemnych labiryntów, a plamka załamanego światła podążała przede mną 🙂 Bo oto na nikogo innego  z kilkorga ludzi tam będących , lecz tylko na mnie,   padło  widmo ów tajemniczego odblasku. Tak czy inaczej doznałam też innej skazy, o czym przekonałam się dopiero wieczorem i potem oglądając zdjęcia. Coś dziwnego ukąsiło mnie w czoło i z naroślą jak przybysz z innej planety, wędrowałam dalszymi podziemnymi podwojami. Nikt tego nie zauważył. A może bał się na mnie spojrzeć 🙂

20170728_154412

20170728_154928

 

20170728_155917(0)

20170728_160616IMG-20170729-WA0094 (2)

Ze Studni Inicjacji jak już wspomniałam wychodzi siatka podziemnych tuneli, którymi można dotrzeć w nieoczekiwane miejsca, a nawet wydostać się na zewnętrzne granice posiadłości. Ja wyszłam pod wodospadem, który idyllicznie spływał ze skał na sadzawki pokryte cudownie gładką rzęsą, jak aksamitny dywanik. Myślę sobie, jakie to niewiarygodne, że takie miejsca naprawdę istnieją.

Tutaj czując się jak elfik, leśna wróżka czy ważka, pobawiłam się gramoląc się na każdy kamień, grotę czy zaglądając we wszystkie niemal zakamarki.

20170728_162433

 

20170728_16144920170728_162416

IMG-20170729-WA0100

Stamtąd przedostałam się do głównej siedziby mieszkalnej, gdzie wnętrze zaskakuje swym mrocznym nagięciem i charakterem właściciela.

20170728_164836

Niesamowita biblioteka z lustrzaną podłogą, czy dachowe ogrody to tylko niektóre z tajemnic jakie kryje ten dom. To dom pląsających dusz dających natchnienie do magicznego postrzegania rzeczywistości. Oczywiście tysiące ludzi, które tam wchodzi, nawet nie piśnie słowa, nie rozumiejąc nawet, co go otacza. A to  cała symbolika rzeżb i ułożenia wnętrza zaprasza do elitarnego doznania masońskiego przekazu bytu (…). Gdy wyszłam na taras, na który przechodzi się najwęższą jaką kiedykolwiek szłam wieżyczką,  ujrzałam rozpościerający się cały widok na zbocze posiadłości

20170728_165255

 

20170728_165351

i ciemne, zasnute chmurami tajemnicze wzgórze. Usiadłam by je obeserwować i wtedy chmury rozstąpiły swe ciemne oblicze, ukazując niebotyczny widok na szczytowe posadowienie zamczyska Maurów… Musiałam tam już pójść. Czułam się zaproszona i ujęta ugięciem żywiołu.

20170728_165217

20170728_145430

 

Zapadał już powoli zachód, inni turyści raczej zmierzali w dół, by powrócić przed zachodem słońca do bezpiecznego miejsca u podnóży Sintry. Ja jednak czułam nieugiętą potrzebę wejścia na ten szczyt. Dojechałam tam znów przydrożnym kabrio, który wysadził nas tuż przed bramą wejściową.

Tu znów profesjonalnie przygotowanie entree z mapami w kilkunastu językach ( oprócz Polskiego oczywiście) , mimo że tuż przed zamknięciem dla zwiedzającym, udało się wejść.

Dojście do zamczyska toczyło się pod górę, wzdłuż olbrzymich kamulców tworzących fasadę podzamcza. Mroczna, wilgotna aura przyśpieszała bicie serca. To jakby przeniesienie się do innych czasów. Mijając maleńką kapliczkę, czy miejsce, na którym wieszano jeńców, nie zbiło mnie z tropu i podążałam na szczyt. Gdy weszłam na dziedziniec i poczułam majestatyczność tego miejsca, odbiegłam już w ogóle od rzeczywistości. Doznałam szczęścia. Przestrzeni i błysku w oku.

20170728_181300

Castello do Mauros to ruiny jednego z bardziej spektakularnych zamczysk na ziemi. Pierwsze zabudowanie postawili Arabowie, w VIII wieku,  za panowania Maurów na Półwyspie Iberyjskim. Natomiast niesamowicie zdewastowany podczas Lizbońskiego  trzęsienia ziemi w 1755 roku nigdy potem nie został już w pełni odrestaurowany.  W XIX wieku Ferdynand II nieco go przywrócił do życia, by móc podziwiać jego osobliwość ze swego zamku PAlaccio Pena.  Ale porozrzucane ogromne głazy wokół twierdzy przypominają o pozostałościach tego żywiołu i dodają mu niezwykłości. Wdrapując się na mury doznaje się zapierających dech w piersi widoków. Rozprzestrzeniają się bowiem one  na całą Sintrę, wszystkie zamki i pałace, a nawet w czasie klarownej pogody dosięga się wzrokiem ocean.

20170728_182423

20170728_182114

 

 

20170728_182259

 

Tak jak magiczna Quinta da Regaleira uśpiła moją czujność , budując emocje magii i czarów, tak tutaj doznałam powierzchni wiatrów, przesilenia całej mocy. Stojąc na najwyższej z wież, okalałam widok rozpościerającego się z jednej strony pasma górskiego Sierra de Sintra, a z drugiej wokół przestrzenie otwarte na ocean.  Jakbym pozdrawiała rycerzy wyruszających na wojnę i zostawała sama w panowaniu wiecznym 🙂 Odpowiedzialna za swą dolę i piękno duszy, mimo porażek i cierpień.

Ogrom doznań i myśli kłębiących się w mojej głowie przepełnił mnie prawdziwym uczuciem wiary w żywioły i w siebie, jako małą istotkę, ale z wykorzystaniem własnego umysłu, doznającą bezgranicznego piękna tego padołu i podążającą z ciekawością swoimi ścieżkami. To stąd można sobie krystalicznie wyobrazić, jak patrzenie przestrzenne dodaje nam mądrości, szerokiego ujęcia potencjału ludzkiego i zrozumienia różnych zależności.

 

20170728_191358

I choć nikt jeszcze nie znalazł tu rzekomo ukrytych drzwi do podziemnego miasta pod górami Sintry, a nawet do ukrytej mistycznej krainy Agaartha, która dochodzi aż do jądra ziemi, to świadomość tych możliwości napełnia moje wieczne natchnienie w obliczu prostych doznań ziemskich.

20170728_191508

Stąd powrót do Cascais o zmroku okazał się jakby przestąpieniem z krainy magii do krainy ziemskich doznań arystokratów i ówczesnej bogaterii.

Do zobaczenia w kolejnym odkryciu Portugalii na wzgórzach Cascais

20170727_140013

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

WIZJA LEONY W KRAINIE TYSIĄCA JEZIOR

 

Resized_Shine

Wizja przyszłości jest nieodzowną drogą rozwoju każdego z nas. Nie mając jej w naszej świadomości, nigdy nie wykorzystamy tego, co może przynieść nam nas samych w lepszej, udoskonalonej wersji.

W dniu 9go lipca następuje coroczny przełom w moim postrzeganiu świata i ludzi, którzy mnie otaczają. Którzy chcą ze mną coś tworzyć lub inspirują mnie swym jestestwem. Otaczając się na co dzień ogromem ludzi z całego świata z racji mych działań hobbistycznych i biznesowych, postanawiam zwracać moją wyłączną uwagę szczególnie w kierunku tych, którzy jawią się swoją wyjątkowością dla mnie, bezwarunkową akceptacją, jaka jestem i nad czym pracuję, by być. Uwielbiam żyć teraźniejszością. Doświadczać chwil tu i teraz. Uwielbiam niekonwencjonalne wizje   i kierunki, którymi chcę podążać. A wizja przyszłości, czyni mnie czysto patrzącą na piękno otaczającego świata i to, co mi się przydarza. Mój umysł, żarliwie i z ciekawością dziecka poszukujący różnych rozwiązań sytuacyjnych i posiadania wiedzy różnorakiej, jest moim cudownym przyjacielem. Dlatego będąc w zaufaniu do siebie, chcę go bardziej rozwijać i nadawać świadomie kierunki, które mnie uszczęśliwiają i tak samo oddziałują na moich bliskich.
Jestem wdzięczna za każdy promyk następnego dnia, za każdą świadomą chwilę, wszystkie chwile marzeń i snów, które przynoszą mi niewiarygodne poloty myśli i pomysłów.

Resized_20170617_220103
Dziś doznając sielankowej i unikatowej wieczornej  mazurskiej natury, rozpalam moją wyobraźnię, leżąc na deskach pływającego pomostu, czuję zapach wody, szuwarów i wyciągając ręce ku niebu, natchniewam się w mojej własnej jodze życia.

Resized_20170617_220029
Jestem przepełniona siłami z kosmosu. Samotność mojego jestestwa raczy mnie swą nieprzewidywalną magią. Na pewno zmierzę się z nią jeszcze głębiej, bo czuję jak każdy następny rok mego życia przybliża mnie do całkowitego spełnienia. I nie mogę się tego doczekać… 🙂
Życzę każdemu  tak cudownych doznań i spełniania siebie!

 

Wiara w siebie i w swoje możliwości zawsze stwarza nam podwoje kreowania swojego życia

i jego udoskonalania

„Einmal wird vieles,
was heute Utopie ist,
gelebte Praxis sein,
und vieles,
was heute noch Vision ist,
gesellschaftliche Realität.

Wes das Herz voll ist,
des geht der Mund über”

68fa2c3ea0fdde1254051345d6d97e01
To wycinek z książki Geharda Wintera, austriackiego wizjonera i twórcy przecudnej aury mocy naszych przyszłych działań.
Znalazłam ją w mojej skrzynce dwa dni temu.
Niespodzianka, którą ktoś fantastycznie zaserwował mi na dzień 9go lipca

Zapada zmrok nad jeziorem… a wraz z nim wkraczam w strefę wyobraźni,

kreując moc i nieziemskie marzenia, w których stronę podążając, wkrótce się ziszczą.
Do zobaczenia w tańcu po drugiej stronie tęczy 🙂
Resized_20170709_181933

 

„Y baile hasta que me canse
Hasta que me canse baile
Un mojito, dos mojitos
Mira que ojitos bonitos
Me quedo otro ratito 🙂

 

SALONE INTERNATIONALE DEL MOBILE MILANO – kolebka światowego designu czy styl życia ?

duomo

Jak świat długi i szeroki, w każdym jego zakątku odnajdziemy coś innego, co tworzy nasze wnętrza. A jednak projektanci inspirując się całym tym kulturowym miksem chcą za każdym razem wymyślić coś innego, pokazać coś innego, czego jeszcze w takiej a nie innej odsłonie nikt nie widział. Tworząc indywidualnie koncepcje zestawień form i kolorów, faktur i najróżniejszych materiałów, zmierzają do stworzenia wnętrz unikalnych, wspaniałych w odbiorze i …funkcjonalnych.

Wydawać by się mogło, że rynek wnętrzarski jest już niemalże przesycony różnorodnością propozycji. A jednak…gdy zajrzymy na najbardziej osławione targi wnętrz Salone Internationale del Mobile  Milano, czujemy zarówno ekstazę jak i pokorę wobec tego, co jest w stanie stworzyć ludzkie natchnienie.

IMG_2941

Ja osobiście odwiedzam te targi co roku od 10ciu lat i za każdym razem jestem olśniona. Wpadam w rozkosz zaskoczenia.

Są oczywiście marki, które zachowując swój styl, nie robią może wiele z formą. Natomiast różnorodność faktur i surowców używanych do wnętrz jest wręcz oszałamiająca.

A zaprezentowane trendy, przenikając się ze światowymi ogólnymi trendami       fashion design , mają swoje odzwierciedlenie również w obecnych wnętrzach.

Podczas ostatnich moich odwiedzin na Mediolańskich Salonach wyłuskałabym 3 wiodące trendy.

Pierwszy oparty na eklektycznym połączeniu klasyki lat 60tych z ultra nowoczesnością. Będą to proste formy, z naturalnego przydymionego drewna, kamiennych imitacji polimerowych, stali nierdzewnej i szkła. A także dopasowane do nich miękkie meble na cienkich stopkach, w tkaninach velurowych i skórach, gdzie dominującą kolorystyką będzie zieleń turkusowa, granat, bordo w połączeniu z odcieniami naturalnymi.

IMG_3079

Kolejnym wyróżniającym się trendem jest styl zabudowany- full in, czyli np.sofy bez nóżek, będące jednym wielkim tworem wypoczynkowym oraz zabudowane ściany w najróżniejsze systemy półek, bibliotek całościennych itd.

20170405_150414

IMG_3190

I 3ci, coraz mocniej rozbudowująca się linia mebli outdoorowych, która staje się bardziej funkcjonalna, niesamowicie działająca na wyobrażnię ekskluzywnych wakacji,                            z wielostronnym wykorzystaniem zarówno na werandę, taras, livingroom outdoorowy czy jacht.

IMG_3703

IMG_3949IMG_3641

Są jeszcze trendy indywidualne, niepowtarzalne, samoistnie funkcjonujące i rozwijające się własnymi ścieżkami, nie dające ubrać się w żadne ramy. To styl np. EDRA, moich fantastycznych przyjaciół włoskich, którzy podążając swoją drogą i wizją, tworzą produkty „odpałerowane” w kosmos 🙂

IMG_373320150417_181734 (2)

szaleńczo odważne i zaciekawiające każdego. Oczywiście targetem nie jest tu masówka, ale nieliczna grupa wysublimowanej klienteli. Jedna sofa potrafi kosztować tu w granicach 100tyś €, więc poziom dumny. Kojarzy mi się z marką Lamborghini, gdzie właściciel zakłada tylko określoną pulę produktu, dzięki czemu klient ma świadomości jego wyjątkowości.

IMG_3970IMG_3977

Ale jak wybrać więc swój styl? Jak dobrać wnętrze dla siebie.

Jest to w zasadzie bardzo prosta odpowiedź.

Trzeba pomyśleć co sprawia nam przyjemność, jakie kolory lubimy, czym się zajmujemy   i dobrać do swojej osobowości i jej potrzeb to,  co będzie wspierało bezwiednie nasz styl życia.

Nie trudno jest dzisiaj otworzyć gazetę i pokazać na zdjęciu:  chcę tak mieszkać.

Jednakże należy się najpierw zastanowić, czy takie wnętrze będzie odpowiadało naszym oczekiwaniom, naszym potrzebom itd.

Tworzenie wnętrz jest więc nie tylko sztuką, ale wymaga sporego wyczucia różnorodności stylistycznej, znajomości historii architektury i sztuki, oraz przełamania trendów i zrozumienia psychologicznego.

Jak więc zwykle targi rozbudzały we mnie chęć rozwoju i ludzkich koneksji.

Cieszyło mnie bardzo, że jesteśmy proeuropejscy i dbamy też o swój europejski rejon, nie wpuszczając jako wystawcy firm  z Chin czy  z USA.  Niestety bowiem wielu Azjatów odwiedza te targi, by kopiować trendy  i przekładać stylowe linie na „sieciówkowe masówki” .

Tak niestety jest, było i będzie. Zawsze ktoś pozbawiony własnej kultury, będzie szukał innej, by ją skopiować i podpisać się pod tym. Tak jak w życiu niektórzy ludzie żyją życiem innym.

Nie uciekniemy od tego.

Ale poradzimy sobie z tym.

Ludzie kreatywni nie boją się konkurencji, podróbek czy naśladownictwa.Przeciwnie to ich nakręca i utwierdza, że obierają dobre kierunki działania.

IMG_0107

Gdy obserwuję niebanalnie rozwijający się  nurt włoskiego stylu, który aż zaraża swym polotem, jestem pewna, że nie jest do podrobienia w 100%. To się jednak ma, albo się nie ma

Stylu nie można się nauczyć. Wyczucia smaku nie można nabyć.

To wszystko jest nam nadane. Z tym się rodzimy.

Dlatego tak niezwykli są ludzie, którzy zostali obdarzeni tymi umiejętnościami i to oni są prawdziwymi trendsetterami.

Np. eventy jakie odbywają się podczas tych targów, a które organizowane są przez włoskie firmy, nie mają sobie równych.

IMG_5823

Wiadomo że takie marki jak VERSACE HOME czy IP CAVALLI ze swoją kolekcją VISIONNAIRE wypracowały sobie już klasową pozycję i nie mogą zawieść. Natomiast również mniej znane, ale bardzo innowacyjne przedsiębiorstwa potrafią zorganizować niezwykłe prezentacje swoich produktów.

Dane mi było doświadczyć kilka niezwykłych scenografii  i wszystkich nie sposób tu przytoczyć, ale na pewno warto wspomnieć o prezentacji kolekcji VERSACE HOME, która zaprasza swych prywatnie wybranych gości do Villi  na jeziorem Como  i organizuje istny bal.

20150416_125153

just versace como lakeloena versace

Magia kolorów, ornamentyka i wręcz perfekcyjnie wykonane zdobienia             z najróżniejszych materiałów, wprowadzają w charakterystyczny klimat.

Po takim pełnym przepychu warto skusić się na inny kierunek, kolejna mniej znana marka tkaninowa zaprasza na prezentację kolekcji tekstylnej na jachcie, który pływa po jeziorze Como, wokół którego rozciągają się niesamowite widoki na wille, które z wielką gracją prezentują się na zboczach górskich, obrośniętych bujną roślinnością.

IMG_5820

IMG_5812

Warto też w  okolicach Como nocować, odwiedzając targi w Milano, gdyż mamy tym samym wartkie miasto światowego designu pod ręką i urokliwe miejsce śmietanki towarzyskiej.

widok z hotelu como lake (2)

Natomiast żeby nie poniżyć roli samego Milano, również tam podczas dwóch wieczorów miałam okazję być na dwóch eventach w niesamowitych aranżacjach.

Marka Visionnaire  zorganizowała  pokaz wnętrz, trendów i fotografii w secesyjnym budynku, który niegdyś był kinem. Wykorzystany w świetny sposób potencjał tego miejsca sprawił, że pobyt na kolacji stał się super inspirującym wieczorem.

U wejścia stało dwóch ogromnych murzynów w czarnych garniturach i białych rękawiczkach, którzy przeprowadzali gości przez mega ciemny, czarny wręcz hol, wyłożony czarnym aksamitem. Ich pomoc była niezbędna, ponieważ  były tam odcinki zupełnej ciemni, by za rogiem stała np. czarna dziewczyna z krwistymi ustami, ubrana  tylko w szklane ledowe sznury i z pochodnią w ręku, symbolizująca zwierzęce wyuzdanie z seksualną wręcz podmyślą , a za następnym rogiem, stał biały mężczyzna o perfekcyjnej urodzie amora, symbolizującego niebiańską niewinność, jednakże gotowego na szaleństwo czysto niewinnej igraszki. To wprowadzenie miało przygotować gościa na to, co ujrzy przebywając we wnętrzach Visionnaire. Z ciemnych podwojów aperitivo , wchodzi się bowiem do ogromnej Sali, która niegdyś była salą kinową.

kino milano im cavall

Usunięto z niej wszystkie fotele i zaaranżowano jako przestrzenne apartamentalne wnętrze o niebywałym luksusie.  Sypialnia natomiast była na podwyższeniu, niegdyś sceny , gdzie stało łóżko na tle ogromnego projektora.

Visionnaire

Dopiero z tej przestrzeni przechodziło się do łazienek, które również zaskakiwały. Np. w jednej z nich znajdowała się wanna ze szklanych kafli, podświetlona u dołu i wbudowana głęboko, poniżej poziomu podłogi, pod którą pływały rekiny. Także stojąc na podłodze, trzeba było zejść do niej o jakby piętro niżej… Następnie jadalnia, gdzie ściany pokryte były czarnymi lustrami, na środku piętrzyły kryształowe kręcone schody, a wokół nich stoły dla gości, które sprawiały wrażenie dzieł sztuki.

Kelnerzy, którzy roznosili dania wyglądali jak wypolerowani surogaci i byli po prostu piękni.

W tej atmosferze nie pamiętam bym była w stanie coś konkretnie przełknąć.

Zadowoliłam się  kieliszkiem Moet’a  i ostrygą …

Aaaaaaaaaaaach. Dopadło mnie podniecenie w rozkoszy doznań.

Kolejny wieczór opiewał już w zupełnie innych klimatach. Znana z  innowacyjnych technologii funkcjonalnych mebli do wnętrz marka LAGO, zaprosiła nas z kolei do kamienicy w centrum Milano, którą w CAŁOŚCI urządziła swoimi produktami,  a pracownicy byli jedną wielką włoską rodziną 🙂

IMG_3894

Była mamma , która gotowała na żywo i gościła wszystkich przy ogromnym stole w kuchni ,serwując najróżniejsze włoskie frykasy, które podsycały chęć przebywania w ich wnętrzach.  Było młodsze pokolenie, mąż i żona, które zapraszało do salone, pokazywało sypialnie i jej niesamowicie ciekawe rozwiązania.

IMG_3891

W przeciwieństwie do prezentacji Versace, tu wszystko można było wypróbować, usiąść, położyć się na łóżku, zjeść przy stole smakowicie domowo przyrządzone  włoskie potrawy, włączyć muzykę w garderobie, a nawet wziąć kąpiel…:)

JA dodatkowo delektowałam się balkonikami, zawieszonymi na zewnętrznych ścianach kamienicy  i ogrodem na tarasie dachowym, z którego rozpościerał się widok na ulice bawiącego się Milano.

IMG_3227

Tysiące ludzi w transie spotkań, muzykowanie uliczne, modowe sprzeczki. Chyba nigdzie nie naliczyłam tylu ciekawych markowych torebek na raz, jak tej nocy na ulicach Milano.

Scenerie odbywające się bowiem w kulisach biznesu wnętrzarskiego wydają się zupełnie oderwane od rzeczywistości. Czasem ma się wrażenie, że to zabawa. Ale myślę, że to wyższa forma tworzenia funkcjonalnych produktów, tworzenia unikatowych wnętrz, by poczuć się w nich wyjątkowo, relaksacyjnie i jak…w wymarzonym domu. Ponieważ by dobrze tworzyć wnętrza, trzeba w nich bywać. Doświadczać ich różnorodności, wpływów. Otaczać się różnymi ludżmi i ich oczekiwaniami.

Dlatego wdzięczna jestem losowi, że dane mi jest podróżować, wchodzić w różne klimaty ludzkie  i wnętrz, by czerpać najróżniejsze inspiracje i przekładać z nich najlepszą esencję na to, co sama kreuję.

NU

Inspirując się innymi projektantami, ich stylem życia, ostatnio bardzo przypadła mi do serca znana projektantka wnętrz Kelly Hoppen. Będąc na jednej z jej konferencji i wysłuchawszy wielu wywiadów, czekam też na książkę, którą muszę sprowadzić do Polski ,  ponieważ tu nie została wydana.

To ona, kobieta niezwykle utalentowana i odważna, która sama zaczęła swój biznes mając zaledwie 16,5 lat,  zainspirowała mnie do zupełnie innego postrzegania biznesu w ogóle. Na co dzień mam do czynienia raczej  z mężczyznami w biznesie, którzy w swój swoisty sposób je prowadzą. Natomiast ona przemówiła do mnie jak kobieta do kobiety.

Jak wymagająca wobec siebie kobieta do kobiety. Przypomniała mi o mojej własnej odwadze, którą chyba troszkę zaniedbałam. Ale gdy przypomnę sobie o samodzielności, jaką mam wrodzoną i o samodzielnym myśleniu, od kiedy zaczęłam pamiętać, czyli od wtedy gdy miałam ok  3,5 roczku, czuję wzruszenie. Pamiętam jak od wczesnych dziecięcych lat nie pozwalałam się ubierać ani czesać. Sama wymyślając sobie ubiór                    i fryzurę. Natomiast od 6go roku życia już miałam własne pomysły na wnętrza mojego pokoju, aż wreszcie całych domów, począwszy od rodzinnego domu mojej babci:)  Moja wyobrażnia tworzyła je nawet w lesie, pośród różnorodnych układów drzew, ich korzeni i gałęzi 🙂       Teraz gdy to wspominam, wydaje mi się to nieco niesamowite i surrealistyczne.

Kelly Hoppen natomiast przemówiła do mnie również tą swoją samodzielnością od lat młodzieńczych.  Poza tym użyła bardzo ważnego stwierdzenia.

By jako kobieta nie starać się prowadzić biznesu tak  jak mężczyzna. By walczyć o kobiecość. Tak jak świat musi się równoważyć w żywiołach, tak biznes ma swoje „ yin and yang”

IMG_0334

A kobiety są w swej naturze doskonałe. I gdy tylko wykorzystają swą odwagę       i wyobrażnię, pozostając w tym kobiece, osiągną fantastyczny sukces.

Cudownie jest ją obserwować i uczyć się od takich niezwykłych kobiet światowego sukcesu, które dodatkowo mają wyczucie stylu, wyczucie światowego rytmu i pokory                      w pewności siebie.

Polecam każdej z nas wiarę w samą siebie.

Kochanie tego co się robi i w czym się dobrze czuje.

Odwagi w realizowaniu swych pomysłów.

To taka mała ale niezwykle istotna wzmianka w moim odświeżonym i natchnionym  postrzeganiu świata i biznesu.

Niech praca nie będzie przymusem, ale czymś co uwielbiamy,

a nigdy nie będziemy pracować 🙂

IMG_0350

BACK TO LIFE… karaibskie przebudzenie na Trinidad i Tobago

LEONA’S VISION OF WORLD

… CZYLI LWICY ODKRYWANIE ŚWIATA W PODRÓŻACH MIĘDZY SNEM A RZECZYWISTOŚCIĄ

 

Back to life… KARAIBSKIE PRZEBUDZENIE

port-prze-hyatt

 

W pierwszym mym odkryciu siebie w świecie zaciągam się do sensualnego zakątka na Ziemi,

jakim jest Trinidad i Tobago. Dwie niezwykle różnorodne wyspy w sercu Karaibów, przyklejonych nieco do ogromnej, nieprzebytej Wenezueli. To co przydarzyło się mi na Trinidad i Tobago, zapadnie w mojej duszy na długo. Już sam wylot na drugą półkulę, w kierunku Ameryki Środkowej, zwanej Karaibami, okazał się niemałym wyzwaniem. Spakowałam swą walizeczkę, jedną i drugą i wyruszyłam ubrana w czarnych skórzanych leggi, szpilkowych botkach i dzianym kapeluszku na lotnisko. Niestety zazwyczaj przygotowana na maxa, tym razem nie sprawdziłam, że obywatele polscy, przelatujący tylko przez Kanadę, potrzebują vizy. Nie chciano mnie dlatego tez odprawić, więc poleciałam do Frankfurtu licząc na to, że przez te kilka godzin zdołam uzyskać konieczne zezwolenie i wylecę zgodnie z planem. Złożyłam wniosek online, napisałam maila do ambasady Kanady i udało się. Wyleciałam w zaplanowanym czasie. Sama sarna z bladą grzywą w podróż niezidentyfikowaną. Po perturbacjach na kanadyjskim lotnisku wreszcie wsiadłam na pokład samolotu karaibskich linii lotniczych. Byłam jedyną białą istotą w wypełnionym na czarno vehikule. Okazało się jednak szybko, że całe to prawdziwie murzyńskie towarzystwo jest bardzo życzliwie nastawione, a w tle unosząca się karaibska muzyka, zaczarowała moje myśli w oczekiwaniu na lądowanie na Trinidackim lądzie. Wylądowałam o świcie. W lotniskowej kafejce wypiłam pierwszą karaibską kawę, w oczekiwaniu na rozjaśnienie się wczesnego poranka i podążyłam do taksówek, by dostać się do hotelu. Jadąc z lotniska z niezwykle gościnnym kierowcą, opowiadającym co warto zobaczyć i oferującym swoje osobiste usługi, czułam się jak wybranka z Europy.

Gdy dotarłam do hotelu, zaczęłam doznawać świadomości, że tu jestem. Pierwsze śniadanie na tarasie hotelu przy water front było relaksem dla umysłu i otwarciem na nową przygodę … oczekiwałam na przyjaciela i chciałam spędzić ten czas jak najbardziej w pełni. Gdy wyszłam w kierunku portu, przy którym stal kilkupiętrowy statek, cały pląsający w karaibskich rytmach, bo oto wszystkie tarasy wypełnione były roztańczonymi ludźmi w kwiatowych sznurach. Wołali mnie do siebie i zapraszali do wspólnej zabawy. Ogarnął mnie popęd do tej sfery muzyki. Poczułam drganie wewnętrzne i zanurzyłam się w gorących ciałach rytmicznie falujących na deskach statku. Po tym wstępie wiedziałam, że mogę się tu rozluźnić… Kolejne poranki mijały na odkrywczym bieganiu uliczkami Trinidadu, poprzez liczne parki, w których już od wczesnych porannych godzin zasiadali miejscowi, gdzie życie rozkręcało się na całego. Cała społeczność wydała mi się szczególnie sensualna, choć stylizacje ubiorowe pochodziły jakby ze zmiksowania lat 80/90tych. Jednakże wiele kobiet miało w sobie naturalny seksualizm i swoistą kocicowatość, co w przypadku mężczyzn już nie było takie oczywiste. Nimi kierowała gangsterska charyzma i wręcz ostentacyjna, prosta męskość. Głośna muzyka z wypolerowanych oldschoolowych aut lub grana bezpośrednio na ulicy, dodawała funkowego glitzu. To uliczne życie, spontaniczne śpiewy czy tańce sprawiały, że mimo wiszącego w powietrzu nieokreślonego smaku gangsterki, czuło się elektryczne wręcz przyciąganie do tej sensualnie rozbudzonej społeczności. Wszystkie kobiety miały głosy jak w rozkosznym uniesieniu, miękką barwę rodzicielki i seksownej dżagi zarazem, i to bez względu na tuszę. A mężczyźni sprawiali wrażenie, jakby było to totalnie naturalne. Cała ta otoka przyczyniła się zwinnie do faktu, że i ja poczułam się nieskrępowana. Poczułam swoją kobiecość, nie ukrywając swych dość sporych piersi i nie wstydząc się pośladków, które w odniesieniu do tych murzyńskich, zdawały się być delikatne jak pupka anioła. 😉

Wycieczki i odkrywanie karaibskiego lądu.

marakas-1

 

Pierwszą wyprawę zaplanowałam samotnie, jednak przez przypadek okazało się, że będę miała męskiego towarzysza. Okazał się nim przyjaciel Onyxa. Chcieliśmy wyruszyć na rowerach, ale poznani poprzedzającego wieczora Genn  i Domm, skutecznie nam to wybili z głowy. Jadąc uberem przez kręte drogi, przedzierając się przez wzgórza na drugą stronę wyspy, uświadomiłam sobie, że mieli rację. A gdy zatrzymaliśmy się w połowie drogi na jednym ze szczytów i gdy wysiadłam z samochodu, by spojrzeć w otchłań otaczającego morza karaibskiego, poprzecinanego zadżunglonymi wzgórkami, doznałam ekstazy. Moje nogi ubrane w czerwone biegackie legginsy, czapeczka na głowie ukryły mnie nieco przed tubylczym napastnictwem. Byłam z Nickiem, więc czułam się dość bezpiecznie. Gdy zjechaliśmy wśród gęstwin dżungelskich lasów na ukrytą między górami plażę Maracas, namalował się przed nami obraz wręcz nieziemski. Nie dotknięty turystycznym zaludnieniem. Plaża otworzyła swe podwoja, dając przecudnie zacienione miejsca czerepami palm i od strony morza, bijącymi do brzegu spienionymi, kilkumetrowymi falami. Kąpiel w tej żywiołowej odsłonie należała do tych energetyczniejszych. Kostium zsuwał mi się za każdym falunkiem, a włosy gdy podeschły utworzyły istną czuprynę tzw. Żeglarskich loków. W takiej scenerii można poczuć się zmysłowo, targaną przyjemnymi żywiołami. Również towarzystwo mojego kompana pozytywnie na mnie wpłynęło. Po kilku latach, niezbyt celebrowanej znajomości, doszło do naszego wręcz przypadkowego spotkania. Gdzieś na Karaibach, po drugiej stronie wyspy Trinidad, za pasmami górskimi odkryłam w nim niezwykle miłego człowieka. Bezprecedensowo inteligentnego i przyjacielskiego. Takiego, którego można zamarzyć sobie właśnie na niezależnego przyjaciela. Jest to moja jedna z większych uczt pospotkaniowych, podczas której to do mnie doszło. W związku z tym, że jest on w trakcie rozkwitu swej kariery, życzę mu jak najlepszego polotu i wiem, że zajdzie daleko.

marakas-2

 

 

Na Trinidadzie byłam jednak z kimś ważniejszym dla mnie i na tym chciałam się skupić. Więc koniecznie kolejne wypady odbywały się wspólnie. Ku mojej radości jeszcze raz wybraliśmy się na Maracas i zgłębiliśmy tym razem bardziej odległe, totalnie tubylcze plaże. Schodząc do jednej z nich witają Cię tubylcze handlarskie stoiska oferując ręcznie wykonywane biżuterie i ozdoby oraz mnóstwo owoców, w przewadze ogromnych cytryn, które się tu je jak pomarańcze. A gdy wpadnie się komuś z tubylców w oko, można nawet uzyskać osobiste kazanie czarnego mędrca, o wartości życia, wzajemnego poszanowania i seksualnej wolności. Tym razem plaża była wąska i podbita skałkami, a kąpiel wśród czarnych ciał odbywała się niczym reliktowe doznanie. Z racji tej, że należymy wraz z Onyxem do usportowionych dusz, chętnych odkrywczych doznań, postanowiliśmy się przebiec na boso w odleglejsze miejsce … W efekcie czego, dotarliśmy do wykutych wodą zakamarków niskich grot, które naturalnie przenikały się w dżunglasty lasek, pełen palm, które prawie skąpane w morskich falach, tworzyły idylliczne rozgraniczenie lazurowej wody od dżungli. Biegnąc takim wybrzeżem doznaje się niecodziennych odczuć wyjątkowości bytu na tej Ziemi. Ta samotność w otoczeniu niezwykłej karaibskiej natury z jednej strony skłania do podnieconych myśli, a z drugiej natchniewa mózg do odważnych pomysłów i komponowania własnych inspiracji. Rozpoznawszy teren, nabrałam nieco więcej odwagi i skusiłam się do wspólnego pląsania w wodzie z tubylkami. Te nasączone diabelską eterycznością i tryskającym seksualizmem kobiety, aż wydzierały się ze swych ciał, by doznać spoufalenia z białą. Gdy weszłam do morza i napędzona podjudzającym mnie podgłosem, dotarłam do stadka pluskających się murzynek, one aż zawrzały. Otoczyły mnie okręgiem swych pełnych czekoladowych ciał i czarnych włosów, utkanych w najdziwniejsze twory fryzurowe. Dotykając mnie, same doznawały ekstazy i darły się pokazując różowe języki jak córki z piekieł. Prężyły swe ciała, wystawiając piersi, by w efekcie połączyć się w pośladkowaty łańcuch do zdjęcia. Zabawa była przednia. Dodała nam wszystkim pełnego rozpasania i uzmysłowiła, że choć nasze światy tak różne, wszyscy pragniemy namiętności i pozytywnych doznań.

 

murzynki-w-wodzie

Taką zabawę natomiast trzeba zwieńczyć sesją na kamulcu w spienionej fali i jedynym drzewem, wyrastającym ze szczeliny oraz potrawką z rekina. 🙂

 

kamien-maraks-back

Natomiast wszystkie te doznania odbyły się za mocnym wpływem prowokatorskiego oddziaływania Onyxa. Podbójcy świata, przekraczającym nie tylko swe własne ale i innych granice.

Po prywatnej stronie świata biznesu na Trinidadzie

Dzięki mojej przyjaźni z Onyxem i jego działaniom w sferze biznesu, zostaliśmy zaproszeni na kolację ze znanym potentatem biznesowym na Karaibach. Przyjechał po nas osobiście ze swoją żoną Genn. Ubrałam wcześniej zaplanowaną białą sukienkę z woalem, lekko spływającym na ramiona, jak skrzydła anioła ( coś mam z tym wcieleniem chyba;) do tego złote szpilki z łańcuszkami na piętach. Włosy prosto opuszczone. Ona natomiast również na biało ( przypadek ?) Krótka poplisowana spódniczka i obcisłe białe wdzianko, bordowe szpilki na wysokim słupku, zawiązane wielokrotnie wokół kostki. Absolutnie nie umiała w nich chodzić, ale wyglądały bosko. Miejscem spotkania okazała się włoska restauracja, co miało być wyrazem najlepszej jakości jedzenia tam. Wchodząc do restauracji poczułam się niezwykle w towarzystwie ludzi, których praktycznie zna cała wyspa. Byliśmy wszyscy witani jak vipy, a wszelkie persony polityczno biznesowe, wręcz ustawiały się w kolejce, by przywitać się z Dommem, ów karaibskim potentatem. Sama kolacja upłynęła niezwykle otwarcie i luźno. Domm okazał się ciepłym człowiekiem, choć nie gubiącym ostrego jak brzytwa wzroku głodnego biznesmena, świdrował otaczające ambiente. Jego żona Genn natomiast trajkotała jak nakręcona. Drobna kobietka o mocnym głosie i silnym, żylastym uścisku, sprawiała wrażenie poczucia jak najważniejsza kobieta na świecie. Mając za swoimi plecami ‘potężnego” mężczyznę mogła sobie na to jak najbardziej pozwolić, gdyż on traktował ją jak swój skarb, któremu wszystko wolno. To niezwykłe spostrzeżenie ich intymności wzbudziło we mnie jeszcze większą sympatię do nich obydwojga. Pokazywali nam ciekawe miejsca do doznania w stolicy Trinidadu i poza nim. W efekcie też otrzymaliśmy kolejne zaproszenie za kilka dni, tym razem do ich domu na prywatną kolację z arabską kuchnią, bo jak się okazało obydwoje pochodzą z Syrii i prywatnie pielęgnują arabską kulturę. Na tę kolację chcieliśmy się wyjątkowo przygotować, ale gdy sobie to uświadomiliśmy było już pół godziny do przyjazdu kierowcy. Wystroiłam się tym razem w czerwoną sukienkę na cieniutkich ramiączkach, wielowarstwową z cienkiego muślinu i do tego czerwone szpilki, wybitnie eksponując zgrabność nogi poprzez oplecienie jej wielokrotnością sznureczków. W tej kreacji wpadliśmy do centrum handlowego by załatwić specjalne ciasto i naręcze kwiatów. Na parkingu zatrzymał się samochód z którego wyszczerbiła się śliczna uśmiechnięta murzynka krzycząc do mnie „I love your shoes” ;););) Pomyślałam, że ta ich otwartość może być szalona wręcz, ale było to miłe i dało mi kopa na wieczór. Do domu naszych gospodarzy zawiózł nas ich prywatny szofer. To nisko lecz rozlegle rozbudowana rezydencja z jasnego kamienia, otoczona również kamiennym murem, niskimi palmami wyrastającymi z gęstego trawnika, miękkiego jak najwspanialszy dywan. Weszliśmy niemalże prosto na salon i wyjście na kamienny taras, położony tuż przy samym oceanie, wręcz przyklejony do pomostu wzdłuż całego brzegu. Okazało się, że jest to ich prywatna oceaniczna sfera brzegowa. Cudownie. Taras zawierał natomiast dwie strefy, wypoczynkową z wygodnymi sofami outdoorowymi oraz jadalną. Blanszowaliśmy między nimi, zwiedzając teren, by przysiąść ostatecznie przy pięknym stole. Genn jako Pani domu ubrała tradycyjnie tkaną, czerwoną sukmanę do ziemi, udekorowaną złotymi haftami. Wyglądała przy tym bardzo arabsko i pewna siebie, nie zatracając jednak swego towarzyskiego czaru. Kładła dzieci spać, więc trochę na nią czekaliśmy. W międzyczasie jako goście na spotkaniu pojawili się też inni ciekawi ludzie biznesu i organizacji biznesowo szkoleniowych. Jedzenie wniosła 4ro osobowa służba pod czujną musztrą Genn i zaprosiła nas najpierw wszystkich do modlitwy;) Smakując arabskich potraw, wykonywanych tradycyjnie w ich domu, rozkoszowałam się rozległością ich smaków. Rozmowy toczone przy stole opiewały najróżniejsze sfery ludzkich zainteresowań, ale przyznać muszę, że uświadomienie ich, na jakiej pozycji się znajdują, było wyczuwalne. Mimo ich niezwykle miłego przyjęcia, czuć było tą wyższość w hierarchii posiadania. Było to bardzo pouczające dla mnie. Pokazało, iż nie należy igrać ze swymi przywilejami.

Natomiast, zaintrygował mnie inny temat: Czy kobieta pokroju Genn, będąc żoną swojego męża, poświęcając siebie w celu prowadzenia domu i wychowywania dzieci, może czuć się spełniona? Otóż to pytanie często gości w mojej głowie, ale nigdy tak silnie jak podczas gdy poznałam Genn. Z pochodzenia Arabka, urodzona na Karaibach, poślubiwszy mężczyznę wszechstronnie uzdolnionego umościła sobie sprytnie swoje królestwo, w którym niewątpliwie czuje się spełniona. Obserwując jej dumne zachowanie, wpatrzenie w swego męża, zachwyt w jaki wpadała opowiadając o swojej trójce dzieci, z pewnością nie mogło podważyć jej szczęścia. Chcę jednak rozłożyć ten fakt na części składowe tego szczęścia. Zakochała się w jego mózgu. I to jego mózg wiecznie twórczy i niesamowicie rozwojowy oraz niezwykle kreatywny, w aranżowaniu życia biznesowego wraz z rodzinnym, cały czas pracuje nad ich związkiem. Nie przypuszczałam że mężczyzna tego pokroju biznesu potrafi być tak niezwykle oddany żonie, jej byciu sobą i pielęgnowaniu jej kobiecego rozwoju. Myślę że taka jego postawa ma ogromny wpływ na to, że ona mimo iż zajmuje się tylko domem, rozkwita i tworzy coś więcej. Czując jego wsparcie, swoją wyjątkowość dla niego i niezwykle silnie akcentowaną kobiecość.

 

Tobago – RAJ NA ZIEMI

 

tobago-max

Otworzywszy oczy o 4tej rano chciałam tylko przytulić się do rozgrzanego ciała Onyxa. Nie było jednak mowy. Prom odpływa o świcie i jest to jedyna możliwość, oprócz samolotu, by o dobrym czasie dotrzeć na sąsiednią wyspę. W obstawie dwóch białasów, biała lwica leona wstąpiła na pokład. Jedliśmy śniadanie, małe murzyniątka żuły owocową gumę orbit, a potem spanie na kolanach Onyxa spowodowalo, że dotarliśmy szybko. Po przybyciu do brzegu tłum tubylców proponuje zawiezienie w każde możliwe i niemożliwe miejsce. Wybraliśmy dwa cele, z czego ten drugi okazał się prawdziwą idylliczną kreacją karaibskiej rzeczywistości. Płaski ląd pokryty najbielszym i najdelikatniejszym piaskiem, jaki doznałam na ziemi i palmy wyrastające z nadbrzeżnych trawników, doprowadziły nas nad kryształowo lazurową plażę. Przy drewnianym mostku, zakończonym drewnianym domkiem cumowały kolorowe łódki ze szklanymi podłogami. Za namową Onyxa, wybraliśmy się z miejscowym przewodnikiem na rafę koralową. Płynąc tam odczuwałam mrowienie w podbrzuszu. A gdy czarny przewodnik zakładał mi maskę do nurkowania, nie wierzyłam, że to zrobię. Zrobiłam. I pływając wśród tego wodnego ogrodu, między niebieskimi i pomarańczowymi rybami, przeżywałam na żywo bajkę. Kolejne obezwładnienie w rozkoszy to kąpiele w lagunie jasno lazurowej wody i białego piasku, posiadającego rzekomo własności odmładzające. Wg tubylczej wiary, każdy kto po 40tce nasmaruje się tym piaskiem, odmłodnieje o 10 lat, a każdy przed 40tką, zostanie forever young ;). Podczas doznawania kąpieli poczułam się nie tylko jak nimfa, którą jestem od dzieciństwa, ale też poczułam w sobie tą dziewczynkę, którą byłam. Otwartą i ciekawą świata. Chcącą poznać jego podwoje i uwielbiać wszystkich ludzi, którzy chcą czuć tą samą niesamowitość życia i wolność.

laguna

 

Gdy zbliżyliśmy się z powrotem do wyspy, siedząc na rozgrzanej, pomarańczowej rufie łodzi, uznałam że oto dobijam to najbardziej idyllicznego miejsca na ziemi. Do zaiście karaibskiego raju. Poczułam powrót do życia. Ponowne zaistnienie. Back to life

leona-na-lodcenimfa

 

Dalszy sensualizm pobytu, pląsanie w wodzie, egzotyczne potrawy, w tym min. smażone banany i wiele innych smaków owoców morza, potęgowały tylko tę świadomość. Uległam temu czarowi. I wiem, że chcę go jeszcze kiedyś doznać. Miejsce Tobago, idylliczna kraina sprawiła, że narodziłam się na nowo. W błękitnej wodzie, z białego piasku, wokół rafy koralowej i energetycznym słońcu, nazbierałam nowej siły i chęci opisywania doznań, które mnie uszczęśliwiają i zainspirują do szczęścia innych …

basen

 

c.d.n.